Święta trójca* w Stuwieżnej

Tytuł bezwstydnie ukradziony Zubilowi. Lepszego nie wymyślę.
Święta trójca to Izu, Kain i ja. Z przewagą trójcy raczej, niż świętości.

Jestem Polką i kocham mój kraj. Dlatego wizyta w czeskiej Pradze prócz tego, że była zachwycająca, zostawiła mi w duszy pewien smutek.
Bo tak: w Pradze woda w kranach jest smaczna, z gór poprowadzona, zdrowsza niż niejedna mineralna z butelki. W Pradze piwo jest tańsze i lepsze, i wolno je pić w miejscach publicznych, a mimo to nie widuje się jakoś grupek pijanych wandali. Każdy pracownik niższego szczebla zarabia wystarczająco, żeby sobie zjeść obiad w knajpie, jeśli mu się akurat nie chce ugotować. W każdym Albercie stoi maszyna do oddawania butelek i żadna kasjerka nie patrzy krzywo, że masz ich za dużo albo z innego sklepu. Stoją też młynki do kawy, co mnie ostatecznie rozłożyło, bo jeśli już kawa, to tylko dobra i świeża. Na gotowych kanapkach obok daty ważności jest napisane, jaki to dzień tygodnia – taki drobiazg, a jak ułatwia życie. Ochroniarz na dworcu zatrzymał nas w drodze do kolejki po bilet i wskazał inną, pustą kasę, żeby nam było łatwiej i szybciej. I tak dalej.

W dodatku pierwsze słowa, jakie usłyszeliśmy od czeskiej pani konduktor, tuż po tym, jak nam z uśmiechem sprzedała bilety, brzmiały: – „Zaraz będziemy mieli tam z tyłu pusty wagon, to sobie idźcie tam i usiądźcie.” Pierwsze zaś, co w drodze powrotnej rzekł do nas konduktor polski (tuż po tym, jak Izu otworzyła drzwi, żeby go zapytać o bilety), brzmiało:  -„No i takie, kurrrwa, otwieranie i zamykanie!”

Poza tym było cudnie. Cztery dni w gościnie u Zubila, który  po pierwsze zna chyba na pamięć historię tej części Europy wraz z szerokim kontekstem kulturowym (nie pamiętam jednej dziesiątej tego, opowiadał nam podczas zwiedzania miasta), po drugie robi fantastyczne śniadania, po trzecie jest niesamowicie pozytywnym człowiekiem, dzięki czemu cały wyjazd był kolorowy, ciepły i magiczny. Cztery dni picia czeskiego ciemnego piwa – hell yeah! I łażenie po Pradze, która jest drugim najpiękniejszym miastem świata (choć widziałam tylko dwa zagraniczne, więc nie powinnam się wypowiadać). Zakochałam się w niej podczas pierwszej wizyty i teraz spotkałam się z nią ponownie, z przyjemnością odkryłam, że dalej się lubimy i pogłębiłam znajomość. Miasta są jak ludzie.

Kainowi Praga się podobała, szczególnie zadowolony był z dobrego piwa i tego, że można je legalnie pić nad Wełtawą lub w pociągu. Ciąganie po kościołach i cmentarzach zniósł dzielnie. Z tego miejsca nie przepraszam, że trzeba było mnie siłą wyciągać z katedry św. Wita, która mnie urzekła, podbiła i zawłaszczyła. Nadal nie wiem, jakim cudem nie padłam tam na kolana i nie przyrosłam tymi kolanami już na zawsze. Pewnie tylko dlatego, że wówczas modlitwa, jaką wzniosłam, nie miałaby szans się spełnić.


W fotograficznym skrócie:

7 myśli nt. „Święta trójca* w Stuwieżnej

  1. Zubil

    Cieszę się, że bawiłaś (bawiliście?) się równie dobrze co ja. A śniadania współtworzyła Izu. Więc i jej się kreditsy należą ;)

  2. ?!MiSzA!?

    System zwrotu butelek w Czechach i na Słowacji to prawdziwe błogosławieństwo. Niejednokrotni tylko dzięki temu mieliśmy za co zalać auto w drodze powrotnej.

    Rozumiem, że Praga jest drugim najpiękniejszym miastem po stolicy naszego kraju niezadowolonych ludzi…?

  3. Luca Autor wpisu

    @Misza: nie, drugim po Paryżu. Ale Warszawę, jak wielokrotnie powtarzałam, najmocniej kocham :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.