Miesięczne archiwum: Grudzień 2008

Noworocznie

Życzę sobie gorąco, żeby Nowy Rok był lepszy, niż poprzedni. I zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby tak właśnie się stało.

A Wam wszystkim: spełnienia planów, zmian na lepsze, małej inflacji i radości z rzeczy codziennych. Oraz oczywiście sylwestrowej zabawy, że hej. Hepiniujer, Kochani :)

Jestem pod wrażeniem.

Jestem pod wrażeniem nowego pastora w moim kościele. Radiowy głos, zapał, inteligencja. „Bóg rodzi się w paradoksach” – powiedział dziś…
Świąteczne nabożeństwo w ogóle urocze. Prowadzili je nowy pastor (a może on wcale nie taki nowy,tylko ja bywam w kościele dwa razy do roku…) i mój ulubiony proboszcz, już na emeryturze. Ten ostatni pozwalał sobie na uwagi organizacyjne, wygłaszane do młodszego księdza półgłosem doskonale słyszalnym przez nowy, eksperymentalny system nagłośnienia – włącznie z uwagą podczas postludium: „No, ładnie się uwinęliśmy.” :) Po kościele biegały dzieci różnej wielkości, proboszcz dzieci uwielbia i raz na jakiś czas w środku poważnej modlitwy nagle się szeroko uśmiechał. A jak do komunii podeszła dziewczyna z niemowlątkiem na ręku, to cała komunia trwała dłużej, bo obaj księża kolejno koniecznie musieli pobłogosławić :)

Dobrze iść do kościoła czasem. Półtorej godziny wyjęte z czasu profanum, przeznaczone tylko na refleksję, zatrzymanie, higienę duchową. To przydatne, to potrzebne.

Short

Ja: – Umów się ze mną na kawę.
On: – Dobrze.
No, tak to właśnie powinno działać ;)

On: – Mam dla ciebie herbatę.
Ja: – Jesteś zajebisty.
On, lekceważąco: – Mam swoje momenty.

So this is Christmas, I hope You have fun

   Wszyscy mówią i piszą o świętach. Mówią i piszą różnie: jedni mają świąteczny nastrój prawie od początku grudnia, inni wręcz przeciwnie, świąt nie cierpią i głoszą to bez ogródek. Postanowiłam zgłębić to zjawisko, bo zawsze byłam zdania, że Boże Narodzenie to strasznie fajna sprawa i troszkę mi się nie mieściło w głowie, że można go nie lubić. Szybka ankieta (#ankieta ;) wśród użytkowników blip.pl wykazała, że tych, którzy świąt nie lubią, jest całkiem sporo. Ciekawe są przyczyny:
bo ludzie teraz udają a potem znowu są sobą. A ja ponad wszystko cenię szczerość.” (Afekt)
–  bo „
to kazania pt. “raz do roku to nawet najwięksi grzesznicy chodzą do kościoła” (co najmniej trzy wersje, trzy różne autorki), telewizor, sztuczne uśmiechy, kiczowate ozdoby, tłoki w sklepach i nic-nie-robienie.” (Stryker, linkowany już wyżej)
bo nie lubię rodzinnych spędów i w tym roku nie będę udawać, że lubię męża mojej cioci” (Dash)
– „bo ojciec się upije, a matka będzie się czepiać” oraz „bo to tylko powód do popijawy”.
   Przemyślałam te odpowiedzi i chyba niestety zwykle chodzi o to, że ma się nie-za-bardzo-fajną rodzinę, z którą ciężko jest spędzać czas…
   A ja nie udaję, najwyżej staram się mniej denerwować. A mnie nikt nie prawi kazań na temat kościoła. A u mnie w domu nie włącza się telewizora w wigilię. I nie ma nielubianych gości, i nikt się nie upija (bo jak sobie wypijemy po kieliszeczku wina do ryby, a do deseru kieliszeczek likieru, to raczej ciężko się tym upić).
I są stosy prezentów, nie mieszczących się pod choinką, bo każdy każdemu chce dać choć mały drobiazg. I są śmiejące się dzieci, wielkimi oczami patrzące na te wszystkie cuda. Oraz wpadający znienacka goście i ten element niepewności – kto właściwie będzie na wigilii albo odwiedzi nas potem?
I nie przeczę: gdyby nasze rodzinne święta składały się z gorączkowego sprzątania pod szafami, zapraszania dalekich, obcych krewnych, oglądania telewizji, picia wódy i fałszywych uśmiechów – też bym ich pewnie nie lubiła. Nie powiem, że spędzam je idealnie tak, jak bym chciała – brak mi najmniejszej komórki społecznej, opłatka i śledzia z partnerem, obrzydliwie słitaśnego pocałunku pod jemiołą – owszem. Ale spędzam tak, jak lubię – z najbliższymi, we wspaniałej, choć z pewnością nietuzinkowej atmosferze, wśród wybuchów śmiechu.
   Słodko się zrobiło, hm? Poczekajcie wszyscy, aż pojawią się poświąteczne scenki rodzinne – wtedy ci, co jeszcze nie zrozumieli, pojmą przewrotny urok mojej rodzinki ;]

