Miesięczne archiwum: Wrzesień 2009

Głupi ma szczęście

Dziś będą różne pierdolety, po podobno to się dobrze sprzedaje. Kto dotrwa do końca, w nagrodę będzie mógł obejrzeć Kota Simona.


Jutro ostatni dzień w starej pracy. Podobno niektórzy nudzą się w ostatnich dniach przed porzuceniem stanowiska, ale nie ja, nie ja. Ja otóż pojechałam sobie po świetlówki. Do Arkadii, co nie jest może wyborem najbardziej oczywistym(zważywszy, że były mi potrzebne w GalMoku), ale za to pewnym. Nabyłam trzy wczoraj i dziś rano wszystkie po kolei zamontowałam w lampie, aby stwierdzić, że żadna nie świeci. Zdenerwowałam się bardzo i rozbolała mnie blond główka, a była dopiero dziesiąta rano. No ale nic to, po południu pojechałam je zareklamować. Przez całe miasto, w deszczu i chłodzie, rzeki przepłynęłam, korki pokonałam itd. No, a na miejscu taki jeden pan sprawdził przy mnie świetlówki. Działały. Kazał kupić startery; jeszcze wczoraj nie wiedziałam, że żarówka może mieć startery. Więc kupiłam i zawiozłam razem ze świetlówkami do domu, a jutro rano zabiorę je do przychodni, a potem do pracy. Kawał świata zobaczą te moje żarówki, słowo daję.


Poza tym nagle ze wszystkich stron słyszę, że źle jest być copywriterem. Że to straszna i niedobra praca, fatalny pomysł i że już nigdy nie napiszę żadnej książki. No trochę za późno, drodzy życzliwi. Zresztą jak dotąd i tak nie napisałam książki, więc pod tym względem nic się, w najgorszym razie,  nie zmieni.


Stwierdziłam też, że odzywa się we mnie krew przodków, a to w taki sposób, iż ścierpieć nie mogę osób niehonorowych. Lojalnie uprzedzam, żeby potem nie było, prawda.


A skoro już o honorze mowa, to znalazłam pieniądze i nie oddałam. Właścicielki nie było w pobliżu (znaczy żadna dama nie wbiegła w pośpiechu do damskiej toalety – tam je znalazłam – i nie rozglądała się po podłodze); mogłam wprawdzie oddać potrzebującym, na przykład pani sprzątającej, ale że nasz z Kainem domowy majątek wynosił akurat niecałe 20 zł, to uznałam nas za potrzebujących. W sumie to jestem trochę jak Robin Hood, nie? Myślę, że to częściowe zadośćuczynienie za te wszystkie stówy, które ja sama w życiu pogubiłam w toaletach, autobusach itd. 
Tak więc, dziewczynki i chłopcy, nie noście forsy w tylnych kieszeniach spodni.


No, a teraz Kot Simona. Do linków pod tytułem „Lubię” dołączyła oficjalna strona.






Luv ya, darling

Kiedy zakładałam tego bloga, pisałam na nim chyba głównie o rzeczach zabawnych. Zamieszczałam trochę wierszy, trochę muzyki. Najmniej było spraw osobistych, a jeśli były, to starałam się pisać o nich enigmatycznie. Z pierwszych miesięcy bloga nie wyczytacie o ważnych wydarzeniach w moim życiu (a było ich trochę). 


Skąd zmiana?


Ano stąd, że mam fajnego, otwartego faceta. Z tej jego otwartości wynikają dwie zasadnicze rzeczy – po pierwsze, nie przeszkadza mu, kiedy o nim piszę, a po drugie, nie mam przed nim nic do ukrycia. To drugie zwłaszcza jest bardzo przyjemne, bo mogę na przykład ciskać publicznie gromy na starą miłość, co nigdy tak do końca nie rdzewieje, a on przeczyta i doleje mi wina, i jest OK.


Uwielbiam tę szczerość między nami i staram się pracować nad tym, żeby się pogłębiała. Wspaniale jest traktować partnera jak przyjaciela i tak po prostu mówić mu wszystko. 


PS: Mało finezyjny ten post, przepraszam bardzo, ale musiałam się podzielić ;)

Z deka mi brak słów i tylko dlatego mało przeklinam

Zadzwoniła do mnie koleżanka, żeby zapytać, czy ostatnio kontaktowałam się z naszym wspólnym znajomym. Kiedy odparłam, że od prawie miesiąca nie, zmartwiła się bardzo i powiedziała mi, że znajomy ten o dwóch tygodni ma wyłączone obydwa telefony i nie daje znaku życia, pomimo faktu, że są wstępnie umówieni na spotkanie w najbliższym czasie. Zdenerwowałam się bardzo; w dobie łatwej, szybkiej i taniej komunikacji taka sytuacja nie wróży nic dobrego. Na szczęście przyszła mi do głowy jeszcze jedna osoba, do której możnaby zadzwonić, zanim zaczniemy niepokoić rodzinę naszego znajomego. I tylko dlatego, że kumpel niedawno się z naszym znajomym widział i potwierdził, że wszystko w porządku, nie zaczęłyśmy wydzwaniać gdzie popadnie, zawracając głowy rodzicom, siostrze i diabli wiedzą, komu jeszcze.


