Vouloir tout voir et vivre

Zupełnie niedawno gdzieś, nie wiem gdzie, przeczytałam: „Zadaliśmy sobie wszelkie możliwe pytania i nie znaleźliśmy odpowiedzi na jedno: dlaczego nie?” To był, zdaje się, wywiad z ludźmi, którzy nagle wszystko sprzedali, kupili dom na kółkach i ruszyli w świat. Zachwyciło mnie to zdanie.


Chcę wszystko zobaczyć, wszystkiego dotknąć, polizać, spróbować. Chcę mieć jak najwięcej z tego związku,  brać miłość i radość całymi garściami, tarzać się w bliskości, spać na wielkich poduchach wypchanych spełnieniem. I żebyśmy oboje to czuli, ten absolutny brak ograniczeń w naszych uczuciach i doświadczeniach. Przecież możemy wszystko. Lęki spycham do podświadomości. Śnię o śmierci mojego partnera, o kłótniach, krzywdach i niespełnionych obietnicach. Potem wstaję i mówię głośno: co się może stać? Możemy wszystko – dlaczego nie?



Piosenka

14 myśli nt. „Vouloir tout voir et vivre

  1. orlinos

    Ha, to ja – jak zawsze na nie – spytam się Ciebie, jak zapatrujesz się na całkowitą odwrotność.

    A co, gdy ktoś jest zadowolony z pracowicie zmniejszonego światka, w którym żyje, z ograniczonych horyzontów, mniejszego tempa życia i przeżyć. Z rozkoszowania się wybranymi odczuciami i bezwzględnego olewania wszystkiego innego. Mówię o przeciwieństwie „życia-odlotu” „życia pełnią życia” itp.

    Definitywnie nie dla każdego. Stanowczo démodé. I nawet pochwalić się nie ma czym.

    Ale jak ktoś lubi i spełnia się w samowyznaczonych limitach – dlaczego nie?

  2. orlinos

    Wiktor: nie, nie wcelowałeś. Miałem ochotę napisać bardzo cyniczny i złośliwy komentarz o ubogich horyzontach ludzi młodych i dynamicznych – którym często się wydaje, że ich tryb życie jest jedynym prawdziwym i dopuszczalnym… blebleble.

    Ale się powstrzymałem. Prawie.

    W każdym razie żyć można naprawdę na wiele różnych sposobów. Przy czym życie po swojemu i na własny sposób poświęceń wymaga i walczyć o możliwość takiego funkcjonowania trzeba.

    I myślę, że dotyczy to zarówno takich osób jak imć gospodyni Luca, czy Królowa Nocy – bo, jak wnioskują z wpisów i rozmów – obydwie lubicie żyć w rytmie chili i na ostro – jak również tych innych. Niekoniecznie samookaleczników pustelnych.

  3. synafia

    Imć Orlinos o mnie pisał. Ja pełnią życia żyję poniekąd, gdyż naprawdę dostałam ostatnio mocno intensywną dawkę z całej gamy (bo pełnia życia, nie oszukujmy się, to znaczy wszystko, a nie tylko to, co nas pieści). I im starsza jestem, tym bardziej sobie cenię spokojny wieczór w gronie rodzinnym, nie zakłócony wieczornym telefonem, co przewraca życie do góry nogami, że o innych atrakcjach nie wspomnę. A nago w Skaryszewskim już pływałam, rożnych ekstremów doświadczałam i cieszę się, ale nie żal mi i nie patrzę za siebie.
    Więc tak, my „pustelnicy” istniejemy i mamy się dobrze :p

  4. Bluszczyk

    Ja odniosłam tylko wrażenie, że Orlinos skrytykował przeokrutnie styl życia i podejście do niego Luki. Nie wiem tylko po co i w jakim celu. Przecież nie mówiła ona, że wszyscy mają robić tak samo.
    Tak samo nie nazwałabym jej osobą o ubogich horyzontach. Wręcz przeciwnie. Jak dla mnie pozbyła się ograniczeń, jakie trzymają się nas szaraczków. Za to właśnie ja ją podziwiam, choć nie znaczy to, że lubię i robię to samo, co i ona.
    Sama wybrałam zmniejszony światek, ograniczyłam sobie horyzonty i zmieniłam prawie całe swoje życie, więc mogę odpowiedzieć na pytanie za nią (przynajmniej w pewnym sensie). Za każdym razem, kiedy o tym rozmawiałyśmy, czułam jej pełne poparcie, bo ona jak dla mnie wychodzi z założenia, że człowiek jest szczęśliwy, kiedy żyje tak, jak sam chce.