  Rodzino! Pragnę z tego miejsca Wam oznajmić, że jesteście fantastyczni i bardzo Was kocham, lubię oraz cenię. Howk.

Wykopaliska

Wszystkim znudzonym życiem polecam prostą i tanią metodę na monotonnię. Należy otóż prowadzić tryb życia taki sam, jak zawsze, z tą różnicą, żeby zaprzestać regularnego zmywania naczyń. Zmywanie w moim domu (średnio dwa razy na tydzień) jest jak badanie historii. Na przykład odkrycie w średniej warstwie filiżanek do espresso/po espresso każe mi przypuszczać, że gościłam kogoś na kawie. Kogo i kiedy? Chwila skupienia i już wiem: to było raptem trzy dni temu.

Zabawnie jest też robić dwa razy na miesiąc porządki w lodówce.  Gdybym je robiła, nie znalazłabym tam przed chwilą zepsutego chrzanu, tylko świeży, i nie zabrakłoby mi go do kanapek z bryndzą…

Wycinki dzisiejszych rozmów z klientami – chronologicznie

Ja: „Dziękuję, do widzenia”.
Klientka (zaskoczona odwraca się w drzwiach): „Słucham?…”

Klient: „Może pani pamięta, kiedyś była tylko jedna kawa…”
Ja: „Yy, jakby to panu powiedzieć – nie pamiętam.”

Klientka (do koleżanki): „Jezu, mogłabym mieszkać w tym sklepie!”
Ja: „Proszę mi wierzyć, nie mogłaby pani.”

Starszy Pan (grzecznie i powoli): „Dzień dobry.”
Ja:  „Dzień dobry”.
Starszy Pan (wciąż powoli): „Przepraszam panią bardzo, czy pani może mogłaby dać mi chociaż ze dwa złote?”
Ja: „Przykro mi, nie daję pieniędzy”.
Starszy Pan (nie dosłyszał): „Słucham?”
Ja (głośniej): „Nie daję pieniędzy.”
Starszy Pan: „Aha, no to przepraszam… A może mogłaby pani dać coś innego?”
Ja (biorę wdech, żeby powiedzieć, że jestem w pracy i nie mam przy sobie domowej spiżarni.)
Starszy Pan: „…na przykład kawę albo coś…”
Ja (już poważnie zdegustowana): „Wie pan co, kawa nie jest moją własnością, ja tu tylko pracuję.”
Starszy Pan: „Aha… No chyba że tak… To przepraszam.”

KURTYNA, zażenowana zarówno nieszczęściem, jak i głupotą bliźniego, pospiesznie zapada.

Clients are stupid

Nie znam źródła tego tekstu, dostałam kiedyś od Emki. Enjoy.

Clients Are Stupid
It’s better if we just clear this up before you hire us. Clients are stupid. All of them. No exceptions. If they weren’t stupid, they wouldn’t hire us. The only smart thing they ever did was to hire us. So perhaps they’re not completely stupid. But they’re not not-stupid enough to be considered anything less than stupid. And you’re not us. You’re not smart. You’re the client. That makes you stupid.