„Intruz, zwierzę, zupa żółwiowa…”

Pogoda ostatnio jaka jest, każdy widzi (ładna). Poszliśmy sobie na spacer do parku szczęśliwickiego. Siedliśmy sobie na brzegu jeziorka. Siedzimy, gadamy. Kain gapi się na wodę gdzieś za moim ramieniem i nagle mówi: „zzz… żółw!” Już przy pierwszym „z” zaczęłam się oglądać. Zobaczyłam wystające z wody brązowe coś – jakby końcówka płynącego kija. Tyle, że pod wodą nie było dalszej części kija – był żółw, a to, co wystawało, było jego głową. Głowa zaraz się zresztą schowała, żółw zaczerpnął powietrza i popłynął sobie w cholerę, nic sobie nie robiąc z tego, że na brzegu siedzą jakieś dwunogi i z osłupieniem wpatrują się w miejsce, gdzie zniknął pod wodą.


Przysięgam, że upoluję drania i pokażę tu jego zdjęcie.

3 myśli nt. „„Intruz, zwierzę, zupa żółwiowa…”

  1. Luca

    Spokojnie, nie będę go gotowac ;) Nie zrobię mu żadnej krzywdy, a polowanie będzie bezkrawe :)
    Cytat w tytule pochodzi z tekstu Jacka Kaczmarskiego „Żółw w katedrze”, polecam.

  2. Harry

    „Grzebień szylkret. Ustnik do fajki” Już wiem co on tam robił. Utracił raj, to nawet na Szczęśliwicach musi sobie biedaczek radzić

Możliwość komentowania jest wyłączona.