Ciężkie jest życie sieroty ze złotym zegarkiem…

… niebezpieczeństwa czyhają na nią zewsząd.

Chciałam zjeść obiad i przypomniałam sobie, że mam w lodówce zrobioną niedawno chińszczyznę. Odgrzałam ją więc i zaczęłam jeść. Jakaś nieciekawa była, ale dodałam sosu sojowego i jem dalej… tylko wciąż mi jakoś dziwnie nie smakuje… Po namyśle doszłam do wniosku, że mięso chyba jednak nie jest świeże, po jeszcze głębszym namyśle zaczęłam się zastanawiać, kiedy ja to gotowałam – czy przypadkiem nie w zeszłym tygodniu…?
Wywaliłam chińszczyznę i postanowiłam zamiast tego zjeść zapiekankę makaronową, którą zrobiliśmy z Nadią i Maxem w sobotę (no tak, no jest wtorek…). Niestety okazało się, że zapiekanka się zeschła i w dodatku są jej dosłownie dwa kęsy. Więc w końcu nawet nie spróbowałam – wywaliłam też.

W razie mojego nagłego zgonu uprasza się o nie składanie kondolencji rodzinie.

————————————————————————————
(P.S. dla dociekliwych: Tak, wiem, że w oryginale było „pokusy”…)

2 myśli nt. „Ciężkie jest życie sieroty ze złotym zegarkiem…

Możliwość komentowania jest wyłączona.