Nienawidzę gier komputerowych

Nie chodzi tylko o to, że ja nie lubię grać. Zresztą bywają gry, które sprawiają mi przyjemność, zwykle proste gierki logiczne albo zręcznościowe. Nigdy natomiast nie wkręciłam się w Heroesów, WoW-a, Baldur’s Gate ani żadną inną grę strategiczno-strzelaną, w której bohater zbawia świat, a ogromne potwory padają od dwóch ciosów jego małego mieczyka. Mało tego, nie lubię też, kiedy inni grają. Mogę sama sobie tłumaczyć, jak sołtys krowie na miedzy: że każdy ma jakieś hobby, że człowiek ma prawo się zrelaksować, że moją pasję do pisania bzdur w internecie tez nie każdy rozumie i tak dalej, i tak dalej – nie pomaga. Nie trawię i już.

Naturalnie mężczyźni mojego życia uwielbiają gry komputerowe. Przynajmniej dwóch moich przyjaciół lubi grać, uwielbiał to (zapewne lubi nadal) mój były narzeczony i – oczywiście, jakżeby inaczej – bezpośrednia przyczyna tego wpisu, czyli Kain.

Siedzą przy komputerach i napierdalają te potwory. Godzinę, dwie, trzy. Nie kumam tego. Patrzę na jatkę, słucham ryków, a scyzoryk w mojej kieszeni pomału zamienia się w tasak, topór, bazookę. Błagam o słuchawki, o większe mieszkanie, o uwagę, wszystko na marne. Kiedy mieszkałam z byłym narzeczonym, jego gry były stałą kością niezgody – tym większą, że mieliśmy jeden komputer, a w dodatku ja wówczas nie blogowałam i trudniej mi było zrozumieć, że ktoś  siedzi pół dnia przed ekranem. Wyższość Baldura nad pragnącą zainteresowania kobietą stała się w końcu jedną z przyczyn, dla których piszę to w czasie przeszłym.

Jednak jest rzecz gorsza od grającego faceta: facet grający online. Mój luby, włączając grę, włącza jednocześnie komunikator głosowy, dzięki czemu mogę na bieżąco śledzić przebieg walk na podstawie dobiegających z głośników rozmów graczy. W weekendowe przedpołudnia dialogi te łagodnie budzą mnie ze snu, a nim obudzą, przenikają do moich sennych wizji, zamieniając je w fantastyczne horrory, które potem godzinami tłuką mi się w głowie.  Bosko, prawda? W ogóle nie ma jak kilkugodzinne słuchanie obcych głosów w kawalerce – lepsze od telewizora, którego świadomie nie posiadam.

O kompromis trudno. Proszę lubego o używanie słuchawek, ale nie zawsze o tym pamięta, nadto wtedy z kolei denerwuję się, że nie ma z nim kontaktu (zakładając, że nie śpię). Zresztą problem w tym, że sam widok mężczyzny grającego doprowadza mnie do furii i kompletnie nic nie umiem na to poradzić. Po prostu nienawidzę gier komputerowych…

15 myśli nt. „Nienawidzę gier komputerowych

  1. Królowa Nocy

    Ależ proszę pani, w Heroesach wcale potwory nie padają od dwóch ciosów mieczyka! O!
    A on nie może grać na słuchawkach na jednym komputerze, ty w tym czasie blogować/pracować na drugim, a co pół godziny czy godzinę przerwa na rozmowę?

  2. Luca Autor wpisu

    Zapewne może, ale tego nie robi. No i – co pół godziny? Chyba żartujesz, w tym stanie trzy mijają niepostrzeżenie.

  3. Le Satyre

    Nie mam zamiaru Cię przekonywać o celowości czy przyjemności płynącej z grania. Z drugiej strony wydaje mi się, że lekko przesadzasz. No bo skoro już facet pamięta o słuchawkach to niech ma prawo do jakiejś rozrywki. Oczywiście wszystko z umiarem, ale czasem potrzebujemy mniej ambitnego zajęcia polegającego np. na zrobieniu sieczki z wirtualnych przeciwników.

  4. Luca Autor wpisu

    LeSatyre, przecież wiem, co zresztą jest wyraźnie napisane w tekście. Napisane jest też, że on niekoniecznie pamięta o tych cholernych słuchawkach.

