Miesięczne archiwum: Wrzesień 2008

Dziwnie tak…

Koty po raz pierwszy dziś przyszły do miski, kiedy byłam w kuchni (głodne…) i po raz pierwszy wylazły spod wanny się bawić, zanim poszłam spać. Siedzę przy komputerze i piszę, a one hasają po pokoju, ganiają się, bawią piłeczką i urządzają wyścigi pod łóżko. Przedtem zdarzało się to tylko, kiedy światła były pogaszone, a ja udawałam, że śpię… ale kiedy wstaję, uciekają z powrotem pod wannę, a mnie się wtedy robi strasznie smutno. Niezły lek na samotność – koty, które chowają się, kiedy się zbliżam…

Koty w literaturze

„…okrężną drogą sunie chyłkiem do sadzawki – przez położoną wyżej trawiasą łatę ogrodu schodzi na kamienisty brzeg. Kamień tkwi na swoim miejscu nad wodą. Woda nadal delikatnie drga, nad jej lustrem nisko zwiesza się drzewo. Ostrożnie jak starsza pani kotka przemyka się przez wilgotną trawę do kamienia. Siada i znów patrzy na wodę. Gałęzie kołyszą się na wietrze i znów drobna fala moczy jej łapki. Kotka cofa je i siada prosto, w „ciasnej” pozie. Zerka na drzewo, na poruszające się liście: to już zna, ale woda? Trzeba się zastanowić. Potem robi coś, co nieraz obserwowałam przy jedzeniu, zarówno u szarej, jak u czarnej. Kiedy dostają coś nowego, z czym nie są jeszcze oswojone, wysuwają łapkę i najpierw badają rzecz dotykiem, potem ją obwąchują, a na koniec ostrożnie liżą. Teraz szara podobnie wysuwa łapkę w stronę wody, ale zaraz ją cofa, nie dotykając powierzchni. Niemal odbiega; mięśnie jej się napinają w odruchu ucieczki, ale jednak postanawia zostać. Zbliża pyszczek do wody, liże.. niedobre! To jakaś inna woda, nie przypomina tej, którą się pije w nocy z mojej szklanki przy łóżku. Ani kapiących z kranu kropli, które łapie się pyszczkiem z boku. Wkłada teraz całą łapkę do sadzawki, trzyma ją tam przez chwilę, wreszcie oblizuje. Woda, i tyle. Coś znanego, najwyżej w nieco innej wersji.

Szara kotka przykuca na kamieniu, z pyszczkiem tuż nad sadzawką, i patrzy w swoje odbicie. Nic nadzwyczajnego; widziała to już w lustrze. Ale zmarszczki na wodzie poruszają się tam i z powrotem, zniekształacając obraz. Wysuwa łapkę do swego wizerunku… co to? Łapka przebija obraz i robi się mokra. Dziwne, z lustrem jest inaczej. Kotka prostuje się, wyraźnie zdezorientowana. I rusza na sztywnych łapach przez wilgotną trawę, do domu.”

(Doris Lessing, „O kotach”)

Pokakota ;)

Ta-daam! Przydybałam ją wciśniętą za kolekcję baśni. Tym sposobem mam uwiecznioną połowę kociej populacji w moim domu. Oto jest – pierwsza fota Plamki:

Przygoda

Czy Wy także, otwierając nową książkę, czujecie się jak przed nowym spotkaniem?  Ja mam takie uczucie, jakbym miała za chwilę poznać nowego człowieka. Pierwszych kilka zdań decyduje.



  • „Przez długi czas kładłem się spać wcześnie.”
  • „Miękki zapach róż napełniał pracownię, a ilekroć wietrzyk letni musnął drzewa w ogrodzie, przez otwarte drzwi wnikał ciężki zapach bzu lub mniej intensywna woń kwitnącego głogu.”
  • „Miasto stoi na ruinach, pod miastem jest świat grobowców”.
  • „Z morza miasto wyglądało jak termitiera, ciemna, tajemnicza konstrukcja, pod którą wyczuwa się skomplikowaną sieć przejść, stroma i gładka, o szarych ścianach umocnionych przesadnie wielkimi arkadami, jakby wyjętymi z megamanii Piranesiego.”
  • „Popołudnie zapowiadało się naprawdę ciekawie, jako jedno z tych wspaniałych popołudni, które istnieją wyłącznie po to, by spędzać je na długotrwałym i słodkim far niente, aż do rozkosznego zmęczenia się lenistwem.”
No? Zgadujcie. Pierwsze dwa łatwe, reszta mniej, bo współczesna – i na tym koniec podpowiedzi!

