Nie chce mi się

Czytam właśnie magazynowe wydanie „Wysokich Obcasów”, w którym roi się od Pracowitych Kobiet Robiących Ważne Rzeczy. Czytam z podziwem i zajęciem: że też im się chciało, że też miały lub mają tyle zapału, siły i chęci.

Bo mnie się, niestety, nie chce. Nie chce mi się wstawać wcześnie i pół dnia pisać książkę, a drugie pół – „kawałki” za pieniądze („Kawałkami” nazywał swoje teksty Gałczyński, co bardzo mi się podoba). A powinnam. Nie chce mi się szukać zleceń, wobec czego budżet domowy podupada i jest mi wstyd (nie umiem, nie wiem, do tej pory praca znajdowała mnie, ratunku). Nie chce mi się pucować podłóg i piec ciast, wobec czego jestem złą panią domu. Nie chce mi się szyć i prasować – jestem złą dziewczyną dla mojego faceta. Nie chce mi się także wywijać elektrycznym depilatorem, smarować się codziennie balsamem do ciała i obsesyjnie pilnować linii brwi, więc nie jestem kobieca (w sumie to jestem, ale nie wiem, jakim cudem).

Nie chce mi się pisać na Ważne Tematy, ponieważ czuję się zbytnią ignorantką, żeby robić to solidnie i zbytnim leniem, żeby porządnie zgłębić Ważny Temat. Poprzestaję na dość płytkiej obserwacji, że po przeczytaniu dwóch trzecich podobno feministycznej gazety pilnie zajęłam się pielęgnacją ciała.

Izu się ze mnie śmieje, odkąd powiedziałam, że nie posiadam w zasadzie żadnych ambicji naukowych i zawodowych. Nie chcę być sławna, nie pożądam tytułu magistra (a właściwie pożądam, ale nie aż tak, żeby znów studiować). Chcę tylko dobrze pisać, godnie zarabiać, podobać się sobie i ludziom, którzy mnie interesują i mieć szczęśliwą rodzinę. Nie wiem, czy to mało.

32 myśli nt. „Nie chce mi się

  1. chryzantema

    ogromnie Ci dziękuję za te słowa. wszyscy i wszystkie chcą być harder better faster stronger, ja po prostu chciałabym być szczęśliwa. nie najszczęśliwsza, po prostu szczęśliwa. dobrze wiedzieć, że nie tylko mnie nie zżera ambicja niczym rak, by ciągle dorównać komuś, być od kogoś lepszą.

  2. Luca Autor wpisu

    Pożyczę, zanim się spotkamy, na pewno skończę. „Niegrzeczną” tez chętnie przyjmę z powrotem :)

  3. synafia

    Tez mi się nie chce. Nie chce mi się szukać dodatkowej pracy, ani robić doktoratu, ani pucować chaty na wysoki połysk, ani robić sobie maseczki nawilżającej co dwa dni. I dużo rzeczy mam w planach, ale na razie mi się nie chce. Spać mi się chce, i zjeść dobrze, dobrą książkę przeczytać i pobyć z ludźmi, których kocham. I parę rzeczy jeszcze, co się w mojej ocenie na „dobre życie” składają.

    Bo jakbym miała jutro już udać się nagle na łono Abrahama, to wielu rzeczy byłoby mi żal, ale nie niezrobionego doktoratu i nie brudnych garów.

  4. Sykofanta

    A mnie się chce! Nie widzę nic złego ani w chceniu, ani w niechceniu. Co kto woli i dla każdego coś miłego. Mgr to dla mnie idiotyczny klin pomiędzy lic./inż. a dr., ale to inna sprawa. Niemniej mam w sobie ogromną potrzebę poznania, odkrywania nowego. Nie dlatego, że muszę być „lepszym” człowiekiem, nie dla tytułów, zaszczytów, czy bycia pięknym i sławnym, bo mam to szczerze gdzieś. Ale 1) dla samego siebie, 2) dla innych też (bo mam taką idealistyczną nadzieję, że moja praca przyniesie kiedyś pożytek społeczeństwu).

  5. Izu

    Stara, przez lata trzymałam jęzor za zębami, bo mówiłaś, żebym nikomu nie mówiła o tym braku ambicji, a teraz to na blogu piszesz! :D
    Czasem cytowałam, bezwzględnie dbając o anonimowość, a Ty tak moje starania traktujesz! :P

  6. R.B.

    UWAGA- MARUDZĘ :-)
    Kwestia stara jak świat. I jak każda taka – zakłamana totalnie. Obowiązuje kult pracy zamiast rozsądnego podejścia do pracy. A już medialno-reklamowa rzeczywistośc to super-mit w wydaniu disneyowskim. Wzorowe Panie Domu szorujące podłogi na połysk w ciuszkach świeżutkich jak z żurnala itd.