  5. Le Satyre

    Wiem co jest napisane. Między innymi: „Proszę lubego o używanie słuchawek, ale nie zawsze o tym pamięta, nadto wtedy z kolei denerwuję się, że nie ma z nim kontaktu (zakładając, że nie śpię).”. I do tego właśnie fragmentu się odnoszę.

  6. Luca Autor wpisu

    LeSatyre: ech, nic nie wiesz o dyplomacji :) Przecież nie napiszę, że pamięta tylko wtedy, jak mu te słuchawki przed nosem położę! ;)

  7. Pingback: Tweets that mention Nienawidzę gier komputerowych « Luca blog -- Topsy.com

  8. P

    E, nie zwalaj na gry komputerowe.
    (Co to za prawie różowa czcionka?!)
    To ogólnie syndrom.. hm, reakcji na mężczyzne przy komputerze.
    Uwierz mi – kobiety nie biegają zachwycone wokół podając od czasu do czasu drinka, gdy się kodzi przy komputerze. ;-)

  9. Luca Autor wpisu

    @P: Jak to nie? Ja podaję. Kiedy mój facet pracuje, chcę mu stworzyć do tego jak najlepsze warunki. Ale kiedy gra – no niestety, jak wyżej. Choć na pewno jest coś w Twojej wypowiedzi, Chmielewska już dawno wyraziła to słowami: „Kobiety nie lubią, jak mężczyźni leżą”. Jak siedzą tez niezbyt ;)
    Taki Wiktor to ma szczęście, jego kobieta gra razem z nim.

  10. afekt

    Hmmm, ciężka sprawa.
    To jak typowy problem „kochanie idę z kumplami na piwo, na mecz, pograć” itp. Choć te problemy trochę się różnią u podstaw leży to samo: Twoje nastawienie do nich. Wiesz, że tu musi być jakiś kompromis, ale nie typu „albo w ogóle, albo wcale”.
    Główny problem po Twojej stronie tkwi „doprowadza mnie do furii i kompletnie nic nie umiem na to poradzić”. A po jego stronie? Że za dużo czasu, albo bez słuchawek. Niestety mam wrażenie, że kompromis powstaje w miejscu, w którym tolerujesz (nie akceptujesz) jego granie. Tak patrząc naprawdę bezstronnie, dlatego wspominam o „doprowadza mnie do…” to jak pisze Le Satyre przesadna reakcja, no bo czym podarta? Czy słuszna? Chyba nie, ale tak masz niestety. Zafunduj sobie więcej spokoju, mniej nerwów, popracuj nad tym dlaczego tak w zasadzie masz takie nastawienie, znajdź w nim sens i logikę. Znajdujesz? Wypracuj kompromis. Nie znajdujesz? Pracuj nad sobą, bo inaczej nie będziesz miała prawa stawiać warunków. Gdyż bez tego obawiam się nawet, jeśli postawisz jakieś reguły, nie będziesz z nich zadowolona i wciąż będziesz go piętnowała za najdrobniejsze przewinienie. Bo z jego strony, leżą jakieś uzasadnienia, w stylu: rozrywka jak rozrywka, typowe zajęcie, wiele ludzi gra, dziewczyn, par, związków. W sumie co tu uzasadniać? W dzisiejszych czasach po prostu się gra.

    Ale tak Luca, 3 godziny wypełnione przygodą, tak bogatym zajęciem mijają „od razu”. Jak by to ująć… jedne gry, by zaczerpnąć z nich należytej przyjemności wymagają pół godziny, inne 3 godzin. Bez tego nie ma satysfakcji, więc po co grać, jeśli nie mogę tyle czasu poświęcić? Stąd zdenerwowanie, że ktoś odciąga i narzeka i przeszkadza. Muszę się „nagrać”, w spokoju. Jak się nagram to dopiero wtedy będzie to rozrywka, przyjemność, spełnienie i satysfakcja, inaczej, nie ma sensu się zaczynać.

