Nostalgicznie

Doszłam do wniosku, że powinnam spędzać więcej czasu we własnym mieszkaniu. Lubię je w sumie, a wpadam jak po ogień ostatnio. Coś zjem, przebiorę się albo prześpię parę godzin i wypadam. A przez okno już prawie nie wpada światło (myte ostatnio w grudniu), na podłodze koty – i nie takie miauczące – ciuchy… no, zrobiłam pranie wczoraj w nocy, więc ciuchy po kątach nie gniją. Ale prześcieradło może się połamać przy dotknięciu ;-)

Zaczynam czuć, że człowiek powinien czasem pobyć we własnym towarzystwie.  Nawet, jeśli ten człowiek jest Lucą. Ale jak przebywam sama, to mi szybko odbija, więc proszę się niczemu nie dziwić w najbliższym czasie… Chociaż pewnie deburdelizacja tych prawie-moich prawie 30 metrów kwadratowych pochłonie mnie w wystarczającym stopniu i potem już nie będę miała siły świrować…