    Normalnemu człowiekowi się NIE CHCE!
    Normalny człowiek owszem, lubi czyste mieszkanie, ale nie lubi ciągle sprzątać. Chciałby widzieć co miesiąc na koncie więcej – ale nie marzy z zachwytem o 18-godzinnym dniu pracy.

    Bądź sobą. Nie chcesz być wyścigowym szczurem? Twoje prawo. To nie jest „Brak ambicji”. To wybór życiowej postawy. Nawet biblijnie akcentowany (Maria i Marta??)

  7. Luca Autor wpisu

    Sykofanta: ej no, lepszym człowiekiem być i przydawać się komuś to i ja chcę, ale zupełnie nie widzę, jaki to by mogło mieć związek ze studiami. Może dlatego, ze ja nie zamierzam być dietetykiem :)

    Izu: no wiesz, Stara, każda tajemnica musi z czasem ujrzeć światło dzienne. Ale bardzo Ci dziękuję za dyskrecję:)

  8. Sykofanta

    @ Luca

    ej no! Ja też nie chcę być dietetykiem!

    Faktycznie z polonistyką to ciężko. Mnie ona jakoś tam duchowo i intelektualnie rozwinęła, ale nie chciałbym tego kontynuować. Nie widzę za bardzo przyszłości w tym kierunku, chyba że ktoś czuje powołanie do nauczania polskiego w szkole.

    Poza tym ważne jest chyba rozróżnienie: co innego uczyć się i pracować ciężko w celu osiągnięcia własnych planów życiowych i tego na czym nam zależy, a co innego mieć parcie na kasę i sukces. Praca, którą zamierzam wykonywać raczej nie zapewni mi garderoby od Armaniego. Będę się cieszył, jeśli będzie mnie stać na w miarę dobre wino i włoski ser. :D

  9. teracotta

    Może ktoś powinien napisać, że ludzie mają prawo odpocząć od ambicji, obowiązków i wyśrubowanych standardów w przypisanej im roli :D
    Nie należę do tych, które zerwą się bladym świtem, żeby pranie prosto z suszarki wyekspediować na deskę do prasowania, a potem poukładać w szafie, tak, żeby o 8 można było wypić kawę i poczytać gazetę. I mam nadzieję, że nigdy należeć nie będę, przy okazji nie zarastając brudem.
    Masę czasu zajęło mi przekonanie mojej mamy, że jak wraca z pracy, zmęczona, to niech sobie zrobi herbatę, uwali się na kanapie, włączy tv czy poczyta książkę, a potem dopiero zabiera się za to, co koniecznie musi zrobić. Zanim się przestawiła wyglądało to tak, że wracała z pracy, z siatą zakupów, ciężko wzdychała, przebierała się i zabierała za mycie podłogi ze słowami „no tak, ja wracam z pracy i zaraz muszę sprzątać, nikt tego za mnie nie zrobi, człowiek zmęczony po pracy, a musi podłogi umyć, nie może odpocząć” itp. W końcu zrozumiała, że NIE MUSI, tylko sama z siebie przykleja etykietkę ofiary (wszystkich tych, którzy po powrocie do domu najpierw odpoczywają, a potem zabierają się za obowiązki domowe).

    Lekiem na sporadyczne lęki, że nie jestem super-kobietą są programy typu „porządek musi być” >> oglądam i widzę, że generalnie nie jest źle, choć wylizane też nie jest, ale przecież „geniusze panują nad chaosem” ;)

  10. Sykofanta

    @ Teracotta

    A widzisz, to też zależy od człowieka i filozofii życiowej. Ja jak wracam z pracy, to najpierw robię co mam do zrobienia w domu, a potem odpoczywam. Dlaczego? Dlatego, że jak już odpocznę, to o 22 czy 23 na pewno nie zabiorę się za robienie obiadu na jutro, sprzątanie czy inne tego typu sprawy. Bo wtedy to mam ochotę już iść spać. Więc najpierw jak najszybciej wszystko robię, a potem mogę już spokojnie nic nie robić, bez frustrującej myśli, że jak nie wstanę z kanapy, to jutro nic nie będę jadł (bo nie ma nic zrobionego).

    Ponadto w moim wypadku sprawdza się zasada, że im więcej mam do zrobienia, tym więcej zrobię (nie wszystko z zaplanowanych rzeczy, ale dużo więcej niż gdybym mniej zaplanował – ile by się nie zaplanowało, zawsze czegoś się nie zrobi; jak zaplanujesz 10 rzeczy – zrobisz 8, zaplanuj 8 – zrobisz 6).

