Co to ja chciałam?

Miałam jakiś pomysł na notkę, ale zupełnie zapomniałam. Ale ponieważ w tym blogu generalnie chodzi o to, żeby pisać, co u mnie, to tak właśnie zrobię.

Doszłam do wniosku, że jeśli nie chcę się zaprzedać korpo (a bardzo nie chcę), to muszę sobie znaleźć dodatkowe zajęcie. Jeden zawód zdecydowanie bowiem nie dostarcza pożądanej ilości środków materialnych. Toteż teraz piszcie do mnie nie tylko wtedy, kiedy macie do ogarnięcia jakieś teksty, korekty albo fejsbuki, ale także wtedy, kiedy macie dziecko. Szlify zdobywałam od szesnastego roku życia, a trenowałam niekiedy i na piątce na raz, więc bez krępacji.

Pomysł jest dobry, w tym tygodniu dwa dni byłam nianią i trzy copywriterką (tak, wiem, że jest czwartek, ale odziedziczyłam po mamie klucz do międzyczasu). Oby tak dalej, to może mój bank znów mnie polubi. Mam też bliższe cele – w następny weekend zamierzam być w górach, których zawsze mi mało, w towarzystwie, którego też mi zawsze mało. Trzymajcie kciuki za pogodę…

2 myśli nt. „Co to ja chciałam?

  1. Harry

    Wiem o czym mówisz, w moim przypadku nawet trzy zawody potrafi być za mało, zlecenia po prostu chodzą własnymi drogami

Możliwość komentowania jest wyłączona.