Wróciłam…

… i wszyscy mnie pytają, gdzie notka. Ale, wiecie, ja wróciłam niewiele ponad 12 godzin temu i, jak wiadomo, muszę spać i muszę pracować czasem… Tak więc o francuskim księciu, z pantofelkiem w dłoni szukającym Kopciuszka, o dwugwiazdkowym hotelu na rue St.Sebastien, w którym niemiły Arab dał nam pięcioosobowy pokój zamiast podwójnego, o sklepie, w którym miły Arab dał nam cukierki, o winie, słońcu i paru innych rzeczach opowiem, jak tylko znajdę trochę więcej czasu.
Teraz powiem tylko, że nogi mnie bolą jak diabli, marzę o łóżku (żeby spać) i nie zmienia to faktu, że było CUDNIE.

 Jesienią Sankt Petersburg :D

2 myśli nt. „Wróciłam…

  1. Kaspiro

    Oj zazdroszczę, zazdroszczę…

    mi się marzy wyjazd nad jezioro 40 km od mojej wiochy a tu i funduszy i czasu brak… :/

  2. Luca

    No wiesz, pamiętaj, że my to zaplanowałyśmy z pół roku wcześniej… inaczej by nie wyszło… Więc to był spontaniczny wypad zaplanowany z góry ;-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.