Koniec dramy

No, skoro już tak ładnie zrobiłam z siebie dramatyzującą blondynkę, to trzeba będzie pociągnąć ten temat i napisać kiedyś o konsekwencjach nie mówienia, nieszczerości, milczenia i w ogóle o komunikacji męsko-damskiej. Ale to innym razem. Tymczasem spuśćmy zasłonę życzliwego milczenia na mój wczorajszy występ, na przyszłość skupiając się tylko na jego atrakcyjnej formie. Napiszmy natomiast, co u mnie.

Przede wszystkim wysypiam się.  Okazuje się, że naturalny rytm mojego organizmu oznacza spanie od północy do południa i aktywność od południa do północy. Dwanaście na dwanaście, przy czym doskonale zdaję sobie sprawę, że normalnemu człowiekowi wystarcza około ośmiu godzin snu. Za to, mimo wyspania, nie zaobserwowałam u siebie nagłego skoku energii. Żadnego przydatnego w codziennym życiu kobiety ADHD, szalonego wypełniania każdej godziny czymś konstruktywnym, nic w tym rodzaju. Szkoda.

Wstaję więc w południe, włączam komputer, witam się ze światem i idę do wanny. Wypełznąwszy, pracuję jakieś dwie godziny, a potem różnie: jem śniadanie, idę po zakupy, załatwiam coś na mieście, spotykam się z kimś, szukam zleceń, pracuję jeszcze trochę… Prócz tego dbam o wikt i opierunek, gotuję obiadki na odpowiednią godzinę i  w ogóle staram się być czynnikiem domotwórczym.

Dobre jest to, że mam czas na rzeczy, o których do tej pory mogłam tylko pomarzyć. Że w domu zapanował ład (choć do klinicznej czystości daleko), że mogę być w domu, kiedy Kain wraca z pracy, w razie potrzeby pójść do lekarza…

Fuck! Byłam zapisana na wizytę lekarską jakoś pod koniec marca i kompletnie o niej zapomniałam!

…czy do urzędu, odebrać zakupy od kuriera w godzinach, w których nie ma szalonych korków po domem. Te wszystkie drobiazgi, w związku z którymi na co dzień trzeba kombinować, brać wolne z pracy itd.
Niedobre jest to, że pracy jest o wiele mniej, niż myślałam. Po nocach marzę o dwóch firmach, które zamówią u mnie prowadzenie społecznościówek. Oferuję komplecik profili we wszystkich liczących się serwisach za jedną wspólną cenę. Ktoś chętny?

(Chciałam napisać coś jeszcze, ale przypomnienie o przegapionej wizycie tak mnie zbiło z tropu, że już nie wiem, co. Więc koniec notki.)

5 myśli nt. „Koniec dramy

  1. Jacek

    Oj zazdrozcze życia zgodnego z biorytmem. Moje godziny snu to 2 – 10 +- 2! Kompletny koszmar jeśli chodzi o zgranie ze studiami.

  2. Sykofanta

    A ja sądzę, że dobrze wybrane studia (mimo wszelkich możliwych narzekań i „mogłoby być lepiej”) to fajna sprawa. Wbrew pozorom można się wiele nauczyć, choćby dzięki przykładom negatywnym :D

  3. Luca Autor wpisu

    Widzisz, ale ja nie umiem i nie lubię uczyć się z książek. To dla mnie zawsze przymus. Zdecydowanie wolę zdobywać wiedzę w praktyce, na bieżąco. Po prostu zupełnie nie jestem typem studentki!

Możliwość komentowania jest wyłączona.