Miesięczne archiwum: Czerwiec 2008

For me it begins at the end of road…

Wyjeżdżam i nie będzie mnie. Wsiadam dziś w autobus, a jutro wysiądę z niego w górach, w moich górach, które uwielbiam, gdzie jestem u siebie i gdzie wszystko, na co się spojrzy, jest piękne. Tydzień w samotności. To mój pierwszy samotny wyjazd i naprawdę się na niego cieszę.

 (Sz. – moja wdzięczność jest niemal bezgraniczna.)

A kiedy już zatęsknię za wszystkimi, których zostawiam w mieście, kiedy już wypite samotnie piwo Leżajsk przeleje mi się uszami, a wiatr na szczytach zacznie mnie denerwować – wtedy wrócę.
Wpadnę na jeden dzień, wydam gazetę, poimprezuję chwilę i znów wyjadę…

Upadek

Nie w przenośni ten tytuł, tylko całkiem dosłownie. Było tak: szłam sobie po prawie równej drodze, prawie trzeźwa, prawie patrząc pod nogi.. i prawie jasno było, znaczy latarnie świeciły. I właśnie, kiedy pisałam w sms-ie do I.: „Nie martw się o mnie”, właśnie wtedy wyrósł przede mną krawężnik i podstępnie mnie podciął. Musiał się, świnia, czaić specjalnie, bowiem kiedy szłam w drugą stronę, Albercik mnie ostrzegł i w samą porę zastosowałam się do jego: „Uważaj”. W drodze powrotnej nie było już życzliwej duszy obok i wyrżnęłam na pysk, znaczy do przodu.
 Straty są następujące (od góry):
 – oczywiście okulary (dzięki bogom za mojego optyka, który mi je w minutę naprawił)
– nieco obolały łuk brwiowy
– bardziej obolałe ramię
– lekko obtarty telefon
– i całkiem dekoracyjna dziura w prawym biodrze.

Doświadczenie to dowodzi jednoznacznie, że jednak biodra są najbardziej wystającą częścią mojego ciała.

Noc Świętojańska

Pływaliście kiedyś w rzece w nocy? Zimne powietrze, ciepła woda. Gwiazdy, dalekie światła na brzegach, a na falach jeszcze lekki, leciutki odblask zachodu słońca. Pierwszy wymach ramion i wiecie, że to jest właśnie to.

Noc Świętojańska. Noce czerwcowe w ogóle nie są po to, by spać, a ta, szczególna, najkrótsza noc w roku ma swój niepowtarzalny urok. Ognisko, ludzie, śmiech. Wianki (a co). I woda, woda…

Dzieci posnęły przy ogniu. Zrobiło się jakoś inaczej, ciszej. Nie było nas wiele, dziewięć dorosłych osób, dobra, symboliczna liczba. Pięć wianków popłynęło Narwią…

Fragment maila od klienta.

Od: […] Do: mokotow[at]pozegnanie.com

  „[…] Tak swoją drogą – niezły macie Państwo adres domeny, szczególnie w kontekście tego, że przed godziną wróciłem z pogrzebu.

Pozdrawiam ”

Kocham moją pracę  :D

Autotematycznie

Sz. o niniejszym blogu:

 -Dawno mnie nie było.
-Może i dobrze, bo jakaś podkurwiona byłam ostatnio.
-Wiem, widziałem. Znaczy nie tu widziałem, tam widziałem.

-Co u pani słychać? Bo nie czytuję gazety ostatnio.

Gramatyka.

Ponieważ w komentarzach do ostatniej Scenki Rodzinnej wywiązała się mała dyskusja na temat odmiany i pisowni imienia: Luca, uznałam to za znakomity pretekst, żeby raz wreszcie tę sprawę publicznie rozwiązać. Bo, wiecie, w końcu to moje imię i ja lepiej wiem, jak się pisze :P

Primo, Luca pisze się przez „c”. Pisanie przez „k” będzie traktowane tak samo, jak popełnienie błędu ortograficznego w czyimś nazwisku (kary cielesne niewykluczone).

Secundo, jest wyjątek w dopełniaczu.
M. (co to za laska?) Luca
D. (kogo brakuje?)Luki
C. (komu zrobić herbaty?) Luce
B. (kogo lubisz?) Lucę
N. (z kim idziesz?) z Lucą
Msc. (o kim mowa?) o Luce
W.  Luco („droga Luco, chciałbym pani powiedzieć…”)

Jakieś pytania?

Scenki rodzinne 7 – rodzice są wszechmocni

Siostra stała w łazience przed lustrem, a Patyś w przedpokoju zakładał sandałki.
 – Na tą nogę mamo?!
– Mamo! Na tą nogę?!
– Na tą nogę?!
Siostra oczywiście nie widziała, na która nogę dziecko zakłada sandały, ale młodemu to nie przeszkadzało wcale. Ja stałam w drzwiach do łazienki, z widokiem zarówno na Patryka i jego sandałki, jak i na moją niewzruszoną siostrę. W końcu nie wytrzymałam.
– Tak, Patryk, na tę nogę.
Dziecko nic. Woła dalej. Więc powtarzam:
 – Dobrze założyłeś, na tę nogę.
– Mamę pytam – rzucił mi Patyś obojętnie. – Mamo! Na tą nogę?!
 Siostra, nie odrywając wzroku od lustra:
– Tak, na tę.
Pomogło. Zaczęłam się śmiać, a Siostra mówi:
– Jemu wszystko jedno, czy ja widzę. Jak jestem w WC, to też dopytuje, czy dobrze buty założył.

No tak – mama nawet przez ścianę wie, czy dziecko ma buciki jak trzeba…;-)

Nostalgia (potęga internetu).

Kiedy miałam szesnaście lat, mój ś.p. pierwszy kochanek nagrał mi kasetę. Zgubiłam ją potem w czeluściach pokoju mego brata, zostało tylko pudełko, na którym są tytuły – nadane przeze mnie, bo on nie opisał kasety. Póki miałam taśmę, puszczałam ją komuś czasem i pytałam, czy wie, co to może być. Nikt nie wiedział. Teraz, dzięki internetowi, mogłam znaleźć tę muzykę. Po dziesięciu latach. Wrażenie nie do opisania…

Nie jest różowo.

Miało nie być pamiętnikowo. Miało nie być emotional. Miały być zabawne historyjki.
Trudno, najwyżej omińcie ten wpis wzrokiem i udajcie, że go w ogóle nie ma.
Bo tak naprawdę, to jest źle. Wychodzi na to, że umrę z wyczerpania, ponieważ ratuje mnie wyłącznie ciągłe przebywanie z ludźmi i ciągła aktywność. Próby odpoczynku i zaznania odrobiny spokoju kończą się tak, jak widać.

 W dodatku szkło w domu samo mi pęka i jak się nie wezmę w garść i nie powyganiam cieni z kątów, to nie wiem, co będzie… A ciężko wziąć się w garść.

Przelewa się czasem
zupełnie jak woda w wannie.
Nieuchronnie dociera
do sypialni i podmywa kolumny łóżka.
 Drżymy wtedy, ja i łóżko, prawie jak dawniej.

Przelewa mi się czasem przez gardło,
rozlega po mieszkaniu,
pełnym głosem opływa sprzęty i ściany.
Przez chwilę nie jest tak strasznie cicho.

Jeśli zerwę się, wybiegnę
jeśli usiądę i zamilknę
 jeśli zniknę

nie dziw się,
wyjdź i cicho zamknij za sobą drzwi.