Miesięczne archiwum: Październik 2009

Przed przebieranką

Tu klikać, aby posłuchać.
Poniżej czytać.

„Jest z tego pieniądz na przehulanie
Nie ma na dzieci, dom i ogródek
Jest wędrowanie taniec i granie
Dla drżących panien, chciwych rozwódek
Jest opętanie.
W pocie i ślinie, w cudacznej minie
Pełza iluzja od świata trwalsza,
Wskrzesza popioły, płodzi opinie,
Kiedy we wrzawie, wbrew rytmom marsza
Tańczę na linie…

Upijamy się po zajazdach,
Kładziemy się spać z kim popadnie
O zrzuceniu marząc kostiumu.
Ale muza co mieszka w gwiazdach
Resztkę snu nad ranem ukradnie
I na łup nas wyda – tłumu.

– Lęku nie przeżył, kto bać się pragnie,
Miłość wysławia, ten kto nie kochał,
Moc śmierci głosi człowiecze jagnię,
Nad niewinnością wampir zaszlocha
Nim jej dopadnie.
Dlatego budzę podziw i trwogę
Na scenie z desek złożonych krzywo;
Czego nie mogą, bez trudu mogę,
Kiedy dla sytych, pijących piwo
Połykam ogień…

Upijamy się po zajazdach…

– Najprostszych pytań bez odpowiedzi
Żądają wiecznie widzowie młodzi,
W każdym z nich Boga kawałek siedzi
I kusi diabła, by mu dogodził,
By go nawiedził.
Ja, tłumacz grzechu, na prawa głuchy,
Pysznię się tryumfem nad nieuchronnym,
Przyzywam ciemne siły i duchy
By siłę dać bezsilnym, bezbronnym –
Zrywam łańcuchy…

Upijamy się po zajazdach…

– Komentatorzy grząskich wydarzeń,
Króle jarmarków, błazny odpustów,
Niedowarzonych szafarze marzeń,
Pochlebcy nie najszczytniejszych gustów –
Starzy kuglarze.
Na wyboistej drodze o świcie,
Mrący na niby w syku pochodni,
Wielbieni, szczuci, głodzeni, bici
Głodni i syci, modni – niemodni –
Jak śmierć i życie.

Upijamy się po zajazdach,
Kładziemy się spać z kim popadnie
O zrzuceniu marząc przebrania.
Kiedy muza, co mieszka w gwiazdach
Resztkę snu nad ranem zabierze
I pchnie nas – do grania. Do grania.”

Jacek Kaczmarski



P.S. Ale przebranie mam zabójcze, mówię Wam.

Z ostatniej chwili

Znaleziono co najmniej ośmiu mężczyzn idealnych. Dyskusja o wręczaniu kwiatków trwa, więc zapraszam.


Szczęśliwym znalazczyniom i znalazcom gratulujemy.


Nadal nie mam pieniędzy. Aktualnie przejadamy Kainowy kredyt na dentystę, co mnie mocno frustruje. Proszę zatem nie proponować mi kawy ni popijawy, chyba że stawiacie.


Miałam sprytny plan przespać większość dnia, ale przyszedł mój chłopiec i powiedział: „Feed me”, więc wstałam. Zresztą trzeba iść na koncert Kaczki niedługo. Pośpiewać dla rozruszania płuc.


Idealna rozrywka dla kaszlących ;>

Przyziemnie

Pewien człowiek jest mi winien pieniądze. Wynika to z naszych wzajemnych zobowiązań i mniejsza o szczegóły, w każdym razie kwota jest, jak dla mnie, więcej niż znacząca. Miałam ją otrzymać dwa tygodnie temu, wynikły jednak wątpliwości dotyczące moich z kolei zobowiązań. Wątpliwości te wyjaśniłam w ciągu paru dni i czekałam na szczęśliwy finał sprawy.


Niestety okazało się, że moje wyjaśnienia nie są wystarczające. Przysiadłam więc nad sprawą ponownie i ponownie ją wyjaśniłam – moim zdaniem wyczerpująco.


To było dziesięć dni temu. Od tego czasu pan ów nie odpisuje na moje maile, nie odbiera telefonów ode mnie, nie odpisuje na sms-y. Coraz częściej gości w mojej głowie myśl – nieśmiała i niedowierzająca – że zwyczajnie próbuje uniknąć wywiązania się ze swojej części umowy.


Bardzo honorowo i miło, doprawdy.

