Bez kija nie podchodź

Już po imprezie, więc mogę dać upust emocjom. Bluszczyk nie czyta albo robi to przez palce, ok? ;)


Pomysł był sam w sobie zacny: zrobić Bluszczowi imprezę pożegnalną, z hukiem i przytupem, bo się wyprowadza 400km od nas, więc biba musi być. W planie: ognisko, prezenty, wino, cuda-wianki i zabawa do rana. Miła ta inicjatywa wyszła od M. i przybrała intersujący kryptonim: „zróbmy, ty i ja, imprezę dla Bluszczyka”.


Tak więc, kiedym już przy pomocy samej zaintersowanej ułożyła listę gości, kiedy wybrałam godzinę imprezy, wymyśliłam prezenty, obliczyłam koszta, poczyniłam większość zakupów (z nadzieją, że wszyscy jak najszybciej zrobią zrzutę, bo nie posiadamy rezerw finansowych) i czterdzieści razy zadzwoniłam i napisałam do każdego potencjalnego gościa, i kiedy przez cały ten czas mój szanowny kolega współorganizator w ogóle się nie odezwał, lekuchno się zdenerwowałam. Nie odzywanie się obejmuje nie tylko brak inicjatywy, ale także nie odbieranie telefonu i nie odpisywanie na sms-y. Zatem pod koniec, ostatniego dnia, kiedy udało mi się kontakt nawiązać, przezornie spytałam, czy coś może robił w kierunku tej imprezy. „Nie” – brzmiała krótka odpowiedź i mimo zrozumiałej złości pomyślałam sobie, że chwała bogom Olimpu, bo jakby się nagle okazało, iż mamy na liście gości X, Y i Z, a cała impreza ma się jednak odbyć w niedzielę o 19, to dopiero bym miała zagwozdkę…


Druga chwila stresująca przyszła w „dniu zero”, kiedy okazało się, że pogoda nijak nie chce z nami współpracować i na ognisko mamy raczej mizerne szanse. W związku z tym impreza została przeniesiona do bluszczowego domu. Korzyść była z tego jedna, a mianowicie taka, że pomoc ośmiu osób w pakowaniu kartonów i rozkładaniu szafy zawsze się przyda. Zanim to jednak nastąpiło, straciłam nerwy do reszty – gdzieś tak przy trzeciej osobie mówiącej: „Ale ja nie będę na czas”. No taka już jestem nerwowa, trudno.


Na koniec zaś pokłociłam się z bratem i nie będę wdawać się w szczegóły, bo aż wstyd.


Za to wyciągnęłam wnioski. Właściwie jeden generalny wniosek: nie organizuję więcej żadnych imprez dla nikogo! Jedyny wyjątek to wieczór panieński Izu, o ile ona zechce. I to jest oficjalne oświadczenie.


Szkoda nerwów.

2 myśli nt. „Bez kija nie podchodź

Możliwość komentowania jest wyłączona.