    Ja rozumiem, że na niektórych presję mogą wywierać obrazy kobiet sukcesu, pracujących w dziale PR wielkiej korporacji i zarabiające wielkie pieniądze, a po pracy piekących piękne ciasta i szorujących podłogę, ale, serio, to moim zdaniem jest patologia jakaś. Ja lubię, aby cały czas się coś działo, abym cały czas miał co robić i mógł realizować własne ambicje. Właśnie zdałem sobie w długi weekend sprawę z tego, jak bez pracy moje dni są puste. Nic się nie dzieje, czas przecieka mi przez palce i wszystko jest rozmemłane. Sorry, ale mnie się to nie podoba. Ja chcę do czegoś dążyć, a nie wmawiać sobie, że leżenie i czytanie bzdurnych książek całymi dniami jest ok. Przesada w żadną stronę nie jest dobra.

  11. Luca Autor wpisu

    Widzisz, Sykofanto, ja coraz częściej widzę wokół siebie takie kobiety. Pracujące na pełen etat (w sensie czasem w domu, ale i tak dużo pracujące), zajmujące się dziećmi, mężem, do tego piękne, zadbane i mające w domu porządek, w pończoszkach, kurczę, i prosto od fryzjera. Przynajmniej takie sprawiają wrażenie na mnie, która widzę je z pewnej odległości. Albo mężczyzn, którzy pracują w tygodniu, w weekendy studiują, a nocami opiekują się żoną i dziecięciem.
    I odczuwam tę presję, moje sumienie mi mówi: „zobacz! o ona nie tylko pracuje, ale jeszcze dzieci ma, a Ty nie masz i jesteś zmęczona! zobacz, on robi cztery razy tyle co ty i się uśmiecha, a tobie się nie chce!”

    No nie chce mi się, kurde. Ale jakoś mnie to gniecie.

  12. Sykofanta

    @ Luca

    To może naucz się czeskiego (choć jeszcze nie jesteś w średnim wieku)?

    Mnie się coraz bardziej wydaje, że starasz się sobie samej udowodnić, że nie jest źle i że może Ci się nie chcieć. A tak naprawdę się chce. Serio, nie popieram szaleństwa a la Bree van der Kamp, obsesji na punkcie bycia idealnym, ale czasem warto chcieć. Po prostu może nie odnalazłaś jeszcze tego, czego powinno Ci się chcieć. Samo marudzenie i powtarzanie, że się nie chce, mało daje. Warto coś ze sobą zrobić, oczywiście w ramach własnych możliwości. Ja też nie zamierzam być jak Milton i stracić wzroku przy okazji zgłębiania tajników wiedzy. Ale nie będę też sobie udowadniał, że mi się nie chce, bo chce się bardzo!

  13. Luca Autor wpisu

    „starasz się sobie samej udowodnić, że nie jest źle i że może Ci się nie chcieć” – dokładnie, to właśnie czynię. Bo uważam, ze każdy ma prawo do tego, żeby mu się mniej lub bardziej chciało lub nie chciało.

    Pisać mi się chce. Spać mi się chce, Jeść, czasami. Wyjeżdżać gdzieś mi się chce.

    Powinnam była się urodzić jako córeczka milionera ;)

  14. Sykofanta

    @ Luca

    Chyba rozmawiamy o dwóch różnych kategoriach „chcenia”. Ja mówię o chęci do życia, do spełniania się, do stawiania się lepszym (człowiekiem lub po prostu lepszym w czymś). Ty mówisz o perfekcyjnej powierzchowności, która wydaje się wynikać z chęci do dbania o swój wygląd, sprzątania w domu i pieczenia ciast, których potem się nie je (ze strachu przed przytyciem).

    Ja lubię mieć posprzątane, ale nie chce mi się sprzątać (choć ostatecznie robię to). Chciałem mieć więcej przestrzeni i czystości w pokoju, więc zrobiłem remont, choć mi się nie chciało. Nie zrobiłem tego po to, aby ktoś uznał, że jestem człowiekiem sukcesu, ale po to, aby dobrze się czuć we własnym domu i móc się naprawdę relaksować. Tak jak pisałem, uważam, że ludzie, którym FAKTYCZNIE chce się non-stop sprzątać, czyścić, pucować, gotować, remontować, poprawiać, fryzować, masować, wcierać, nacierać i dbać, to jakaś patologia jest chyba. Ja mam problem z używaniem balsamu, bo co prawda łapy mam wysuszone koszmarnie, ale zwyczajnie nie chce mi się go wcierać!

