Drama queen

Na ostatniej stronie opowiadania powinien zawsze być bardzo wyraźny napis: „Koniec”. Nawet, jeśli historia jest bardzo krótka.

Ja jestem inteligentna dziewczynka, mi nie trzeba długo tłumaczyć. Sama się domyślę, otworzę wino, zasmęcę muzycznie, napiszę sobie na blogu i mi przejdzie, prawda. Ale ze wszystkich męsko-damskich interakcji najbardziej wkurza mnie milczenie. Jakby to bolało, powiedzieć parę słów. Jakbyście, chłopcy, musieli sobie każdą głoskę wyrywać z trzewi widłami. Wkurwia mnie to niemożebnie, że jeden z drugim nie może gęby otworzyć i powiedzieć jak człowiek: „fajnie było, mała, ale może już dajmy sobie spokój”.

Czy co tam akurat mu w duszy gra.

Więc piję to wino, słucham Kasprzyckiego na zmianę z Heyem i rozdrapuję na siłę, choć kompletnie nie ma czego. Ale krótkie opowiadania są właśnie dlatego najgorsze – emocji tyle samo, a wspomnień za mało. Bez sensu. Możliwe w dodatku, że właśnie robię sobie z siebie konkursową idiotkę,
bo przecież on nic takiego nie powiedział.


(Kain pociesza jak umie. Wyszedł na klatkę schodową z czajnikiem i kubkiem i zapukał do drzwi. Kiedy otworzyłam, powiedział:
– Hej, słyszałem, że ci smutno, może chcesz się napić herbaty?)

4 myśli nt. „Drama queen

  1. P

    Całkiem niezła fotka. Zgodnie z moim fetyszem trochę czerwieni w formie do ustalenia.. ale i tak jest ok.

  2. Luca Autor wpisu

    P., zajrzyj sobie na moją zupkę – masz w linkach z boku. Powinna Ci się spodobać.

  3. Luca Autor wpisu

    Z tą konkursową idiotką to miałam rację. Grunt to zrobić dramę bez powodu, to TAKIE KOBIECE ;)

Możliwość komentowania jest wyłączona.