  5. liryk

    Tak naprawdę chodzi o to, żeby mieć odwagę i gotowość ZROBIĆ wszystko, ale to nie znaczy robić wszystko. Inaczej interpretują to zwłaszcza młode kobiety, które, hmm, testują, a później płacz.
    Twój partner będzie miał przynajmniej fajną śmierć.

  6. ass_ana

    syfiana, Ty też masz tendencję do zwracania uwagi na to, co w TYM nieistotne. skup się.

  7. orlinos

    Bluszczyk: komentarz o ubogich horyzontach był do Wiktora, w strasznym, brutalnym odwecie za pustelników. Okalecznikiem za okalecznika go!

    Gdybym styl życia Luki uważał za idiotyczny, to nie subskrybowałbym bloga, bo po co się męczyć? Niewątpliwie jest mi częściowo obcy, ale właśnie dlatego fascynujący. Swoje ograniczone horyzonty staram się jakoś tam wzbogacać w końcu, chociaż minimalnie. ;-)

  8. Luca

    Absolutnie nie zgadzam się z tezą Bluszczyka i Synafii, że sobie zawężają horyzonty. To znaczy jeśli zawężeniem jest urodzenie dziecka i poświęcanie mu czasu i sił, to ja sobie z przyjemnością też zawężę. Ale zdaje mi się, ze żadna z Was nie jest ubożuchnym duchowo szaraczkiem.
    Tak, uważam, ze każdy powinien żyć tak, jak lubi. Ostatecznie zamknięcie się w świecie „telewizor, herbatka i Jacek i Agatka” tez wymaga jakiejś tam odwagi. Prawdopodobnie. W każdym razie ode mnie by wymagało ;-)

  9. Sykofanta

    To ja bym chciał się odnieść do, być może tego, który miał być usunięty, komentarza ass-any. Otóż jeżeli w dyskusji pojawiają się zarzuty, to próba docieczenia ich podstaw nie jest koncentrowaniem się na tym, co nieistotne. Jeżeli bowiem zarzuty są dotyczą wcześniejszej wypowiedzi, a okażą się bezpodstawne (ich autor nie będzie potrafił ich uargumentować), to właśnie owe zarzuty są wtedy tym, co sprowadza dyskusję na tor poboczny. Klarowność wypowiedzi, jak również żądanie takiej klarowności jest niezwykle ważne dla wzajemnego dobrego zrozumienia się, zanim nastąpi ten moment, gdy zaczniemy na siebie po prostu rzucać kalumnie.

    Co do postu i co do dyskusji:
    Zgadzam się w zupełności z Lucą. Nie uważam, aby Synafia (w sprawie Bluszczyka się nie wypowiem, bo zbyt mało wiem, o obecnej sytuacji) ograniczała swoje horyzonty. Po prostu musiała odrzucić pewne atrakcje oferowane przez życie. Niektórzy odrzucają takie atrakcje, bo nie są one dla nich wcale atrakcyjne, inni robią to kierowani świadomym wyborem: dobro bliski – dobra zabawa, a kolejni z obydwu powodów po trosze. W Europie sposobem na nudę arystokracji zamkniętej w „Złotej Klatce” były intrygi łóżkowe, zdrady i zastępy kochanków i kochanek. W Japonii tymczasem (choć zdradzać też tam potrafili, kochanków i kochanki jak najbardziej miewali) skupiano się raczej na drobnym pięknie natury – kto czytał Sei Shonagon, wie, o czym mowa. Obydwie postawy: czerpania pełnymi garściami i medytacji oddają myśl „Możemy wszystko”. Bo możemy. Tak samo ja mogę ciszyć się obserwując żuka, jak kto inny będzie radował się z wyprawy dookoła świata.

    Na zakończenie dodam tylko odnosząc się do cytowanej piosenki, że polizać wszystkiego to bym zdecydowanie nie chciał!

  10. synafia

    Ass-ana – bądź uprzejma doprecyzować, czym jest TO, o czym piszesz i CO jest w tym istotne, a co nie, i wtedy możemy stwierdzić, czy się koncentruję nie na tym, co trzeba. Za wielce elegancką propozycję skupienia tym razem podziękuję.

    Luca, Sykofanta -> Zgadzam się jak najbardziej, że czerpać z życia to, co najlepsze, można na wiele sposobów, w zależności od tego, co dla kogo jest najlepsze. I to jest odpowiedź na pytanie, które zadał Orlinos – co z tymi, którzy „nie czerpią”. Oni „czerpią” tylko inaczej. I takoż ja czerpię to, co dla mnie w tym momencie mojego życia jest najistotniejsze. A swój przykład podałam Wiktorowi, coby unaocznić, ze nie tylko pustelnicy i samookalecznicy mogą znajdować upodobanie w pewnym ograniczaniu doznać.

Możliwość komentowania jest wyłączona.