Dialogi i monologi przedświąteczne – dramat w jednym akcie

Osoby:
Klient 1, Klient 2, Klient 3, Sprzedawczyni

AKT I

Scena I

Klient 1:
(Wchodzi)

Sprzedawczyni:
– Dzień dobry.

Klient 1:
(Milczy. Rozgląda się po sklepie.)

Sprzedawczyni:
– Mogę w czymś doradzić?

Klient 1:
(Milczy. Rozgląda się.)

Sprzedawczyni:
(Uśmiecha się życzliwie.)

Klient 1:
(Wychodzi.)

Sprzedawczyni:
– Dziękuję, do widzenia.


Scena II

Klient 2:
(Wchodzi)

Sprzedawczyni:
– Dzień dobry.

Klient 2:
(Milczy. Rozgląda się po sklepie.)

Sprzedawczyni:
– Mogę w czymś doradzić?

Klient 2:
(Milczy. Rozgląda się.)

Sprzedawczyni:
(Uśmiecha się życzliwie.)

Klient 2:
(Wychodzi.)

Sprzedawczyni:
– Dziękuję, do widzenia.

Scena III

Klient 3:
(Wchodzi.)

Sprzedawczyni:
-Dzień dobry!
(Pod nosem:) – Kurwa.

Klient 3:
(Milczy, rozgląda się po sklepie.)

Sprzedawczyni:
-Czy mogę w czymś doradzić?
(Pod nosem:) – Jak nie to wypierdalać, bo nie mam czasu.

Klient 3:
(Milczy, rozgląda się.)

 
Sprzedawczyni, pod nosem:
– No ja pierdolę.

Klient 3:
(Milczy. Kieruje się do wyjścia.)

Sprzedawczyni:
– Mówi się „do widzenia”, palancie!!!
(Rzuca się za nim,
rycząc zadaje trzysta dwadzieścia ciosów nożem w klatkę piersiową i/lub plecy, wyciąga za nogę na korytarz, z poczucia obowiązku zamyka drzwi i sarkając pod nosem, oddala się w stronę własnego domu.)

KURTYNA

17 myśli nt. „Dialogi i monologi przedświąteczne – dramat w jednym akcie

  1. siostra

    zamyka drzwi z poczucia obowiązku…
    Piękna wizja..
    Moje są nieco inne.. typu:
    -jaka jest tego cena?
    -Napisane kurwa jest ;)

  2. bagherra

    Czasy mojej pracy na Makro, w ochronie, rzecz jasna. Stoję na wejściu. Godzina: za 2 minuty zamknięcie. Ładuje mi się rodzinka: On, Ona, Ona2, dziecko, dziecko małe i… Babcia.
    Ja: (pod nosem: o kurwa…)(a do nich standardowa formułka) „Dobry wieczór. Przykro mi, ale z takimi małymi dziećmi nie wpuszczamy. Regulamin sklepu”
    Oni: (pełna konsternacja)
    On: „Ale jak to?”
    Ja: Dzieci poniżej 140cm wzrostu nie mogą przebywać na terenie sklepu ze względów bezpieczeństwa”
    Oni: (Jeszcze większa konsternacja)
    On: „To oni nie mogą?” (wskazując na swe latorośle)
    Ja: (jeszcze cierpliwie)”Nie”
    Oni (narada wojenna, wszyscy prócz babci w wianuszek, słychać szepty)
    On: (zmobilizowany) „No ale jak to?”
    Ja: (miotając w myślach kurwami,jeszcze raz tłumaczę standardową formułkę)
    Oni: (w wianuszek)
    On: „To z dziećmi nie wolno?”
    Ja: (życzliwie) „Nie. Ale któreś z Państwa może zostać z dziećmi, a reszta może wejść… (patrząc sugestywnie na babcię) Może Pani?”
    Babcia: (warknęła, ja Boga kocham)
    Oni: (w wianuszek) (na jakąś minutę)
    On: (oburzony) NO, jak z dziećmi nie można to my idziemy! Wszyscy!!!
    (i rzeczywiście, przy głosie trąb anielskich, wychodzą… Wszyscy… Prócz Babci)
    Babcia: (stoi, gapi się na mnie i powarkuje)
    Ja: No jak wszyscy to wszyscy, babcia też!

  3. bagherra

    Przepraszam, że tak przydługo… ale jak teraz sądzisz: Lepiej jak milczą, czy jak dyskutują?
    Na marginesie…
    To stąd właśnie wzięło się moje „Jak wszyscy to wszyscy, babcia też”

  4. afekt

    Take it easy girl :)
    No tak, niby klient nasz pan. Ale ja cię rozumiem. Więcej, myślę, że każdy sąd cię uniewinni, powiedz im tylko, że działałaś w afekcie ;)

  5. królowa Nocy

    uśmiałąm się z tego dialogu… ale… tego, sorry… ale… JAK TO NIE WOLNO?! a to dlaczego? a co ma zrobić w takiej sytuacji ktoś, kto przyjedzie tylko z dzieckiem?

