Miesięczne archiwum: Kwiecień 2009

Bittersweet

To trochę wstyd w moim wieku fascynować się tym zespołem. Ale co ja poradzę, że akurat wczoraj facet mnie zarywał na muzykę. I trafił, oj trafił. Apocalyptica – słuchajcie i podziwiajcie.


Aha, jeśli ktoś wie, w którym roku i kto jako pierwszy użył wiolonczeli w muzyce metalowej, to ja też się chętnie dowiem. Poszukuję wiedzy fachowej i pewnej, dziękuję.


Kontrola urodzeń opanowana

W sumie to wypadałoby poinformować, że udało się wreszcie wykastrować Kota Ducha. Za czwartym podejściem, o ile dobrze pamiętam. Przedsięwzięcie było wielostopniowe i wymagało kolejno:
– oswojenia kota (choć trochę)
– przyzwyczajenia go do spożywania posiłków w transpoterku 
– zamknięcia w tymże transporterku podstępem, pod pozorem częstowania mleczkiem
– przetrwania prawie dwóch godzin do przyjazdu pani weterynarz (kota zamknął Kain i wysyłał mi do pracy sms-y, że teraz się boi i że po powrocie zapewne znajdę jego trupa, a na trupie Kota Mściwego)
 – otwarcie klatki w celu zrobienia zastrzyku (kot spierdzielił pod łóżko, ale zastrzyk jakoś w międzyczasie dostał)
– ponowne złapanie kota w celu zrobienia drugiego zastrzyku (były ofiary w ludziach).
Potem poszło już z górki, to znaczy pani doktor operowała kota na stole kuchennym, a my udawaliśmy, że wszystko to wcale nas nie rusza. Mieliśmy jeszcze potem taką głupią fanaberię, żeby poddac lekarskim oględzinom Kotę, ale Kota wlazła w bardzo ciasny kąt, skąd wyciągnięcie jej wymagałoby uruchomienia tego mechanizmu, co sprawia, że kot się wszędzie mieści – a bez współpracy kota mechanizm niestety nie działa. Dostała więc diagnozę na odegłość i serię zastrzyków, które jej pilnie robiłam. Teraz lata po domu jak wściekła, wspina się na szafę, skacze z niej i znów się wspina, i tak w kółko. Czyli jest poprawa ;)

Znów o księżniczkach w wieży

Zostałam dziś zamknięta. Moje komnaty zawarto na klucz, przekręcony w zamku o jeden fatalny raz za dużo. Zawieszona pięć pięter nad ziemią, bez możliwości wyjścia, wyglądałam na świat boży przez okienko, tęsknie spoglądając na słońce, drzewa i ptaki. I na zegarek, bowiem godzina 9.30 – pora udoju kierowników – zbliżała się nieuchronnie, a odsiecz nie przybywała…


Zapamiętajcie, dziateczki: zamykając drzwi, klucz „gerda” przekręcamy od zewnątrz dwukrotnie tylko wówczas, gdy w domu nikogo nie ma. Albo gdy zamknięta osoba ma bardzo długie włosy.


P.S. Nawet zdążyłam – książę był szybki, a rumak jego pędził niemal tak, jakby korków nie było ;)

intymna.pl, czyli złoty interes

Coś mi strzeliło do głowy i kliknęłam gdzieś w banner sklepu intymna.pl. Ot, żeby sobie pooglądać ekskluzywną, piękną, drogą bieliznę – powszechnie bowiem wiadomo, że jestem maniaczką ładnej bielizny. Ceny były wysokie, ale w oczy rzuciła mi się zakładka: „wyprzedaż”. Łatwo się domyślić, co było dalej – w efekcie zamówiłam dwa staniki,  do kompletu, excusez-moi le mot, majtki, oraz komplecik teoretycznie do spania. Zadowolona byłam z siebie niepomiernie, rzeczy piękne, dużo taniej niż w regularnej sprzedaży, wszystko razem kosztowało około stu złotych. A oto zdjęcia z katalogu (panowie niechaj powściągną wyobraźnię, będzie potrzebna później):



O. Ładne, prawda?


Przesyłkę otrzymałam przed terminem (co zresztą było dość kłopotliwe, bo miała dotrzeć PO wypłacie) i z przyjemnym dreszczykiem, właściwym odpakowywaniu prezentów, otworzyłam. Pierwszą moją wątpliwość wzbudził biały biustonosz, który wydał mi się zdecydowanie większy, niż się spodziewałam. I taki był, stanowczo na słonia, nie na mnie. Nie speszona sięgnęłam po drugi, pamiętając, że zamówiłam trochę mniejszy. Poważnie podejrzewam, że mogłabym, prócz wiadomych części ciała, zmieścić w nim cały posiadany zapas skarpetek (a było to, w teorii, 65B). Majtki należały do kategorii „za 10zł od biedy ujdzie” – „ładne” to już za duże słowo. Czarny komplecik zaś okazał się kompletnie przezroczysty i znacznie krótszy, niż wydaje się na prezentowanym wyżej zdjęciu – musicie zawierzyć memu dobremu gustowi, że wcale nie dodawało mu to uroku.


Każda z czterech zamówionych rzeczy okazała się znacznie brzydsza niż w katalogu. Wszystkie zrobiono ze sztucznych, niemiłych w dotyku materiałów, które nijak nie układają się na ciele. Fason biustonoszy z bliska przypomina produkty sztuki gorseciarskiej z lat mego wczesnego dzieciństwa (osiemdziesiątych znaczy).  Powiedziałabym, że cała ta bielizna – tu uruchamiamy wyobraźnię –  wygląda jak prosto ze świętej pamięci stadionu dziesięciolecia, ale nie chcę obrażać stadionu, bo zdarzało mi się tam kupować ciuchy ładne i porządne, a o bieliźnie sprzedawanej w intymna.pl nie da się powiedzieć żadnej z tych rzeczy. W każdym razie gdyby te staniki były po 10zł, to być może bym się zastanowiła nad ich zatrzymaniem – niestety nie były.


Całą paczkę zapakowałam z powrotem i dziś rano odesłałam, z adnotacją: „produkt nie spełnia moich oczekiwań”. Według tego, co wyczytałam na stronie sklepu, powinni mi odesłać pieniądze, z wyjątkiem kosztów wysyłki. Cała ta nauka kosztowała mnie zatem około 20zł (przysłanie paczki do mnie i odesłanie do nich). Wy, Drodzy Fani, nauczcie się za darmo na moim błędzie i nie kupujcie w intymna.pl, bardzo Was proszę.

„Intruz, zwierzę, zupa żółwiowa…”

Pogoda ostatnio jaka jest, każdy widzi (ładna). Poszliśmy sobie na spacer do parku szczęśliwickiego. Siedliśmy sobie na brzegu jeziorka. Siedzimy, gadamy. Kain gapi się na wodę gdzieś za moim ramieniem i nagle mówi: „zzz… żółw!” Już przy pierwszym „z” zaczęłam się oglądać. Zobaczyłam wystające z wody brązowe coś – jakby końcówka płynącego kija. Tyle, że pod wodą nie było dalszej części kija – był żółw, a to, co wystawało, było jego głową. Głowa zaraz się zresztą schowała, żółw zaczerpnął powietrza i popłynął sobie w cholerę, nic sobie nie robiąc z tego, że na brzegu siedzą jakieś dwunogi i z osłupieniem wpatrują się w miejsce, gdzie zniknął pod wodą.


Przysięgam, że upoluję drania i pokażę tu jego zdjęcie.