intymna.pl, czyli złoty interes

Coś mi strzeliło do głowy i kliknęłam gdzieś w banner sklepu intymna.pl. Ot, żeby sobie pooglądać ekskluzywną, piękną, drogą bieliznę – powszechnie bowiem wiadomo, że jestem maniaczką ładnej bielizny. Ceny były wysokie, ale w oczy rzuciła mi się zakładka: „wyprzedaż”. Łatwo się domyślić, co było dalej – w efekcie zamówiłam dwa staniki,  do kompletu, excusez-moi le mot, majtki, oraz komplecik teoretycznie do spania. Zadowolona byłam z siebie niepomiernie, rzeczy piękne, dużo taniej niż w regularnej sprzedaży, wszystko razem kosztowało około stu złotych. A oto zdjęcia z katalogu (panowie niechaj powściągną wyobraźnię, będzie potrzebna później):



O. Ładne, prawda?


Przesyłkę otrzymałam przed terminem (co zresztą było dość kłopotliwe, bo miała dotrzeć PO wypłacie) i z przyjemnym dreszczykiem, właściwym odpakowywaniu prezentów, otworzyłam. Pierwszą moją wątpliwość wzbudził biały biustonosz, który wydał mi się zdecydowanie większy, niż się spodziewałam. I taki był, stanowczo na słonia, nie na mnie. Nie speszona sięgnęłam po drugi, pamiętając, że zamówiłam trochę mniejszy. Poważnie podejrzewam, że mogłabym, prócz wiadomych części ciała, zmieścić w nim cały posiadany zapas skarpetek (a było to, w teorii, 65B). Majtki należały do kategorii „za 10zł od biedy ujdzie” – „ładne” to już za duże słowo. Czarny komplecik zaś okazał się kompletnie przezroczysty i znacznie krótszy, niż wydaje się na prezentowanym wyżej zdjęciu – musicie zawierzyć memu dobremu gustowi, że wcale nie dodawało mu to uroku.


Każda z czterech zamówionych rzeczy okazała się znacznie brzydsza niż w katalogu. Wszystkie zrobiono ze sztucznych, niemiłych w dotyku materiałów, które nijak nie układają się na ciele. Fason biustonoszy z bliska przypomina produkty sztuki gorseciarskiej z lat mego wczesnego dzieciństwa (osiemdziesiątych znaczy).  Powiedziałabym, że cała ta bielizna – tu uruchamiamy wyobraźnię –  wygląda jak prosto ze świętej pamięci stadionu dziesięciolecia, ale nie chcę obrażać stadionu, bo zdarzało mi się tam kupować ciuchy ładne i porządne, a o bieliźnie sprzedawanej w intymna.pl nie da się powiedzieć żadnej z tych rzeczy. W każdym razie gdyby te staniki były po 10zł, to być może bym się zastanowiła nad ich zatrzymaniem – niestety nie były.


Całą paczkę zapakowałam z powrotem i dziś rano odesłałam, z adnotacją: „produkt nie spełnia moich oczekiwań”. Według tego, co wyczytałam na stronie sklepu, powinni mi odesłać pieniądze, z wyjątkiem kosztów wysyłki. Cała ta nauka kosztowała mnie zatem około 20zł (przysłanie paczki do mnie i odesłanie do nich). Wy, Drodzy Fani, nauczcie się za darmo na moim błędzie i nie kupujcie w intymna.pl, bardzo Was proszę.

16 myśli nt. „intymna.pl, czyli złoty interes

  1. lilarurz

    Stadion Dziesięciolecia był w czasach swojej świetności centralną składnicą alternatywnych hitów odzieżowych. Wystarczyła odrobina cierpliwości i instynkt łowcy :D

  2. ciemna-blondynka

    Przez kilkanaście lat moje zimowe kurtki, duża część butów, większość (również za przeproszeniem) majtek, skarpetek, pewien ułamek t-shirtów i bluzeczek pochodziło właśnie ze Stadionu.
    Cierpię niezmiernie z powodu zamknięcia „polskiej alejki”, gdzie rzeczy były w zdecydowanej większości nawet bardziej niż OK.
    A Stadion trafił przecież nawet do szerszej niż warszawska widowni – vide „Asterix i Obelix, misja Kleopatra” :)

    Aha, w Centrum nie byłam ostatnio w celach zakupowych, więc nie wiem, czy to prawda, ale plotkę słyszałam, że odcięto mi źródło niedrogich staników, czyli KDT. Czy ktoś może mi to potwierdzić? :/

  3. Luca

    co do stadionu, to nigdy nierobiłam tam duzo zakupów, bo zawsze miałam daleko, a wstawanie o szóstej rano to pojęcie, które w moim języku nie istnieje. ale znam takie, co duzo kupowały.
    Dash: o, naprawdę? To ja koniecznie muszę zobaczyć, ale jestem sceptyczna!

