4 osoby, 3 klucze i 1 sklep

Jest tak: pracujemy we cztery. To znaczy właśnie dokooptowałyśmy czwartą osobę. No i ta osoba musi mieć własne klucze od sklepu, coby móc do niego wejść i pracować (a także wyjść i zamknąć…).
Trzeba więc było dorobić klucze. Sprawa niby prosta, zwłaszcza że w GaMoku jest odpowiedni punkt usługowy. Byłoby jednakże lepiej, gdyby dorobienie klucza nie kosztowało tam 36zł (sic). Bo mają tylko oryginalne, tak powiedzieli. Ja się nie znam. Więc pojechałam na bazar szukać innego punktu dorabiania kluczy (ach, te bezpłatne nadgodziny…). Nawet znalazłam otwarty i dorobiłam za złotych 9. Bardzo byłam zadowolona… aż do dzisiejszego ranka, kiedy to okazało się, że klucz, jakby to powiedzieć, nie otwiera drzwi. Trochę się zdenerwowałam, ale poszłam najpierw po rozum do głowy, a następnie do „Cezara” (tam, gdzie było po 36zł), żeby w ramach sąsiedzkiej przysługi rzucili okiem. Znalazłam nawet w szufladzie jeszcze jeden klucz, ale też nie działał. Pan w „Cezarze” obejrzał wszystkie przyniesione przeze mnie klucze, to znaczy dwa złe i jeden dobry (z czegoś w końcu dorabiałam) i nawet spróbował je poprawić. Potem powiedział beznamiętnie: „To już nie będzie działać.” Postanowiłam się dowiedzieć dlaczego i wyszło na jaw, że to kopia z kopii, i dlatego.
Tak więc musiałam stanąć twarzą w twarz z faktami następującymi:
 – D. przyjdzie w niedzielę i nie ma kluczy
 – nie, nie tak: D. ma klucze M., za to M. nie ma kluczy
 – tak czy siak nie mamy jednych niezbędnie potrzebnych kluczy od drzwi
 – jutro jest święto
– pojutrze muszę siedzieć w pracy od 10 do 22
 – w sobotę znów jest święto
– nie ma kiedy i gdzie dorobić
– i NIE WIEM, CZY KTOś MA ORYGINAł! (a jeśli tak, to kto?…)
 – i że nie wiem też, na kiedy właściwie ten klucz jest potrzebny.. czyżby na dziś?!

Przypominam, że jestem humanistką i analiza skomplikowanych sytuacji nie idzie mi najlepiej.

Skoncentrowałam się jednak i najpierw ustaliłam, że oryginał (prawdopodobnie) ma K. Czyli mamy oryginalny klucz, z którego zapewne można zrobić działającą kopię. Zatem wszystko będzie dobrze, jeśli:  M. , która mnie zmienia po południu, zamknie moimi kluczami, które odda mi wieczorem na ognisku (chwała Bogu mamy też kontakt prywatny!). Jutro jest święto. W piątek ja otworzę  i zamknę moimi kluczami, w sobotę jest święto, w niedzielę D. otworzy i zamknie posiadanymi przez się kluczami M.  W poniedziałek  ja otwieram, K. podrzuci mi swój oryginał, ja po południu zostawię M. moją (działającą) kopię i pojadę do punktu dorabiania kluczy. Wobec tego we wtorek będę już miała dwa dobre klucze, M. będzie miała mój, a K. w środę przyjdzie do pracy wieczorem, odbierze swój klucz i nim zamknie sklep.

Uff.

Oczywiście wszystko to zadziała tylko pod warunkiem, że K. faktycznie ma oryginał i że dorobiona kopia będzie działać…

Aha: jeszcze chciałabym wiedzieć, dlaczego edytor tekstu włącza się dopiero po opublikowaniu notki.

5 myśli nt. „4 osoby, 3 klucze i 1 sklep

  1. Black Lemon

    Dziewczyno! Jak Ty tego nie opublikujesz w wersji książkowej to przysięgam, że jak tylko już zostanę dyplomowanym edytorem za te jakieś dwa lata to pierwsze, co zrobię to złamię prawo autorskie i wydam w formie książkowej twoje wychowane na Joannie Chmielewskiej podejście do życia!
    PS. Też wychowałam się na książkach pani Joanny. Masz jakąś ulubioną czy kochasz wszystkie?

  2. Królowa Nocy

    OMG. Tez jestem humanistką, w związku z czym musiałam to przeczytać kilka razy, żeby zrozumieć kto z kim, kiedy i dlaczego :D
    Kiedyś tak miałam z kluczem od piwnicy i żeby nie przyznawać się sama przed sobą że przyczepiłam do kompletu nie ten klucz co trzeba, wymysliłam, że ktoś mi się włamał do piwnicy, po czym zawiesił nową kłódkę i dlatego klucz nie pasuje :D
    Oczywiście teoria była tyleż rozpaczliwa co błędna.

  3. Luca

    Black Lemon: najbardziej lubię „Całe zdanie nieboszczyka”.
    No ja bardzo chętnie coś wydam, tylko może najpierw napisze więcej…?
    Polecam Twojej uwadze blog Izu w moich linkach, ona fajniej opowiada i tez wychowana na Chmielewskej…

  4. Luca

    Aha: i co to jest „wychowane na Chmielewskiej podejście do życia”…?

  5. Black Lemon

    Ad. podejścia do życia – mam na myśli to charakterystyczne niecozakamuflowanokrytyczne, lekko ironiczne, niezależnie od sytuacji pisane z półuśmiechem podejście do życia. Przynajmniej w formie pisanej tak to wygląda.
    Ad.ulubionej książki – ja najchętniej powracam do „Wszystko czerwone” ze względu na absurdalność zarówno opisanych wypadków jak i poczucia humoru.

Możliwość komentowania jest wyłączona.