Miesięczne archiwum: Październik 2008

Scenki rodzinne 17 – Bagerra i jej metody wychowawcze

Tak mi dziś napisała moja prawie-rodzona siostra:

„Idziemy sobie rano z Wojtkiem i Miką w stronę przedszkola, a tak po prawdzie to ja się wlokę półprzytomna, oglądając drogę jednym okiem… i dyskutujemy z Wojtkiem na temat „Dlaczego tak szybko robi się ciemno?”
Wojtek, podsumowując niezwykle dydaktyczną rozmowę:
-Aaa, to jak dziś będziemy wracać ze szkoły to też będzie tak… będzie jeszcze bardziej…
-Będzie ciemno jak w dupie.- powiedziałam i natychmiast w końcu się obudziłam.
Resztę drogi dyskutowaliśmy na temat kategorycznego zakazu mówienia brzydkich słów….”

okruchy

„Poniedziałek przychodzi
zanim minął piątek
za oknami te same
brudne słupy śniegu
na które ktoś wyrzucił
okruchy dla kotów
okruchy dla gołębi
i okruchy dla mnie”

(Towary Zastępcze „Piosenka potencjalna„)

pierwsza tę piosenkę na swoim blogu wykorzystała Izu

Scenki rodzinne 16, czyli u kogo klaszcze nasza Matka

Scenka w knajpie. Na scenie Kaczka, na sali tłumek, w pobliżu sceny przy stoliku Harry z Mamą. Kaczka jak zawsze prowadzi jakoś dialog z publiką, jakieś żarty, nagle mówi do kogoś:
– A twoja matka klaszcz… – i w tymże momencie jego wzrok pada na stolik mojej rodziny…

Mina Kaczki, mina Mojej Matki i zachwyt publiczności – bezcenne!

Kocham śpiew

Kocham śpiewać. Nie wszyscy wiedzieliście to o mnie, prawda? Jakoś nigdy nie było okazji… Od kilku miesięcy w każdą niedzielę bywam w Tavernie 10B na koncertach Kaczki, który śpiewa, owszem, między innymi piosenkę żeglarską, ale oprócz tego dużo ciekawej poezji i – nade wszystko – utwory Jacka Kaczmarskiego. Siadamy z Harrym blisko sceny i śpiewamy razem z nim. Starając się nie przeszkadzać ;) Nie jesteśmy jedyni, co tydzień widuje się kilka-kilkanaście tych samych twarzy, każdy prosi o swoje ulubione piosenki i potem się w nie wczuwa. Niby nic… A jednak jest klimat w tych niedzielnych wieczorach, w śpiewaniu z innymi ludźmi, w patrzeniu na ich twarze, kiedy Kaczka wybierze coś szczególnie przejmującego… I jest klimat we wspólnym śpiewaniu z bratem.
No i stało się, co stać się musiało – poznałam tam kilka osób grających na gitarach i spotykających się czasem na wspólne muzykowanie. Będziemy teraz umawiać się w poniedziałki (taverniane „Śpiewanki”). Jestem zachwycona – nareszcie mam z kim śpiewać… Jeśli kto nie lękliwy, to zapraszam, można posłuchać albo się przyłączyć. W niedzielę też zapraszam.

I jeszcze „Sing” Dresden Dolls:





Trybut, pszepaństwa.

Pewien czas temu poznałam jedną taką. Nie będę tu szafować imionami, bo i tak ci, co znają, to rozpoznają z opowieści. Pracowała ze mną i zapadła mi głęboko w pamięć kilkoma przepięknymi akcjami. Na przykład niedługo po tym, jak się poznałyśmy, obudziła mnie – „Panią Kierowniczkę” – w sobotę rano telefonem i pierwsze jej zdanie brzmiało: – „Luca, ja pierdolę, czy ty wiesz, co się tu dzieje?!”. Bezpośredniość tego przekazu do dziś osładza mi wspomnienie potopu w sklepie. Na wieki zapadło mi też w pamięć i weszło na stałe do słownika wyrażenie: „tyci zajebik” (oznaczające, jak łatwo się domyślić, nawał roboty wcale nie tyci). Całkiem niedawno urzekła mnie zaś sms-em: „Ludzie to świńskie prosięta! Na Boga, jakże można ujebać podłogę bitą śmietaną?!”

Zawsze byłam wrażliwa na perełki językowe i specyficznym doborem słów można mnie rozbawić w dwie sekundy. Jej się udaje za każdym razem, kiedy się widzimy ;)

Scenki rodzinne 15 – Dieta dziecka

Moja droga nie-rodzona siostra Bagherra posiadowywuje pewną ilość dzieci. Najmłodsza latorośl ma dwa latka, dziś wlazła mi na kolana i zauważyłam, że ma jakieś krostki na ryjku.
– A skąd ona ma wysypkę? – spytałam.
– Pewnie znów jadła pająki – odparła mamusia spokojnie…

.

W natłoku pracy i/albo emocji zapomiałam o wielu sprawach. Najbardziej chyba zapomniałam o sobie samej. Niezwykle łatwo zgubić to, co istotne, kiedy się płynie z życiem ot, tak po prostu. Uprzejmie proszę wybaczyć mi patos, nienaturalny dla mnie i dziwny w moich ustach. Jakoś tak mi przyszło…
Pora uporządkować trochę to, co od paru miesięcy skrzętnie nabałaganiłam.

Society…

Chciałam tylko powiedzieć, że jestem chora, przemęczona, w głowie mi się przepaliły wszystkie bezpieczniki, mam dosyć świata i ludzi, a wszelkie działania oraz bodźce mnie przerastają. Chciałabym położyć się do łóżka i wyspać, odpocząć, ponicnierobić, wychorować się spokojnie…  Ludzie, obrazy, dźwięki, zapachy – to wszystko mnie przerasta, a każde nagłe światło albo nieoczekiwany hałas urasta do rangi poważnego problemu. O silnych emocjach nie wspominając. W takich momentach niewiele mi brakuje do Christophera McCandless, który spalił wszystkie dokumenty i zwiał na Alaskę. I mogę się tam nawet zatruć jagódkami, co mi tam.