  4. Luca

    Mam nadzieję, ze chodzi o pomysły zakupów internetowych, a nie pokazywania stanika?
    Dash: chcę zobaczyć w naturze! Zdjęcia, jak nauczyło mnie opisane doświadczenie, nie oddają uroku rzeczywistości..

  5. Em

    Bo bielizny, ktorej nie da sie przymierzyc sie nie kupuje.

    Plus nalezy spelniac podstawowe zalozenie posiadania cyckow. B to chyba rzeczywiscie ze wszystkimi skarpetkami.

  6. Luca

    Em: moja szkolna znajoma mawiała w takich razach: „kto widział, ten wie…” ;)

  7. ciemna-blondynka

    Ech… Moja przyjaciółka mawia, że z mojego stanika może sobie co najwyżej dwie czapki zrobić :D
    Co nie zmienia faktu, że przez net mogę kupić spódniczki, ewentualnie jakieś bluzeczki – nigdy butów i staników – przecie to trzeba przymierzyć, sprawdzić, czy biust w tym dobrze się trzyma i ładnie wygląda.
    Martwi mnie to, że wielu producentów przy moim rozmiarze jakby zapomina o tej drugiej sprawie – spora część staników przypomina paskudne, trójkątne namioty, a nie koronki i okrągłe miseczki, które uwielbiam… Są sklepy internetowe i wysyłkowe, kótre oferują ładną dużą bieliznę – ale, tak jak napisałaś, przypomina to kupowanie kota w worku, a po drugie jest dość droga.
    Toteż boleję nad zamknięciem KDT… :/

  8. ciemna-blondynka

    Heh, znalazłam dwuznaczność w swojej poprzedniej odpowiedzi – oczywiście nie noszę biustu w butach – tu mi chodziło o dopasowanie do stóp, które po mamusi mam jak kalapate cielę i ciężko mi znaleźć nawet kapcie, które mnie nigdzie nie obetrą albo nie zrobią odcisków :D

  9. Luca

    Ciemna-Blondynka: znajomy podlinkował mi taki blog (firmowy), może Ci się przyda: blog.bieliznaxxl.pl
    Ten sam znajomy podsunął mi pomysł, żeby oglądać produkty w sklepach, a następnie zamawiać je przez internet, bo jednak taniej. Ja osobiście nie znoszę biegania po sklepach, ale trzeba przyznać, ze jakieś rozwiązanie to jest…

  10. ciemna-blondynka

    Otóż dowiedziałam się dziś, że ktd jeszcze otwarte. ale osobiście nie sprawdziłam, więc nie ręczę.
    Sensowne staniki za 20 zł i majtki po dychu. Trzeba się zaopatrzyć na lato ;)

  11. Stryker

    O mnie jest pewna grupa produktów, która nie sprzedaje się od lat, ciągle jest wyprzedaż i co kwartał cena zbijana jest o 20%. W związku z tym można kupić za 4zł dziesięcioletni transceiver (na 80% nie działa), za złotówkę zgrzewarkę bateryjną (nadaje się najwyżej jako „rozładowywacz” do baterii) albo jakieś badziewie, za kilka stówek, które słynie z awaryjności. Regularnie odwiedzający wiedzą, że to kilkuletni szajs a reszta z zachwytem kupuje, bo tak tanio a tak fajne na zdjęciach wygląda.

    Fakturę na takie rzeczy wypisujemy z uśmiechem, politowaniem i cichą nadzieją, że ktoś rzuci to na półkę i nie będzie chciał odesłać. A nawet jak odeśle to odegra się zdziwienie („a to taki dobry i popularny produkt w super cenie”), wciśnie mu się coś innego albo (ostatecznie) po pół roku zwróci kasę.

    Widząc „wyprzedaż” lepiej założyć, że gdzieś jest haczyk :)

  12. Królowa Nocy

    A do mnie właśnie przyszła w ekspresowym tempie paczuszka z tegoż sklepu i jestem bardzo zadowolona, kostium ładniejszy niż na zdjęciach, intensywniejsze kolory, baaardzo wygodny, świetnie zrobiony pushupek – same zalety. co prawda nie z przecenianych, ale zdecydowanie nie żałuję ani złotówki (żałuję jedynie że drugą rzecz, której pożądam stamtąd, znalazłam już po złożeniu zamówienia nr 1, bo tka to będę dwa razy płacić za przesyłkę ;)

Możliwość komentowania jest wyłączona.