O miłym panu z cukierkami ;-)

Alex zabrał nas do sklepu z arabskim jedzeniem. Ponieważ najwyraźniej Francuzi nigdzie się nie spieszą, spędziliśmy tam mnóstwo czasu na wybieraniu jedzenia, rozmawianiu i w ogóle. Wreszcie przyszło do płacenia przy kasie, za którą siedział bardzo sympatyczny pan w średnim wieku. Na widok Marie, trzyletniej córeczki Alexa, rozpromienił się i spytał ją o imię. Marie oczywiście schowała się natychmiast za nogą tatusia i z tego bezpiecznego miejsca zerkała nieśmało. Pan wstał więc, podszedł do wystawy z arabskimi słodyczami i wziął stamtąd kilka ichnich dziwacznych cukierków, po czym zapytał mnie i I., jak my mamy na imię. Chcąc dać dziecku dobry przykład, przedstawiłam nas obie, sprzedawca ostentacyjnie wręczył nam po cukierku, po czym zwrócił się do Marie – mała jednak była twarda i nie dała się przekupić. W rezultacie Alex też zarobił cukierka, dostał dodatkowego dla córeczki i poszliśmy sobie, rozpływając się w różnych „merci, monsieur” i „goodbye, ladys”. Bardzo było sympatycznie.

——————————————————————-
Dziś mam pod opieką dwa słodkie potwory, czyli Patysia i Amelkę. W związku z tym pewnie powstanie kolejna część opowieści rodzinnych ;-)

Jedna myśl nt. „O miłym panu z cukierkami ;-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.