Weekend na działce

Rodzice Szwagra mają fajną działkę kawałek za Zegrzem. Jest las, rzeka, ogród i w ogóle wszystko, co trzeba. Raz na jakiś czas Siostra z mężem zapraszają i wtedy zawsze psuje się pogoda – w sumie tylko czekać, aż zabronią mi przyjeżdżać, żeby mieć choć kawałek słońca ;)

Tym razem zrobiliśmy ognisko, trochę poślubne, a trochę świętojańskie, ale najbardziej – kameralne, kiełbaskowe, piwne i rodzinne. Jako rozpałka świetnie posłużyły stare sanki. A przed i po ognisku był badminton, gotowanie na butli gazowej, mycie głowy pod pompą, leżenie na hamaku, dziecięce przytulanki i kłótnie, kawa pita leniwie pod gołym niebem… Od badmintona mnie i Harrego bolą ręce (obie prawe), Najmłodsza narzekała na bark, a Kainowi, który odbijał lotkę bite dwa dni, nic nie jest.

Po powrocie okazało się, że na nic nie mam czasu. I tyle na razie na ten temat, bo czasu nie mam ;-)

Zdjęcia zrobiła Haruko.