Miesięczne archiwum: Kwiecień 2008

4 osoby, 3 klucze i 1 sklep

Jest tak: pracujemy we cztery. To znaczy właśnie dokooptowałyśmy czwartą osobę. No i ta osoba musi mieć własne klucze od sklepu, coby móc do niego wejść i pracować (a także wyjść i zamknąć…).
Trzeba więc było dorobić klucze. Sprawa niby prosta, zwłaszcza że w GaMoku jest odpowiedni punkt usługowy. Byłoby jednakże lepiej, gdyby dorobienie klucza nie kosztowało tam 36zł (sic). Bo mają tylko oryginalne, tak powiedzieli. Ja się nie znam. Więc pojechałam na bazar szukać innego punktu dorabiania kluczy (ach, te bezpłatne nadgodziny…). Nawet znalazłam otwarty i dorobiłam za złotych 9. Bardzo byłam zadowolona… aż do dzisiejszego ranka, kiedy to okazało się, że klucz, jakby to powiedzieć, nie otwiera drzwi. Trochę się zdenerwowałam, ale poszłam najpierw po rozum do głowy, a następnie do „Cezara” (tam, gdzie było po 36zł), żeby w ramach sąsiedzkiej przysługi rzucili okiem. Znalazłam nawet w szufladzie jeszcze jeden klucz, ale też nie działał. Pan w „Cezarze” obejrzał wszystkie przyniesione przeze mnie klucze, to znaczy dwa złe i jeden dobry (z czegoś w końcu dorabiałam) i nawet spróbował je poprawić. Potem powiedział beznamiętnie: „To już nie będzie działać.” Postanowiłam się dowiedzieć dlaczego i wyszło na jaw, że to kopia z kopii, i dlatego.
Tak więc musiałam stanąć twarzą w twarz z faktami następującymi:
 – D. przyjdzie w niedzielę i nie ma kluczy
 – nie, nie tak: D. ma klucze M., za to M. nie ma kluczy
 – tak czy siak nie mamy jednych niezbędnie potrzebnych kluczy od drzwi
 – jutro jest święto
– pojutrze muszę siedzieć w pracy od 10 do 22
 – w sobotę znów jest święto
– nie ma kiedy i gdzie dorobić
– i NIE WIEM, CZY KTOś MA ORYGINAł! (a jeśli tak, to kto?…)
 – i że nie wiem też, na kiedy właściwie ten klucz jest potrzebny.. czyżby na dziś?!

Przypominam, że jestem humanistką i analiza skomplikowanych sytuacji nie idzie mi najlepiej.

Skoncentrowałam się jednak i najpierw ustaliłam, że oryginał (prawdopodobnie) ma K. Czyli mamy oryginalny klucz, z którego zapewne można zrobić działającą kopię. Zatem wszystko będzie dobrze, jeśli:  M. , która mnie zmienia po południu, zamknie moimi kluczami, które odda mi wieczorem na ognisku (chwała Bogu mamy też kontakt prywatny!). Jutro jest święto. W piątek ja otworzę  i zamknę moimi kluczami, w sobotę jest święto, w niedzielę D. otworzy i zamknie posiadanymi przez się kluczami M.  W poniedziałek  ja otwieram, K. podrzuci mi swój oryginał, ja po południu zostawię M. moją (działającą) kopię i pojadę do punktu dorabiania kluczy. Wobec tego we wtorek będę już miała dwa dobre klucze, M. będzie miała mój, a K. w środę przyjdzie do pracy wieczorem, odbierze swój klucz i nim zamknie sklep.

Uff.

Oczywiście wszystko to zadziała tylko pod warunkiem, że K. faktycznie ma oryginał i że dorobiona kopia będzie działać…

Aha: jeszcze chciałabym wiedzieć, dlaczego edytor tekstu włącza się dopiero po opublikowaniu notki.

Fryne

„Z czerwonego piekła na zielonym płomieniu uniosła się i nie wróciła. Płakali diabli skuleni w kątach a Belzebub gryzł ze złości napięstki.
Mefisto w filozoficznej zadumie podpierał brodę kostyczną ręką wzruszał ramieniem.”
(Poświatowska)

I jeszcze:

„Tak się urodzić
w niedzielę wieczór.
Nie chcieć, nie poczuć, nie przeczuć.
Być jak przesyłka,
jak paczka mała.
Sama chciała, sama chciała…

 Tak chodzić do szkół
 wszędzie po troszku.
Myśli i nerwy mieć w proszku.
 Znaleźć i zgubić,
co matka dała.
Sama chciała, sama chciała…

Tak się niemądrze
w niemądrych kochać.
Nie trwać, nie czekać, nie szlochać.
 Potem zazdrościć tej, co płakała.
Sama chciała, sama chciała…

Tak się na dobre
rozlubić w tobie.
Z żalu za tobą wypłowieć.
Być nazbyt cicha lub nazbyt śmiała.
 Sama chciała, sama chciała…

Tak nagle ustać w niedzielę wieczór.
Nie czuć, nie poczuć, nie przeczuć.
Wśród jasnych buków
zasnąć jak skała.
 Sama chciała, sama chciała… „

(Osiecka)

