Znów o księżniczkach w wieży

Zostałam dziś zamknięta. Moje komnaty zawarto na klucz, przekręcony w zamku o jeden fatalny raz za dużo. Zawieszona pięć pięter nad ziemią, bez możliwości wyjścia, wyglądałam na świat boży przez okienko, tęsknie spoglądając na słońce, drzewa i ptaki. I na zegarek, bowiem godzina 9.30 – pora udoju kierowników – zbliżała się nieuchronnie, a odsiecz nie przybywała…


Zapamiętajcie, dziateczki: zamykając drzwi, klucz „gerda” przekręcamy od zewnątrz dwukrotnie tylko wówczas, gdy w domu nikogo nie ma. Albo gdy zamknięta osoba ma bardzo długie włosy.


P.S. Nawet zdążyłam – książę był szybki, a rumak jego pędził niemal tak, jakby korków nie było ;)

3 myśli nt. „Znów o księżniczkach w wieży

  1. Kain

    Jak to się mówi? „Głupi ma szczęście”? Korki były przed i po mojej wyprawie, rumak gotowy gdy tylko doszedłem do przystanku (tak samo wracając), a księżniczka… Jej widok zawsze powodował szybsze bicie mego serca ^^

  2. siostra

    A jakby tak książę postanowił,że właściwie to zamknięta księżniczka powinna w wieży pozostać… ;p

  3. Luca

    To by musiał upolowac tyle, ekhm, jeleni, ile księżniczka w miesiąc przynosi do domu ;)

Możliwość komentowania jest wyłączona.