Wreszcie koleżanka dodzwoniła się do znajomego. Ten bardzo się zdziwił, że od tak dawna próbuje się z nim skontaktować i jeszcze bardziej, że się o niego martwiła.


Facet, który wszystkie koleżanki zawsze prosi, żeby zadzwoniły, jak dotrą do domu. Który zawału niemal dostaje, jak nie zadzwonią. Który nie raz i nie dwa słyszał ode mnie, że również niepokoję się, kiedy nie daje znaku życia. Szalenie się, kurwa,  zdumiał, że ktoś się zmartwił, kiedy przed dwa tygodnie żaden z jego telefonów nie odpowiadał.


Mam więc do Was, ludzie, taką małą, maleńką, prośbę. Szanujcie swoich przyjaciół, dobrze? Dbajcie o nerwy znajomych, jeśli chcecie ich mieć. Nie ignorujcie tych, na których sympatii Wam zależy.


No chyba, że ktoś ma wszystkich w dupie. To wtedy proszę bardzo :/

Konkurs

Ogłaszam konkurs na nazwę mojej firmy. Musi być unikalna, łatwa do zapisania i wypowiedzenia, krótka i na temat.
Zakres działalności: teksty reklamowe, strony internetowe, bannery, korekta tekstów.


Czas: 10 godzin (czyli do 9 rano jutro).
Nagroda: zaproszenie na specjalny domowy obiad oraz gościnny wpis na niniejszym blogu.



P.S. konkurs odbywa się jednocześnie na blipie, tak więc zastrzegam sobie możliwość wybrania spośród tutejszych i tamtejszych propozycji :)

W przychodni

Pani od elektrowstrząsów: – I jak, pomaga trochę, bóle zelżały?
Ja: – Mnie w zasadzie nie boli. Bolało mnie w maju – kiedy dostałam skierowanie.


Kurtyna.

Vouloir tout voir et vivre

Zupełnie niedawno gdzieś, nie wiem gdzie, przeczytałam: „Zadaliśmy sobie wszelkie możliwe pytania i nie znaleźliśmy odpowiedzi na jedno: dlaczego nie?” To był, zdaje się, wywiad z ludźmi, którzy nagle wszystko sprzedali, kupili dom na kółkach i ruszyli w świat. Zachwyciło mnie to zdanie.


Chcę wszystko zobaczyć, wszystkiego dotknąć, polizać, spróbować. Chcę mieć jak najwięcej z tego związku,  brać miłość i radość całymi garściami, tarzać się w bliskości, spać na wielkich poduchach wypchanych spełnieniem. I żebyśmy oboje to czuli, ten absolutny brak ograniczeń w naszych uczuciach i doświadczeniach. Przecież możemy wszystko. Lęki spycham do podświadomości. Śnię o śmierci mojego partnera, o kłótniach, krzywdach i niespełnionych obietnicach. Potem wstaję i mówię głośno: co się może stać? Możemy wszystko – dlaczego nie?



Piosenka

W poniedziałek

Ja:
zastałam kartę płatniczą klienta
Ja:
nie zastrzeżoną od piątku
Emka:
to miło z jego strony.


I ja, głupia, zastrzegłam. Zamiast uwierzyć w ludzkie dobre intencje. A takie ładne płaszczyki na wyprzedażach teraz są, ten pan na pewno by się nie obraził.

Dziwki i gangsterzy (update)

 Izu i Jacek

 Kain


 Luca


 Królowa Nocy i Lichurec

 Alquana, Datrio i Vieta 


Prawdziwie dobrą imprezę tworzą ludzie – nie organizatorzy, ale goście. Ludzie, którzy chcą i potrafią się bawić, którzy chętnie na kilka godzin wrzucają na luz i po prostu fajnie spędzają czas. Pierwszy z brzegu przykład – Królowa Nocy, która poprzedniego dnia długo łaziła po centrum handlowym,  wyszperała w sklepie spódnicę specjalnie na tę imprezę, kupiła ją, a następnie w ostatniej chwili zapomniała zabrać z domu. I kiedy przymierzała w łazience moje kiecki, powiedziała: „Nie złoszczę się, bo przyjechałam się dobrze bawić, a nie złościć”.


Wielki szacun dla wszystkich gości, dziękujemy Wam za wspaniałą imprezę i już główkujemy nad pomysłem na następną!  

Sweet seventeen

Family Violence Partnership stworzyło kampanię społeczną dotyczącą seksu z nastolatkami. Obszerniejsza informacja tutaj, poniżej prezentuję jeden z plakatów z hasłem „Jeśli masz skończone 18 lat i uprawiasz seks z nieletnią, w świetle prawa to gwałt”. Ciekawa jestem, co sądzicie o tej akcji i o plakatach?



thx to ^sandrita