  6. Luca

    Bagerra: piękne! Zwłaszcza warczące babcia ;]
    Królowa nocy: tam to jest wszędzie napisane. Poniżej bodajże 1,40 wzrostu nie wolno. A do Makro ma się przecież karty klienta, więc stali klienci (innych tam nie ma) powinni wiedzieć…
    Afekt: a co jak nie uwierzą? :)

  7. Kota

    Klienci potrafią dowalić, to fakt. Nawet się nie odzywając. Ja swoich brałam na przetrzymanie – on się nie odezwie, to ja też nie, za to intensywnie i szalenie zachęcająco się w niego wpatruję. Potem zaczynali nerwowo zerkać czy wciąż patrzę i robiła się z tego mała wojna podjazdowa – kto pierwszy pęknie i o coś spyta. U mnie działało, bo przynajmniej mówili „do widzenia” ;)

  8. ciemna blondynka

    Bagherra – piękne ;) Poznałam w końcu genezę „babcia też”.

    Luca – klienty są straszne, nic nie poradzisz. Nie zabijaj, zabijesz klienta, pójdziesz siedzieć za człowieka :)

    Z Twojej wypowiedzi widzę, że jesteś osobą kulturalną i nie narzucającą się. Nie znoszę sprzedawczyń świeżo po szkoleniu w sklepach z ciuchami – nie zdążysz nawet pomacać jakiegoś ciucha, a już słyszysz 30 pytań w stylu „jaki kolor? jaki rozmiar? znaleźć pani? przynieść pani? ładny, prawda? pani będzie do twarzy, lubi pani żarówiaste zielenie? mamy też w takim odcieniu, przynieść? ładne,prawda?” ARGH!!!!!!!!

  9. Izu

    Ja to powiem Ci, że w sumie się zawsze zastanawiam dlaczego Ty ich tak życzliwie traktujesz… Ja rozumiem, że standardy obsługi klienta, ale jak klient nie ma standardów dobrego wychowania, to ja bym odpuściła serdecznie. Jedno „dzień dobry” i jak nie opowiada, to wybywam na moje zaplecze!

  10. Luca

    Izu, bo klient miło traktowany i nie pozostawiony sam sobie częściej coś kupi…
    Ciemna Blondynka: wierz mi, że oni POTRZEBUJą pomocy. Stoi taka pięć minut, rozgląda sie uważnie po półkach, a na koniec prosi mnie o herbatę… taki najczęstszy przykład ;)

  11. Królowa Nocy

    jeszcze się taki nie urodził, coby każdemu dogodził ;)
    ja akurat przeważnie nie lubię w jakimkolwiek sklepie z ciuchami być pozostawiona sama sobie, szczególnie, jeśli to sklep z ciuchami dla dzieci. ale dla dorosłych też. jeśli wchodzę do sklepu to przeważnie żeby coś kupić konkretnego i przydaje się ktoś, kto podejdzie i zaoferuje pomoc, bo ekspedientka szybciej i łatwiej znajdzie mi pożądaną rzecz. więc mnie akurat denerwuje jeśli nikt do mnie nie podchodzi, a już jak sama się muszę uganiać za ekspedientkami to bardzo mnie to denerwuje. bardzo cenię sklepy sieci ‚Smyk” za świetną obsługę – pracownicy są nienachalni, ale jak staniesz na środku i się bezradnie rozglądasz, to zaraz ktoś podchodzi i oferuje pomoc.

  12. ciemna blondynka

    toteż to – nienachalni sprzedawcy :)
    I jak widzę, Luca sie do takich zalicza jak najbardziej :)

    Najgorzej jest w Stanach. Tam każdy suszy do Ciebie zęby i pyta o Twoją rodzinę do 5 pokoleń wstecz. A jak mówisz, że jesteś z Polski (Sorry, a dlaczego masz taki dziwny akcent), to długo im zajmuje skojarzenie, że to nie jest stan, tylko jakiś inny kraj, ale mają spore problemy ze zlokalizowaniem Europy ;)
    O Amerykanach jest takie powiedzonko, że jak zapytasz „How are you?”, to Ci odpowiedzą, że wczoraj umarła im matka, ale „Everything is OK, and you?” ;)

  13. Natsuko

    W mojej aktualnej pracy (Empik) jest wprost niemożliwością by klient się do Ciebie nie odezwał. Większośc pracowników przemyka między półkami,starając się byc jak najmniej widzialnym lub pzelatuje z prędkością światła,by wyglądac na zajętych nikt ich nie zaczepił.A i tak baaardzo często jak tylko klienci widzą koszulkę z logiem Empiku obskakują Cię gęsto ze wszystkich stron niczym pchły i nie dają życ. Standardowe pytania:”A ile to kosztuje?Bo tu nie ma ceny…” – czytnik na słupie albo cena na odrocie książki… „A gdzie znajdę płyty i filmy?” – piętro tylko z działem książki,info jest w windzie. No i moje ulubione – „Aaa, to tu jest winda?”………

    Tak więc,życzę Wesołych Świąt wszystkim sprzedawcom! :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.