Miesięczne archiwum: Maj 2009

Kataryna

O sprawie Kataryny huczy w całej sieci. A w każdym razie ja ciągle słyszę gdzieś echa tego huku. I właściwie chciałam powiedzieć tylko tyle, że mnie też bulwersuje zachowanie dziennikarzy z „Dziennika”, którzy tę sprawę rozdmuchali. Uważam także, że anonimowość w tym wypadku jest kwestia umowną. To, że nie znamy nazwiska osoby, która pisze w internecie, nie znaczy bowiem, że nie wiemy, z kim mamy do czynienia. Gdyby wszak Kataryna znienacka przestała pisać swój, bardzo już znany, blog i zaczęła nowy – pod własnym nazwiskiem – któż wiedziałby, kim ona jest? Wtedy właśnie, a nie teraz, byłaby anonimowa. Trochę tak, jakby Joanna Chmielewska powróciła nagle do pierwszego nazwiska (z imieniem też coś tam chyba było?) i opublikowała książkę twierdząc, że oto od teraz przestaje być anonimowa. Gdzie tu sens?


A szantaż, niestety, pozostaje szantażem i to jest bardzo przykre.


Linki dla chętnych:
Interia
Też Interia
Kataryna
(Nie)poprawni ku uciesze

Wniosek

Opis P. na gadu:
„Kontemplując urodę niewiast urodziwych (i daj Boże, milczących)”


Ja:
Z opisu wnoszę, że oglądasz filmy bez fabuły…

Masakra

Porozrzucały książki z półki, podrapały mi buty, zrzuciły rzeczy ze stołu, przewróciły wazonik, włamały się do szafy i rano zbierałam z podłogi artykuły budowlane, wywaliły suszarkę z praniem i oczywiście na nim leżały, nasikały na fotel i całą kurwa noc skakały z szafy na łóżko. I cały ranek włażą mi pod nogi, choć od tygodnia nigdy nie jedzą wcześniej, niż człowiek. I wielce kurwa zdziwione, że nie głaszczę.


I tak codziennie. Oszaleję.

Matka wszystkich oksymoronów*

Zacznijmy od tego, że weekend był krótki. W piątek luby miał w firmie imprezę integracyjną (szał, proszpaństwa). Czekałam nań dzielnie, ale poległam o drugiej w nocy. Bez sensu zresztą, bo on wrócił o drugiej trzydzieści. W sobotę były urodziny Taverny, a wiadomo, że kto z nami nie wypije, temu szczęka zgnije, jak powiada stare irlandzkie przysłowie (znajomość starych irlandzkich przysłów zawdzięczam panu M. – moje ulubione powiada, że każdy orze na dworze). Więc poszliśmy wypić, a ja nawet stanęłam do konkursu, w którym nagrodą była urodzinowa koszulka Taverny. Ponieważ konkurs polegał na piciu piwa na czas, a ja byłam jedyną laską wśród zawodników, efekt był łatwy do przewidzenia. Dodać należy, że zawodników było troje, a nagradzano dwa pierwsze miejsca. Po rytualnym przeodzianiu Harrego w jego wygraną udałam się więc do baru, żeby kupić sobie takąż za uczciwie zarobione (nie przeze mnie) pieniądze. Po powrocie byliśmy tak skonani, że poszliśmy spać jak dzieci, prawie od razu, a zresztą nie pamiętam (nie no, żarcik taki, wypiłam tylko dwa piwa, no i pół duszkiem). W niedzielę zaprosiłam moją kochaną rodzinę na ciasto, nieco interesownie, bo impreza była ściśle związana z faktem, że zbieram na tatuaż. Daleko nie wszyscy dopisali, więc jeszcze sobie pozbieram ;p Gdzieś w międzyczasie padło mi gniazdko w łazience i teraz piorę na przedłużaczu.

No, a dziś rano wstałam, potraktowałam odpowiednim sprayem zasikany przez kota fotel, poszłam do pracy, gdzie między innymi uruchomiłam stary komputer, żeby ściągnąć z niego archiwum rozmów na gg, zapisałam je w txt, usunęłam profil, poniewczasie dowiedziałam się, że to był błąd, bo teraz już nie zdołam ich zaimportować do gadu w nowym kompie, ucieszyłam się, że mam je chociaż w piku tekstowym i w tej samej niemal chwili niechcący go usunęłam w niebyt. Potem wymieniłam trzy przepalone na raz żarówki, ukłułam się kawałkiem chleba w palec, zrzuciłam sobie na głowę puszkę z herbatą, wyszłam z pracy, prześlizgnęłam się przez skrzyżowanie z zepsutymi światłami i pokonałam tramwajem jedną czewoną falę z mokotowa do centrum. W międzyczasie ostatecznie uznałam, że moje nowiutkie zielone buty są do niczego, wróciłam do domu, podniosłam z parapetu przewrócony mentolowy żel durexa, wytarłam jakieś – na oko – pięć litrów tego żelu z parapetu, podjęłam próbę wywietrzenia sypialni z zapachu mięty – i w zasadzie już mogę spokojnie iść spać.
Trochę nieoczekiwane spotkanie z Kainem jest bodaj jedyną jasną stroną tego dnia.

