„Portret artysty jako człowieka przedwcześnie zgrzybiałego”

„Wie każdy sztubak i każda sztubaczka (choć nie jestem pewien, czy można to powiedzieć o każdej magister i każdym magistrze),
Że w obrębie pojęcia grzechu dwie jego odmiany rysują się jako stosunkowo najwyrazistsze.
Jedna odmiana to tak zwany grzech uczynku, którego to grzechu należy się strzec i rozbijać go w proch oraz pył,
Jest to mianowicie coś, co uczyniłem, uczyniwszy coś, czego uczynić nie powinienem bym był.
Druga odmiana to dokładne przeciwieństwo pierwszej i nazywa się ją grzechem zaniechania, a grzech ten w oczach wszystkich osób o słusznych poglądach, od Billy Grahama do Buddy, jest czymś równie niedopuszczalnym i złym,
Polega zaś na tym, że nie uczyniłem czegoś, co uczynić powinienem był bym.
Mogę od razu, czemu nie, powiedzieć, co sądzę o tych dwu odmianach grzechu, w tej przynajmniej mierze, w jakiej określa je ich wzajemna relacja,
A sądzę rzecz następującą: nie przejmujmy się grzechami uczynku, jako że przy całej ich grzeszności musi być w nich też coś przyjemnego, bo inaczej byśmy ich nie popełniali – racja?
To raczej grzech zaniechania, pozostała odmiana grzechu (w sumie jest ich, przypominam, dwie),
Siedzi nam jak pasożyt pod skórą i żre nas przez noce i dnie.
Tak, to co nas kłuje od środka w sposób ostrokończysty,
To te wszystkie nie przedłużone na czas ubezpieczenia i nie uporządkowane papiery i nie dotrzymane terminy i nie zapłacone rachunki i nie pokwitowane ani słowem odpowiedzi listy.
Jeszcze jedna właściwość grzechów zaniechania, nadająca im powab i urok uwięzłej w gardle rybiej ości:
Nie jest bynajmniej tak, że ma się przez cały dzień huczne święto i ubaw po pachy, ilekroć zaniedba się dopełnić powinności;
Nie, nie czuje się wcale perwersyjnego dreszczu płynącego ze złamania odwiecznego zakazu,
Kiedy nie przedłuża się w porę polisy albo zapomina o zapłaceniu rachunku za zużycie gazu;
Nie wali się w plecy podochoconych kompanów przy barze z okrzykiem:
„Ha, przyjaciele zanim pójdziemy do domów jeszcze raz nie odpiszmy na jakiś list, już tylko ten jeden, a tę ostatnią kolejką listów bez odpowiedzi stawiam wszystkim ja.”
Naprawdę nie jest wcale miło
Nie robić rzeczy, które byłoby lepiej, żeby się było zrobiło;
Ja sam wśród takich rzeczy staram się obracać mało,
Albowiem stosowne uczynki, których się nie ma na koncie są trudniejsze do zniesienia, niż niestosowne postępki, które się w życiu popełniało.
Morał: lepiej pewnie wcale nie grzeszyć, ale jeśli już jakimś grzechem chcesz zbrukać sumienie,
Cóż – staraj się przynajmniej osiągnąć ów cel, przyjmując jako metodę raczej robienie czegoś niż nierobienie.”

(Ogden Nash, „Portret artysty jako człowieka przedwcześnie zgrzybiałego”)
 thx to Debergerac