Marudy…

Narzekają, że nie piszę. Dwa razy dziennie, a im mało…

Chciałam powiedzieć,że nie lubię poniedziałków. Jeszcze bardziej nie lubię piątków, ale poniedziałki, co tu kryć, są do niczego. Ledwo się człowiek napali na weekendowe odpoczywanie, a tu już – dupa, wstawać i do pracy. Zazdroszczę tym, którzy mogą sobie pozwolić na powolne budzenie się i popijanie kawy do jedenastej, ja bowiem mam akurat taki tryb zajęć, że muszę od rana się ostro sprężyć. Za to kiedy około południa uporam się już z najważniejszymi sprawami i mogłabym na przykład pogawędzić – wtedy wszyscy inni są w wirze pracy. I cóż, pozostaje blogowanie…
A jeszcze, jak już wynika chyba z jednej z poprzednich notek, moi znajomi prowadzą nocny tryb życia. Spotkanie trwające od 21 do 1 jest pewnym sukcesem, ale zdarzają się takie od 3 do 9 (AM). Nikomu nie wypominam ;-) Kiedy na przykład chcę się na spokojnie spotkać z I., nieuchronnie okazuje się, że mamy czas dopiero w nocy. A podobno trzeba spać czasem…

Nie macie wrażenia, że 15 lat temu życie było jakieś przyjemniejsze…?

Rzeczy, które stłukłam w tym tygodniu

Otóż w tym tygodniu stłukłam:
1
. spodeczek od filiżanki do espresso (jednej z dwóch, co pozbawia mnie od razu połowy filiżanek do kawy)
2
. ulubiony wazon, który spadł na kieliszki
3
. co za tym idzie, kieliszek do czerwonego wina
4. i jeszcze jeden kieliszek, który strąciłam do pustej wanny (razem z kieliszkiem poszły wyeksponowane w nim muszle z różnych ciepłych krajów; ocalała połowa).
Kieliszków do wina białego nie mam od dawna. Kubki do herbaty tłukę nagminnie. Wazon naprawdę był ulubiony i w dodatku nie do odkupienia.
Chciałabym niniejszym podkreślić, że to wszystko naprawdę niechcący. Nie rzucałam nimi w złości ani nic takiego…

wszystko powiedzieli za nas

„Od mego ciała do twego
droga jak ręka prosta
lecz ciągle dzieli nas echo
w sercu podwójnym i głosach,
bo dym, co niebo przybliżył
jak kogut nad snem moim pieje
o żałość twoją – za późno,
za wcześnie o moją nadzieję.”

(Tadeusz Gajcy, „Nad ranem”)

Ludzie są niesamowici…

To był jednak świetny pomysł z tym blogiem. Oto bowiem nie minęły jeszcze dwie godziny, odkąd go założyłam, a już jest jak znalazł.
Historia jest taka: mamy dziś piątek. To znaczy o tej porze już mamy sobotę, ale mniejsza o szczegóły. Jak każdy normalny człowiek, pracuję od poniedziałku do piątku po osiem godzin i kiedy piątego dnia wybija 17.30, bardzo chcę gdzieś iść i coś zrobić! Niestety dziś było tak:
I. jest zajęta,
M. pracuje, jak zawsze w piątek wieczorem,
D. nie zaproponował, a ja mu nie będę wciąż proponować,
z B., z przyczyn rozlicznych, nie spotykam się,
P. też nie zaproponował i w ogóle chyba mu ostatnio powiedziałam, że nie mam czasu w weekend. No myślałam, że nie mam…
H. olał mojego sms-a…
no a sama na piwo przecież nie pójdę!
Zatem wróciłam do domu spacerem i okrężną drogą, po czym zajęłam się spędzaniem wieczoru w domu. Wzięłam kąpiel. Posprzątałam trochę. Zrobiłam pranie. Wykonałam liczne a niezbędne zabiegi kosmetyczne. Powiesiłam pranie. Pomalowałam paznokcie (z nudów!). Założyłam bloga.
Około północy napisał D. Nawet pomyślałam, że przy piątku to w sumie noc młoda jeszcze, ale on chciał jutro. No spoko. Tuż przed pierwszą postanowiłam iść spać wreszcie i mieć choć tę korzyść, że się wyśpię. Wyłączyłam pudło (komputer znaczy…), pogasiłam światła, zdjęłam ubranie i już naprawdę wchodziłam pod kołdrę, kiedy zadzwonił P. i zaczął błagać o ratunek w postaci wyjścia na piwo, albo na cokolwiek…

Pytam więc. Pytam wszystkich, jak tu siedzicie: nie można wcześniej?!

.

są odległości do pokonania myślą
i w myślach jest to tylko mgnienie
powieki przymkniętej i otwartej w tym samym ułamku chwili

w moim domu muzyka leniwie się sączy przez skórę
w twoim może pachnie powietrzem
a twoja skóra jest napięta i jasna jak światło

są odległości nie do pokonania ciałem
i jeśli wyobrażam sobie twój dotyk
to tylko rozwarcie i przymknięcie ust w tym samym ułamku chwili

Jedyny, niepowtarzalny, wspaniały blog Luki!

Spontan to był. Bo czemu nie. Jeszcze nie wiem, czy będę tu opisywać zabawne historyjki, czy zamieszczać wiersze, czy co w ogóle. Może wszystko na raz i może to będzie strawne. A jak nie – cóż, ostatecznie można nie czytać.
Łamie mi wersy, psiakrew. Ale na razie tak zostanie.