A w nagrodę będzie – może jutro – długi fragment książki, którą właśnie spotkałam, która mnie spotkała, którą mi przyprowadzono. „- Właściciele kotów zasługują na prezenty” – powiedziano mi…

Chemia w akcji

Zainwestowałam.
Dla komfortu psychicznego kotów nabyłam drogą kupna  kocie feromony. „
Tajemství spokojených koček” – napisali na pudełku. No, skoro
spokojených, to powinno pomóc. Popsikałam tym czymś różne miejsca, w tym znaczone przez kotę łóżko i „ulubiony” przez nią kąt sypialni. Należy to powtarzać raz dziennie podobno. A spokojne może będą też spolegliwe bardziej…

Dla własnego komfortu natomiast nabyłam neutralizator zapachów. Nie taki do kuwet, tylko taki do innych sprzętów. Działa calkiem dobrze, choć wolałabym, żeby nie pachniał kwiatowym mydłem :/ Nim też spsikałam różne miejsca ulubione przez kotę (to znaczy najpierw neuralizatorem, a potem feromonami, no i niekoniecznie w tych samch punktach).

W sumie ta zabawa kosztowała mnie około stu złotych, więc mam głęboką nadzieję, że podziała… W chwili słabości dokupiłam do tego ciekawego zestawu trzy małe piłeczki. Niech się kociaki bawią. Te dwie, które wyciągnęłam w niedzielę z czeluści szuflady, są w ciągłym ruchu, wczoraj w nocy nawet miałam przyjemność obserwować kotę podczas „polowania”. Bawiła się świetnie, póki nie powzięła podejrzenia, że patrzę…

Maria-Awaria

„W głowie mi się przepaliły
wszystkie bezpieczniki
szlag trafił święty spokój
roztrzaskał liczniki
Cała jestem bałaganem, bitwą, wojennym stanem
nie, nie, nie, nie, nie jestem spokojna, w mojej głowie wojna

Maria awaria inwentaryzacja
przerwa w dostawie spacja

Sama jestem sobie winna
jestem inna niż powinnam
poza normę wystrzelona i wykolejona

Maria awaria inwentaryzacja
przerwa w dostawie pauza spacja
niezależna stacja

Ja ocean niespokojny
w mojej głowie gwiezdne wojny
poza normę się wystrzelam
i raz po raz wykolejam
Maria-Awaria…”

(Maria Peszek)

POSłUCHAJCIE, warto.

Special thanks to: Królowa Nocy :)

Taaak…

Weszłam do domu kwadrans temu i zastałam mojego kota wygrzewającego się na kaloryferze. Patrzył na mnie wielkimi ślepiami i wyglądał pięknie. Postanowiłam sobie, że wezmę go na ręce. Taaak… Teraz kot siedzi pod wanną, a ja liżę rany. Po łokieć (lewy) obsypana jestem Żółtym Proszkiem (po Żóltym Proszku goi się najlepiej), a kciuk, też lewy, nieco mi drętwieje. Niestety po kotach zawsze mi sie świni i boli. Chyba zaczekam, aż sam przyjdzie na rączki…

Koty nigdzie nie zauważyłam. Zajrzałam do sypialni – i ujrzałam moje łóżko. Pole bitwy. Teren działań wojenych Plamki. Już wiem, czemu się ukrywa :/

W moim wytęsknionym domu, w którym mieszkam z mymi wytęsknionymi kotami, ścierają się obecnie wonie: duszonej wołowiny, Żółtego Proszku, kociego (nie bójmy się tego słowa) gówna oraz kociej wściekłości. Kto nie wie, jak śmierdzi zdenerwowany kot, niech wpadnie z wizytą…

Na wojnie, jak na wojnie…

Chwilowo spokój. Wczoraj mnie bardzo długo nie było w domu, ale koty były grzeczne nad podziw, nic nie zniszczyły, nie zasikały i w ogóle miodzio. Kocik pomalutku zaczął wyłazić z kątów, żeby na mnie popatrzeć. A kota dostała imię: Plamka, od śmiesznej łatki na mordce.

