Blondynka do niczego.

Czego nie tknę, to schrzanię.

Nadaję się do: spania, imprezowania, grania w głupie gry i czytania książek. Do reszty ni w ząb. Nie wiem, nie ogarniam, nie umiem. Pisanie idzie mi jak po grudzie. Mam temat, który mi zupełnie nie leży. Przez pół roku pisałam coraz to nowe teksty o tej branży i już naprawdę nie mogę. Dwa dni – osiem akapitów, porażka.

W domu bałagan. Trochę ogarniam, trochę piorę/chowam/wycieram, ale nie mam do tego zapału. Właśnie wzięłam się za zmywanie i w idiotyczny sposób stłukłam kieliszek. Zgoda, to są bardzo cienkie kieliszki i już i tak długo wytrzymały, ale kurde. Niewiele wcześniej, zdejmując z tablicy kolczyki, które chciałam założyć, upuściłam jeden z nich. Upadł nie na podłogę, a na stare żaluzje, które leżą pod ścianą, bo od jesieni nie mogę się zdecydować, czy je wyrzucić. Czubek szklanego kolczyka odłamał się i ze środka wysypał się piasek z szalenie egzotycznej wyspy gdzieś na końcu świata (jak dla mnie przynajmniej). W ten sposób już nie mam pięknych pamiątkowych kolczyków, otrzymanych od kogoś, kto już nie utrzymuje ze mną kontaktu.

W domu ciemno, bo na niebie chmury i deszcz. Może jestem meteopatą czy coś i stąd ten nagły dołek. Ale bądźmy szczerzy – od tygodni robię niewiele. Gotuję (nie zawsze), piorę (nie codziennie), niemrawo szukam zleceń (coś tam się klaruje, ale zdecydowanie za mało).  Nie robię makijażu. Siedzę przy komputerze albo z książką i czuję, jak czas przecieka mi przez palce. Dziś chciałam wstać wcześniej i się ogarnąć: wziąć prysznic zamiast godzinnej kąpieli, pracować od rana, odkurzyć mieszkanie.

Dupa, proszę państwa.

9 myśli nt. „Blondynka do niczego.

  1. Josh

    Drobnostki, wolałabyś aby było odwrotnie? Dobra w gotowaniu, sprzątaniu, robieniu makijażu? Przypomniał mi się napis na lodówce u jednej ze znajomych: „Tylko nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy”. :)

  2. lavinka

    Ja mam przynajmniej wymówkę, migrena mnie męczy od rana(coś jednak zrobiłam, wydałam 150zł w Tesco, niestety nic ciekawego dla statystycznego zjadacza chleba). ;)

    Ale i tak pogodę uznaję za cudowną, po upałach zeszłotygodniowych. Może dlatego nie frustruje mnie zmniejszona ilość zleceń(dzięki temu mogę się chwilami pobyczyć) i bałagan w domu(posprzątam po remoncie w lipcu). Staram się mieć odpowiednią perspektywę, którą polecam. Co do historii typu „stłukłam, „popsułam”, to się już dawno oduczyłam przywiązywać do rzeczy martwych, dzięki czemu nie żal mi śmieci, jak się zniszczą. Ale dochodziłam do tego latami, dlatego poniekąd rozumiem żal po kolczykach. Tygodniami opłakiwałam stłuczony kubek. Od tamtej pory staram się nie mieć ulubionych kubków. Byle jakich mniej żal, a tłuką się regularnie na zmianę z talerzami :)

  3. Królowa Nocy

    @Josh Ale głupi komentarz. Przecież Luka jest dobra w gotowaniu, sprzątaniu i robieniu makijażu. Chwilowo jej się nie chce, nie ma energii, ochoty i zapału, ale to minie i będzie znów dobrze. I to jest kobieta, która nigdy nie będzie nudna, nawet jak będzie mieć nieskazitelnie czysty dom.

  4. Luca Autor wpisu

    @Josh: tak, wolałabym mieć posprzątany dom i zrobiony makijaż, a jeśli nie mam, to chociaż wiedzieć, ze robiłam w tym czasie coś ciekawego. A chwilowo jestem nudną kobieta z brudnym domem i nawet nie to mnie dobija, tylko świadomośc, że mogę coś z tym zrobić, ale nie robię.

    @Królowa: dzięki, no ale obawiam się, że jak wyżej ;)

    @Lav: ale ja lubię mieć ulubione przedmioty i własna niezdarność mnie wkurza :(

  5. Josh

    @Królowa
    Może trochę za skąpo wyraziłem swoje myśli, ciupkę lepiej było by gdybym wstawił słowo ‚tylko’ między ‚”Dobra”, a „w”.

    @Luca
    Znam ten stan. Warto zwrócić uwagę na użyte słowo „chwilowo”! Choć „nudna” zupełnie do Ciebie nie pasuje, nawet teraz! :) I jaki znowu brudny dom? Chyba, że wydarzyła się jakaś katastrofa, o której nic nie wiem? :>

  6. ?!MiSzA!?

    Głowa do góry Luca. Ja mam tak w pełnym wymiarze czasowym. Już nawet z tym nie walczę. Wszystko leci mi z rąk, o wszystkim przypominam sobie w ostatniej chwili lub wcale, zawsze się co coś uderzę, coś zgubię albo przegapię. Ostatnio wpadłem do firmowej kantyny, otworzyłem szafkę, gdzie zwykle 3mam plecak z szamaniem i uświadomiłem sobie, że dziś nie miałem czasu zawadzić o kantynę przed pierwszym gwizdkiem i plecak jest w biurze. Poszedłem do biura, wróciłem do kantyny (czas przerwy leci), otwieram plecak, by stwierdzić, że szamę zostawiłem dzień wcześniej w kantynianej lodówce. No rozp…ony jestem, co tu dużo gadać.

Możliwość komentowania jest wyłączona.