  15. Luca Autor wpisu

    No ale przyznasz, że osoba z gładkimi dłońmi, lepiej ufryzowanymi włosami i w czystym domu jest jakaś fajniejsza, niż ta nieuczesana, z czerwonymi łapskami i w wiecznym bałaganie…

    Z Twojego koetarza wnoszę jednakżę, iż z całą pewnością mówimy o dwóch różnych kategoriach chcenia – kogo, jak kogo, ale mnie nie podejrzewasz chyba o ogólną nie chęć do życia i spełniania się?

  16. Sykofanta

    Wiesz, mnie się nie wydaje. Ja lubię mieć czysto, ale lubię też mieć łapy brunatne od obierania buraków, lubię jak moje ubranie przechodzi zapachem gotowanych warzyw i bardziej podobają mi się ludzie ubrani skromnie, a najbardziej ludzie w worzastych ubraniach. Ludzie postrzegani obecnie jako piękni i zadbani wydają mi się identyczni i nie odróżniam ich od siebie. A jak widzę gościa w obcisłych spodniach albo kobietę w wąskiej, dopasowanej spódnicy, to myślę sobie, że musi im być strasznie w tym niewygodnie.

    Co do propagowanego przez media modelu życia i wyglądu, to skrajnie się z nim nie zgadzam i nie jestem w stanie go uznać. Dla mnie jedynym wyznacznikiem „jakości” człowieka jest jego intelekt i otwartość umysłu. Może być ubrany w nienaganny kostium Prady, ale jak jest głupi, to niech spier…

  17. Luca Autor wpisu

    Teraz się zapędziłeś. Nikt tu nie neguje przewagi ducha i intelektu nad wyglądem. Ale chyba nic złego nie ma w tym, że chcemy (tzn. np. ja chcę) być zadbani i ładni? Jedno i drugie wymaga wysiłku, niestety, nawet iloraz inteligencji nie jest dany raz na całe życie…

  18. Sykofanta

    Jeżeli ktoś ma chęć i cierpliwość, to może oczywiście dążyć do tego, żeby ładnie wyglądać, czymkolwiek to ładnie jest. Ja chciałem napisać tylko, że dla mnie owo „ładnie” jest czymś zupełnie innym od powszechnie promowanego wizerunku. Ponadto miałem na celu zauważenie, że obrazy kobiet (czy także mężczyzn) sukcesu przedstawiane zazwyczaj w reportażach w większości przypadków nic nam nie mówią o kondycji intelektualnej bohaterów, a tylko o tym, że sprzątają, gotują, pracują, odbywają szkolenia z zakresu biznesu, komunikacji srutu-tutu, ubierają się ładnie i są w ogóle bogaci i tajemniczym sposobem mają czas na wszystko. Potem spotykasz taką osobą fasce to face i okazuje się, że to cymbał jakich mało, wciśnięty w zgrabny uniform, który nie potrafi skonstruować zdania od początku do końca. I co wtedy? O przewagach intelektu nad fizycznością pisałem tylko w kontekście tego, że takie reportaże rzadko przedstawiają nam faktyczny obraz człowieka, a tylko pewien wymiar jego „fizycznego” sukcesu. Nie powinno to być dla nas wyznacznikiem czegokolwiek.

  19. Luca Autor wpisu

    Ba. Cóż jednak, kiedy to nie reportaże mnie niepokoją, ale realni, znani mi „osobiście” (znaczy czasem przez internet) ludzie?
    Notabene przypomniało mi się, Mon Ami, że prawie zawsze, kiedy się widzimy, chwalisz mój wygląd. I jak tu nie przywiązywać wagi? ;)

  20. Sykofanta

    Dawno się nie widzieliśmy, więc jak się w końcu spotkamy, to obiecuję nie pochwalić Twojego wyglądu. Powiem: „Jej! Jesteś tak strasznie zaniedbana, że chyba całymi dniami musisz przymioty ducha i umysłu rozwijać! Aż się chce od razu z Tobą rozmawiać na wysublimowane tematy!” :p

  21. synafia

    @Luca „Widzisz, Sykofanto, ja coraz częściej widzę wokół siebie takie kobiety. Pracujące na pełen etat (w sensie czasem w domu, ale i tak dużo pracujące), zajmujące się dziećmi, mężem, do tego piękne, zadbane i mające w domu porządek, w pończoszkach, kurczę, i prosto od fryzjera.”