  11. Lichurec

    Nienawidzę książek

    Nie chodzi tylko o to, że ja nie lubię czytać?. Zresztą bywają książki, które sprawiają mi przyjemność, zwykle powieści sensacyjne albo thrillery. Nigdy natomiast nie wkręciłem się w literaturę faktu, „kobiecą”, biografie ani żadną inną powieść fantastyczną, w której bohater zbawia świat, a ogromne potwory padają od dwóch ciosów jego małego mieczyka. Mało tego, nie lubię też, kiedy inni czytają. Mogę sam sobie tłumaczyć, jak sołtys krowie na miedzy: że każdy ma jakieś hobby, że człowiek ma prawo się zrelaksować, że moją pasję do szperania w internecie i wynajdywania najróżniejszych bzdur tez nie każdy rozumie i tak dalej, i tak dalej – nie pomaga. Nie trawię i już.

    Naturalnie kobiety mojego życia uwielbiają czytać. Przynajmniej dwie moje przyjaciółki lubią zrelaksować się z kawałkiem papieru w ręku, uwielbiała to (zapewne lubi nadal) moja była i – oczywiście, jakżeby inaczej – bezpośrednia przyczyna tego wpisu, czyli Alq.

    Siedzą przy książkach i oczami wyobraźni napierdalają te potwory. Godzinę, dwie, trzy. Nie kumam tego. obserwuję mimikę, słucham mimowolnych wybuchów śmiechu, a scyzoryk w mojej kieszeni pomału zamienia się w tasak, topór, bazookę. Błagam o słuchawki, o większe mieszkanie, o uwagę, wszystko na marne. Kiedy mieszkałem z byłą, jej książki były stałą kością niezgody – tym większą, że całe mieszkanie sprowadzało się do właściwie jednego pokoju, a w dodatku ja wówczas nie buszowałem po sieci i trudniej mi było zrozumieć, że ktoś siedzi pół dnia z nosem w książce. Wyższość Wiedźmina nad pragnącym zainteresowania mężczyzną stała się w końcu jedną z przyczyn, dla których piszę to w czasie przeszłym.

    Jednak jest rzecz gorsza od czytającej kobiety: kobieta słuchająca audiobooka. Moja luba, słuchając audiobooka, włącza wieżę, dzięki czemu mogę na bieżąco śledzić przebieg walk na podstawie dobiegających z głośników rozmów lektorów. W weekendowe przedpołudnia dialogi te łagodnie budzą mnie ze snu, a nim obudzą, przenikają do moich sennych wizji, zamieniając je w fantastyczne horrory, które potem godzinami tłuką mi się w głowie. Bosko, prawda? W ogóle nie ma jak kilkugodzinne słuchanie obcych głosów w mieszkaniu – lepsze od telewizora, którego świadomie nie posiadam.

    O kompromis trudno. Proszę lubą o używanie słuchawek, ale nie zawsze o tym pamięta, nadto wtedy z kolei denerwuję się, że nie ma z nią kontaktu (zakładając, że nie śpię). Zresztą problem w tym, że sam widok kobiety czytającej albo słuchającej audiobooka doprowadza mnie do furii i kompletnie nic nie umiem na to poradzić. Po prostu nienawidzę książek – w każdej postaci…

    —–

    Taka – lekka parafraza. Nie do końca złośliwie; co ciekawe – w większości prawdziwa..

    Do przemyślenia..

  12. Luca Autor wpisu

    Ale co ja Wam, chłopaki, mogę powiedzieć? No kurwa nie trawię i już. To silniejsze ode mnie.

  13. afekt

    Mam na myśli to, że zanalizuj swoją postawę. Dokop się do „dlaczego”, bo znając je, będziesz mogła jakoś swoją postawę unormować (oczywiście o ile chcesz). Stan zdrowego ducha, to brak nienawiści. Wysiłek do podjęcia właśnie po to, by osiągnąć wewnętrzny spokój, zamiast tracić nerwy.

  14. Luca Autor wpisu

    @Afekt, ja wiem, dlaczego tak mam, choć niekoniecznie są to sprawy do upubliczniania;) W sumie to Kain obrywa za cudze winy, co jest niestety nieuniknione, kiedy ludzie z doświadczeniami (a wszyscy jakieś mamy) stara się tworzyć związek. Każdy ma jakiś bagaż, a to jest ten mój.

Możliwość komentowania jest wyłączona.