Kocie opowieści

W związu z powiększeniem się rodziny wypadałoby podać jakieś szczegóły. Pierwszą rzeczą, która mnie pozytywnie zaskoczyła, było zachowanie tatusia kociaków. Duch cały wieczór przed porodem pilnował Koty, trzymał się cały czas w jej pobliżu, gadał do niej i usiłował pocieszać. Co prawda zna tylko jedną metodę okazywania uczuć, a mianowicie metodę seksualną, której Plamka nie przyjmowała akurat ze zbytnim entuzjazmem – no ale się starał ;) Poza tym chodził nerwowo po mieszkaniu i raz na kwadrans robił wypad do kuchni po kęsek jedzenia (człowiek na jego miejscu wypalałby pewnie szybkiego papierosa). Około drugiej w nocy zaczął, biedaczek,  trochę przysypiać, ale jednym okiem śledził sytuację i kiedy urodził się ostatni dzieciak, przyszedł, wylizał Kocie bok, a maluchom łebki i położył się niedaleko. Plamka przyjmowała to wszystko bez najmniejszych problemów – żadnych prób przeganiania samca, pełne zaufanie. Jednym słowem rodzinna sielanka.


 Jednakże Kota jest nieco nerwowa, jeśli chodzi o dzieci. Przez pierwszą dobę nie odstępowała ich chyba nawet na krok – nie jestem pewna, czy wyszła choćby do kuwety, a do miski na pewno nie. Po powrocie z pracy stwierdziłam, że przeniosła się ze środka pokoju pod łóżko w sypialni. Czemu uznała, że tam będzie cisza i spokój, Bóg jeden raczy wiedzieć, w każdym razie z pewnością jest cieplej (albo było, bo niestety od wczoraj nie działa ogrzewanie – chyba ktoś uznał, że już jest ciepło i teraz mam w domu 18 stopni, czyli za mało dla mnie i dla kotów).  Postawiłam jej pod nosem jedzenie, na które rzuciła się z furią właściwą tylko kobietom ciężarnym lub karmiącym. Po raz pierwszy słyszałam, jak warczy nad miską – na mnie, na Ducha, na kociaki, które piszczały kawałeczek dalej i na siebie samą, że odeszła od dzieci na całe 20cm! Miała też śmieszny epizod poprzedniej nocy, kiedy któryś kociak zaczął piszczeć, więc rzuciła się go lizać i uspokajać, a im bardziej nad nim szalała, tym bardziej on piszczał. Okazało się, że w zapale stanęła mu na łapce i nie zauważyła tego, tylko coraz bardziej się denerwowała, że maluch płacze…



Ale do dzisiejszego ranka jakoś się uspokoiła i nawet o świcie wstała. Obudził mnie rozpaczliwy, jakby mysi pisk, otworzyłam oczy i ujrzałam Kotę z obłędem w oku niosącą któreś nazbyt przedsiębiorcze, wrzeszczące wiebogłosy dziecię  z powrotem na miejsce. Pamiętna czasów, kiedy taki pisk oznaczał, że muszę wstać, zagrzać mleko, nakarmić nim małą glistę i jeszcze potem wymasować jej brzuszek (i tak co dwie godziny) – pomyślałam sobie z ulgą, że to całe szczęście, iż tym razem zajmuje się tym rodzona matka glist… Rano, kiedy wstałam, sytuacja się powtórzyła – Plamka przylazła za mną do kuchni na śniadanie, kociak, chyba ten sam, wypełzł spod łóżka, Kota na ten widok omal nie oszalała z nerwów – a potem przypomniała sobie o mnie. Rozpaczliwym mrauczeniem wezwała mnie na pomoc i zademonstrowała kilka wyjątkowo nieudolnych prób wzięcia kotka w pyszczek, a kiedy odruchowo przytuliłam dłoń do malucha – który natychmiast się we mnie wkleił i przestał piszczeć – poszła spokojnie do pozostałych dwóch kociąt, dając mi do zrozumienia, że mam jej przynieść trzecie. Troszkę zdębiałam na taką bezczelność, ale co było robić – wzięłam małe do ręki, przeniosłam nad łóżkiem (poza zasiegiem wzroku Koty!) i opuściłam z drugiej strony. Najwyraźniej wszystkim poza mną wydało się to zupełnie normalne.



Chyba przyniosę jej karton jakiś, zanim mnie na stałe zatrudni jako niańkę;) 

Jedna myśl nt. „Kocie opowieści

  1. bagherra

    Wzruszyłam się, prawie popłakałam, ale fakt jest faktem, że mnie wzięło na małego kotka… Dlatego pytam: To małe, biało-srebrne, to on czy ona?

Możliwość komentowania jest wyłączona.