Wycinki dzisiejszych rozmów z klientami – chronologicznie

Ja: „Dziękuję, do widzenia”.
Klientka (zaskoczona odwraca się w drzwiach): „Słucham?…”

Klient: „Może pani pamięta, kiedyś była tylko jedna kawa…”
Ja: „Yy, jakby to panu powiedzieć – nie pamiętam.”

Klientka (do koleżanki): „Jezu, mogłabym mieszkać w tym sklepie!”
Ja: „Proszę mi wierzyć, nie mogłaby pani.”

Starszy Pan (grzecznie i powoli): „Dzień dobry.”
Ja:  „Dzień dobry”.
Starszy Pan (wciąż powoli): „Przepraszam panią bardzo, czy pani może mogłaby dać mi chociaż ze dwa złote?”
Ja: „Przykro mi, nie daję pieniędzy”.
Starszy Pan (nie dosłyszał): „Słucham?”
Ja (głośniej): „Nie daję pieniędzy.”
Starszy Pan: „Aha, no to przepraszam… A może mogłaby pani dać coś innego?”
Ja (biorę wdech, żeby powiedzieć, że jestem w pracy i nie mam przy sobie domowej spiżarni.)
Starszy Pan: „…na przykład kawę albo coś…”
Ja (już poważnie zdegustowana): „Wie pan co, kawa nie jest moją własnością, ja tu tylko pracuję.”
Starszy Pan: „Aha… No chyba że tak… To przepraszam.”

KURTYNA, zażenowana zarówno nieszczęściem, jak i głupotą bliźniego, pospiesznie zapada.

7 myśli nt. „Wycinki dzisiejszych rozmów z klientami – chronologicznie

  1. Emka

    Ile to radości, dobra i wszystkiego co tylko najlepsze przynoszą ludzie ludziom na Święta :D:D:D

  2. siostra

    A ja „lubię” klientów kupujących prezenty: „dzień dobry. Czy ma pani coś ładnego na 2 letnie dziecko?”… Nic tylko się załamać ;)

  3. Luca

    Siostra: ogarniasz wtedy nieokreślonym ruchem pół sklepu i z wymuszonym uśmiechem mówisz: „dla chłopca w tym wieku tutaj, dla dziewczynki tam, na pewno znajdzie się coś ładnego”. Ale ja wyraźnie słyszę, jak przez zęby cedzisz: „Nie, kuźwa, same brzydkie tu są!” ;P

  4. Królowa Nocy

    troszkę przesadzacie już chyba… w końcu same też bywacie klientkami i też pewnie ktoś inny gdzie indziej na was narzeka… ja też wchodzę do sklepu i mówię że chcę na przykład ładne spodnie na 5-letniego chłopca. i nie czuję żebym popełniała jakieś faux pas

  5. Królowa Nocy

    oj proszę cię… niedawno w Smyku zapytałam o „coś” w sensie zabawki dla rocznego dziecka – na tym między innymi polega praca sprzedawcy, żeby podpowiedział jakieś rozwiązanie. jeśli ktoś nie ma dzieci i się na nich nie zna i chce kupić prezent to ma problem i to właśnie sprzedawca wie, co inni często kupują na prezent. może zasugerować jakiś konkretny towar. no rozumiem że to pewnie męczące, jak się ma takich delikwentów kilkudziesięciu dziennie, ale taka specyfika pracy… ja też kurwię pod nosem jak w 3 tekstach pod rząd mam błąd w podpisie pod zdjęciem, ale dzięki temu mam pracę ;)

  6. Luca

    No tak, ale Ty jesteś miła. Przynajmniej tak zakładam. Sama mi mówiłas, ze nie wyobrażasz sobie, jak można kupić coś nie mówiąc: „proszę”. Nam przecież nie chodzi o klientów jako takich, tylko o tych, którzy sprawiaja, ze dzień staje się pasmem idiotycznych sztucznych uśmiechów..

Możliwość komentowania jest wyłączona.