    Łomatkojedynko, gdzie? Gdzie Ty takie kobiety widzisz? Ja takich w życiu na oczy nie widziałam i dzięki Bogu :)

  22. Luca Autor wpisu

    Ot, choćby Królowa Nocy zdaje mi się takim ideałem. Pracująca w pełnym, a czasem ponadpełnym wymiarze godzin, doglądająca pociech, śliczna i zadbana, a co do niej wpadnę, to ma porządek i czysto. Jedyna pociecha, to że ciast chyba nie piecze! ;)

  23. Królowa Nocy

    Jakaś taka ta dyskusja chaotyczna i właściwie nie wiadomo o czym, ale poczułam się wywołana do tablicy, to zabiorę głos. Miło mi, że dla kogoś jestem ideałem – nie ma takich ogólnych ideałów, można być tylko dla kogoś ideałem. Ja się uważam za dobrą matkę, ale idealną na pewno nie jestem, idealne nie wrzeszczą na dzieci, mi się to zdarza ;)
    Ładnie wyglądać owszem, lubię, też nie według jakiegoś wzorca, tylko tak, jak mi to wystarcza – a to z prostego powodu – jak patrzę w lustro i widzę, że nie wyglądam dobrze, to mi to rzutuje właśnie na „chcenie”, jak się czuję brzydka, mam brudne włosy czy coś, to i mniej mi się chce wszystko inne. Dlatego chodzę do dobrego fryzjera, który mnie obcina tak, że nie muszę się długo czesać i nie muszę za dużo myśleć, co mam na głowie, bo wiem, że jest dobrze. Lubię mieć porządek, dlatego, chociaż pracuję w wielkiej korporacji (choć nie w dziale PR ;) to zdarza mi się po pracy myć podłogę, wstawiać pranie, zmywać i tak dalej. Ale często w sobotę leżę długo w łóżku, w domu jest pierdolnik, bo dzieci wszystko rozwalają i mi to nie przeszkadza… przez pewien czas. Bo wiem, że muszę sobie dać trochę lenistwa, zresetować się. Też jest sporo rzeczy, które bym chciała zrobić, a mi się nie chce, nie mam czasu czy pieniędzy. Iść na kurs tańca, pochodzić na basen, częściej chodzić do kina czy na wystawy. Czasem mnie to gryzie, ale wiem, że pewnych rzeczy nie przeskoczę, więc też się nie zadręczam tym bardzo. Staram się żyć tak, żeby móc sobie powiedzieć wieczorem: to był dobrze przeżyty dzień. A czy jestem w tym dla kogoś ideałem czy wręcz przeciwnie – nie obchodzi mnie to, bo i tak nigdy wszystkich nie zadowolę. Ważne, by byli ze mnie zadowoleni ci, na których mi zależy, którzy są ode mnie zależni. I tyle.

  24. synafia

    @Królowa

    Z tego opisu wnioskuję, ze jesteś zupełnie normalną kobietą, a nie wielofunkcyjną maszyną do robienia „ping!” – a z taką maszyną mi się właśnie kojarzy „ideał”, co to „wszystko u niego błyszczy, świeci i jak w zegarku chodzi”.
    Czyli że git jest :)

  25. Tao

    Przeczytałem tę dyskusję i jak Królowa uważam, że jest chaotyczna i nie wiadomo o czym.

    Czego się Luce nie chce? nie chce jej się tego, co chcą inni? To chyba nie można inaczej. My chcemy jednego, inni chcą czegoś innego – ekonomia się toczy :D
    Dla mnie sprawa z chceniem jest prosta. Chcę to robię, nie chcę to nie robię. A jak chcę dwóch sprzecznych rzeczy, to się zastanawiam, która jest dla mnie lepsza i która bardziej mi się podoba i tą robię.
    Luca pisze, że chce pisać, zarabiać, podobać się i być szczęśliwa. Czy musi chcieć więcej? Na pewno nie. Ale może chce chcieć więcej, bo uważa, że powinna.
    Może ktoś mądrzejszy mi powie jak to jest? Co?

  26. lavinka

    Ale dlaczego od razu brak ambicji.
    Jesteś jedną z bardziej ambitnych osób, jakie znam. Tylko Twoje codzienne ambicje nie mieszczą się w utartych schematach, nic więcej. Ba! Ty jesteś ambitna prawdziwie, czytasz, interesujesz się światem, dyskutujesz, myślisz.

    Myślenie to ostatnio bardzo niemodna ambicja, a szkoda, wielka szkoda.

  27. taulsetub

    Just want to say what a great blog you got here!
    I’ve been around for quite a lot of time, but finally decided to show my appreciation of your work!

    Thumbs up, and keep it going!

    Cheers
    Christian, iwspo.net

Możliwość komentowania jest wyłączona.