*”Szczęśliwego poniedziałku”

Savoir vivre między rodzeństwem

Luca 10:43:45
stary
Harry 10:43:58
co tam?
Luca 10:44:28
czy mogę pokornie prosić o ewentualną informację, czy zamierzasz zaszczycić swoją osobą moje skromne progi w niedzielę, w związku z moim pokornym i nieśmiałym zaproszeniem na ciasto?
Luca 10:44:47
bo nie raczyłeś udzielić responsu.
Harry 10:44:55
FUUUCK!!!!
Luca 10:45:02
ekhm?
Harry 10:45:23
Oczywiście że przyjdę, byłem przekonany że Cię poinformowałem!
Harry 10:45:42
Przepraszam Cię okropnie
Luca 10:45:42
A. To dobrze ;]

Kocie obyczaje

Wróciłam z pracy, koty powitały mnie w drzwiach. Plamka rzuciła mi się w ramiona i zaczęła się tulać i miziać. Duch po zwyczajowym przywitaniu (postawa siedząca wyprostowana typu „kotek jest uprzejmy”, dłuższe spojrzenie w oczy) odbiegł w głąb mieszkania, żebym go przypadkiem nie pogłaskała. Usiadł opodal i patrzył, jak się miziamy z kotą. Patrzył, patrzył… podbiegł. Wyciągnęłam rękę, powąchał, odskoczył, usiadł. Podszedł, zwiał. Usiadł i pomalutku, po kawałeczku przesuwał się w naszą stronę. Wyciągnęłam palec, zerwał się znowu.
– A gdybym miała chrupki? – zapytałam podstępnie.
– Chrupki!? – powiedział Duch, momentalnie odwracając głowę w moją stronę i poleciał do kuchni (no słyszałam go, jak babcię kocham!)
Jadł mi chrupki z ręki, płasko przyciśnięty do podłogi, kiedy go drugą ręką głaskałam. Wstrząsałby się pewnie z obrzydzenia, gdyby nie ulubione żarcie.

 

Co ciekawe, kiedy się wyleguje na przykład na fotelu, daje się głaskać bez większego problemu – choć też bez entuzjazmu. Natomiast kiedy jest na podłodze, ucieka. (Uprzedzając Wasze sugestie, próbowałam siadania na podłodze, żeby nad nim nie górować…) Pewnie z tego fotela nie chce mu się schodzić po prostu ;)

Sushi


Moja nowa miłość – sushi. Mało mnie obchodzi, że to modne – chociaż, po namyśle, właściwie się z tego cieszę, bo dzięki temu łatwiej sushi dostać i coraz taniej można je kupić (polecam gotowe sushi ze sklepów „Kuchnie świata„). A w ogóle to nauczę się robić je w domu, o.

Jakiś czas temu ktoś na blipie wrzucił zabawny filmik o etykiecie związanej z jedzeniem sushi. Przesłałam go Tomaszowi, jako pasjonatowi jedzenia i wszystkiego z jedzeniem związanego oraz jako temu, który pierwszy mnie tą wspaniałą potrawą uraczył. Tomasz zamieścił filmik na swoim blogu.  
Dziś niejaki ^jagas blipnął inny film o japońskiej kuchni i tym razem postanowiłam go umieścić tutaj, ku Waszej szczerej radości. Wskazana podstawowa znajomość języka angielskiego i – również podstawowa – potraw Wschodu.






 

Nowe linki

Dodałam nową kategorię do linków, nazywa się: „Zrób coś dla innych”. Zachęcam do zaglądania tam czasem. Do tej nowości na blogu sprowokowała mnie bardzo smutna strona internetowa opisująca doświadczenia przeprowadzane na zwierzętach przez… producenta jedzenia dla zwierząt, firmę Iams. Rzućcie choć okiem i pamiętajcie o tym, robiąc zakupy dla swoich zwierzaków…


P.S. No i przypominam, że generalnie linki na moim blogu często się zmieniają i przybywają nowe, wierzę, że warto czasem je przejrzeć:)

Z okazji zmiennej pogody

„Burza” 

Znów chmury zmęczone przysiadły na grani
Ciężkimi brzuchami pieszczą górskie grzbiety
Już drzewa jęknęły smagnięte wichrami
I trawy przerażone knują głośne szepty 

Umilkły już ptaki w gniazdach cicho siedzą
Świat czeka w napięciu z licem pociemniałym
Zbudziły się biesy z driadami tańczą
Już błysk srebrnej nici zalśnił oniemiały 

Pierwsze ciężkie krople dopadły już ziemi
Jak ślepi młocarze chcą powalić wszystko
Już strumienie wody leją się za nimi
Szumiąc potokami spływają z gór szybko 

Nowa srebrna nić przecięła czerń nieba
Echo przerażone ryczy dzikim grzmotem
Drzewa w wiatru graniu szamoczą się z deszczem
Jak rycerze antyczni zmagając się z sobą 

Jak turkot karety znów grzmot się przewalił
I znów atakują kropli ciężkich fale
A te co dopadły straciwszy swą siłę
Strumieniem wezbranym w dół odpływają 

I fala za falą i w dół jak lawina
Lecz sił już nie starcza ni kroplom ni wiatrom
I nagle blask słońca przez chmury przenika
I tęcza w deszczowych drobinkach jak flaga 

I cisza i spokój i znów świergot ptaka
I słońce szaleje wśród zroszonej trawy
I drzewa co z włosów wytrzepują krople
I wszystko się cieszy po deszczowej kurzawie 

I cisza i spokój i znów świergot ptaka
I cisza i spokój i znów świergot ptaka
I cisza 

sł muz Maciej Służała (1989)

Tutaj w wykonaniu Roberta Kasprzyckiego.