Big Star

Uprzejmie donoszę, że wcale nie wygrałam spodni Big Stara. Przysłano mi koszulkę z logo firmy i czuję się rozczarowana. Co prawda osoba, z którą mailowałam, napisała: „Nie wiem, kto Ci naopowiadał, że to spodnie :) Napisałem „niespodzianka”, ale nie jest to jednoznaczne dementi, prawda? W dodatku pytano mnie o rozmiar, a jak wiadomo, wiele ludzi nosi inny rozmiar dołu, a inny góry. Ja akurat w każdym przypadku noszę najmniejszy, napisałam więc, że S. Tym większe jest moje rozczarowanie, bo otrzymałam rozmiar M. Chociaż po prawdzie to wszystko jedno, bo t-shirtów i tak nie noszę. W ogóle, nigdy. Noszę topy. I gdybym wiedziała, że ma być koszulka, to bym poprosiła o rozmiar na Kaina. Bo niby ten na niego pasuje, ale woli większe.


Ogólnie – jestem niepocieszona.

Notka do bab

W związku z faktem,  że obchodzę dziś nieformalne imieniny, nasunęło mi się pytanie do dam.


Czy znacie choć jednego heteroseksualnego mężczyznę, który potrafi kupić i wręczyć prezent:
a) bez przypominania
b) tego samego dnia, kiedy jest właściwa ku temu okazja
c) zapakowany (nie w reklamówkę ze sklepu)?
I żeby wszystkie te czynniki wystąpiły jednocześnie.


Ja nie wiem, o co chodzi, może mężczyźni mają jakąś specjalną blokadę w mózgu, która służy czemuś bardzo ważnemu. Faktem jest jednak, że – generalizując, a jakże – nie pamiętają o okazjach, nie potrafią wybierać prezentów, nie widzą najmniejszego sensu w pakowaniu ich oraz mają upośledzony czynnik odpowiadający za kupowanie kwiatów. Jeśli w ogóle kupują upominki na urodziny, imieniny, rocznice itd, to zazwyczaj innego, wygodnego dla nich dnia; jeśli na czas, to nietrafione; jeśli trafione, to nie owinięte nawet w gazetę.


Z kwiatami też jest jakiś problem. Miałam kiedyś chłopaka, który kupował kwiaty często i całymi bukietami, w rodzaju 25 róż na 25 urodziny, ale to był ewidentny wybryk natury (albo to Bluszczyk go tak przeszkoliła). Ale prezentów nie pakował i zapominał o walentynkach. Wiadomo, nie ma ideałów.
Obecny nie przyniósł nie tylko badyla, ale nawet chleba, więc się z nim pokłóciłam.


To jak, znacie?

Bardzo ładnie

Rozmawiamy sobie z panem wymieniającym okna.


Ja: – Poprzedni remont był tu jakieś trzy lata temu.
Pan: (rozgląda się krytycznie).
Ja: – Niech pan nic nie mówi, własną ręką go robiłam!
Pan, z nagłym głębokim przekonaniem: – Ale dlaczego, właśnie miałem powiedzieć, że… kolory mi się bardzo podobają!

Piosenka na niedzielę

Wcale nie ad personam, tylko tak, ku uciesze. Jeśli ktoś (o zgrozo) nie zna, to koniecznie proszę nadrobić zaległość, do pozostałych puszczam porozumiewawcze oko.


„Gdy życie zdarło z faceta już maskę,
Gdy mu fasada rozpada się z trzaskiem,
Gdy zza niej wyjrzy jak dupa z pokrzywy
Pysk zły i obrzydliwy i pryśnie cały blef-
O, wtedy chociaż się pragniesz powściągać
Nieosobaczać i nienaurągać,
Choć inwektywą żywą nie chcesz chlustać
To same twe usta wykrzykną tobie wbrew:


Szuja!”


Maraton Blogerów

Dziś nie piszę z domu, tylko z Agory. Co tu robię, i to w sobotę o 21? Ano, biorę udział w Maratonie Blogerów. W skrócie chodzi o to, że kilkadziesiąt osób siedzi przy komputerach i pisze notki na wspólnym, maratonowym blogu. A także, jak widać, na własnych blogach. Są też pogawędki na blipie i nieliczne pogawędki w kuluarach. Trochę się czuję jak w pracy, siedząc tak w jednej sali z ludźmi, którzy klikają sobie w klawiaturę i niewiele mówią. Ale pomysł jest naprawdę uroczy: zebrać zapalonych blogerów w jednym miejscu, dać im kawy i red bulla, zapewnić warunki do rozwoju i przy okazji coś tam sobie wypromować ;)

Poniżej najładniejsze jak dotąd zdjęcie z imprezy, zatytułowane: „Fabryka blogów”.