Obejrzałam sobie wczoraj aktualny kinowy superhit, czyli „Mamma mia!”. Pomyślałam – oldschoolowa muzyka, namówię D. (który jest maniakiem wszelkiej muzyki), na pewno będzie miło. Niestety poziom niekontrolowanego kiczu, tak w fabule, jak i w scenografii, absolutnie przerósł naszą tolerancję… Ale jesli ktoś lubi miłe, optymistyczne musicale, to polecam, czemu nie. Zresztą, co tu kryć, Pierce Brosnan w białej koszuli znacznie mi osłodził te dwie godziny ;)

Poza tym śpiąca, chora, obolała (chyba jednak grypa). Marzę o kilku dniach odpoczynku…

Kocia wojna

Zostałam pokonana, haniebnie wzięta podstępem oraz wystawiona na pośmiewisko. Aż wstyd opowiadać…

W środku nocy obudziły mnie malutkie łapki, delikatnie stapające po kołdrze. Jak się ocnęłam, tak znieruchomiałam, nie śmiąc głębiej odetchnąć, żeby nie spłoszyć koty, która przyszła do mnie do łóżka. Malutkie, leciutkie łapki skradały się od moich nóg, przez całą długość kołdry, aż do górnego jej skraju. Taka jest mała ta moja kota, że ledwie wyczułam, jak odwraca się i – delikatnie, ostrożnie – powtarza trasę w dół. Dotarła do nóg, zeskoczyła cichutko na podłogę i poszła sobie.
Ośmieliłam się odetchnąć i poruszyć – i poczułam pod stopami coś mokrego! Podła, podstępna, wredna kota nasikała mi na łóżko, a te paskudne małe łapki to nie była żadna próba przytulenia się na noc, tylko żmija sprawdzała, czy na pewno śpię! Na tak nieprawdopodobną bezczelność nie wiedziałam nawet, jak zareagować… Zatkało mnie zupełnie, a ta cholera poszła spokojnie spać na fotelu.

Rano zrobiłam wielkie pranie, zdjęłam wszystko z łóżka, żeby nie miała w czym kopać, wywietrzyłam, wypachniłam – wojna na wonie w pełni. Jeszcze raz ją zobaczę w takiej akcji i, jak bogów Olimpu kocham, przetrzepię ten łaciaty tyłek tak, że się migiem oduczy.

Srebrny kotek za to nie sprawia żadnych problemów – poza tym jednym, że się nie pokazuje. Grzecznie korzysta z kociej ubikacji (kiedy śpię albo mnie nie ma), zjada, co dają (kiedy nie patrzę), hałasu nie robi – czasem sobie miauknie, ale ona gada dużo więcej. Zastawiłam mu kuchenkę, więc teraz mieszka pod wanną. W nocy spał na krześle, a wczoraj wieczorem na chwilkę wyjrzał, namówiony pewnie przez siostrę, która lubi mnie obserwować z bezpiecznej odległości. Czuję się trochę jak sublokator we własnym domu – najwyraźniej przeszkadzam…

Najlepszego

Przegapiłam setną notkę. Powinnam najpierw się pokajać, a następnie napisać coś stosownego. Nic z tych rzeczy – tymczasem oswajam kotę za pomocą kawałka szeleszczącej folii przywiązanej do sznurka. Machanie sznurkiem z folią jest nudne jak flaki z olejem, ale nagroda niebanalna: po kwadransie machania kotka raczyła wyciagnąć łapkę i jeden raz pacnąć zabawkę. Po czym majestatycznie mnie wyminęła i poszła sobie.
Szarego kotka nie oswajam wcale, bo go dzisiaj w ogóle nie widziałam…

No, ale jakieś statystyki jednak wypada zamieścić:

Blog istnieje od 25 kwietnia, czyli 150 dni.
Notek jest 104, komentarzy: 514.

I pewnie kilkunastu stałych czytelników, którym niniejszym dziękuje wdzięczna
autorka ;)

(I liczy na dalszą łaskę.)