Naprawa gwarancyjna w HP

Jak pewnie pamiętacie, pod choinkę dostałam od Kaina netbook. Śliczne, czerwono-różowe HP Mini dostało żeńskie imię Lulu. Lulu od początku była wyjątkowa – sprowadzona z Anglii przez polską firmę, z klawiaturą, która wygląda na turecką. Dość szybko przyzwyczaiłam się do innego układu znaków i wszystko było OK – do czasu. Pewnego dnia, praktycznie bez powodu, twardy dysk poszedł się… kochać. Zadzwoniłam do serwisu, a właściwie punktu przyjęć (który, jak się okazało, mam niedaleko), po czym zawiozłam moją niepełnosprawną Lulu i oddałam w ręce miłego pana. Miły pan przyjął zgłoszenie, powiedział, że gwarancja na pewno to obejmuje, że wyśle gdzie trzeba, dał mi jakiś papier i obiecał zadzwonić, jak będzie po operacji.

Faktycznie, po dwóch tygodniach odebrałam telefon, „Pani laptop jest gotowy do odebrania”, pojechałam, sprawdziłam, czy się uruchamia… i zobaczyłam powitanie po włosku. Ale że miły pan akurat rozmawiał przez telefon, a ja się nie znam i pomyślałam, że to pewnie łatwo można zmienić – wyłączyłam netbook, zabrałam, pomachałam panu łapką i poszłam.

Następnie Kain spędził parę dni na próbach zmiany języka w systemie. Po wielu próbach udało się połowicznie. Rozważałam przez chwilę powrót do serwisu, ale myśl o kolejnych dwóch tygodniach trochę mnie zniechęciła. Postanowiliśmy więc po prostu zainstalować nowy system, po polsku, korzystając z faktu, że przecież mamy klucz – naklejony na spodzie komputera. Zabrałam Lulu do Tomka, który jest jedynym w rodzinie informatykiem od różnych takich spraw technicznych, a tam… wyszło na jaw, iż zapisany na laptopie klucz wcale nie pasuje do zainstalowanego systemu.

Podsumowując, serwis gwarancyjny HP w miłej atmosferze i rozsądnym terminie wymienił twardy dysk, po czym zainstalował system w złym języku i nie dając klucza.

Jestem niepocieszona i nadal nie mam komputera.

3 myśli nt. „Naprawa gwarancyjna w HP

  1. R.B.

    Niestety, tak jest z serwisem. Naprawa gwarancyjna to dla nich czysta strata czasu – płatne naprawy to już dawno było ponad 100 zł/godz.
    Moim zdaniem – wracaj do nich ze sprzętem, bądź wredna i niezadowolona, rządaj wgrania systemu, dołączenia właściwego klucza i przeprosin. Jak będziesz dla „miłych” panów wystarczająco uciążliwa, drugi raz nie zchrzanią.
    Trudno, trzeba zarobić sobie na opinię „zróbcie dobrze sprzęt tej baby, żeby trzeci raz nie przyszła”.
    Najlepiej sprawdza się typ twardej biznies-women, albo wiecznie zajętej uzrędniczki :-)

    I koniecznie odbierając SPRAWDZASZ!

  2. R.B.

    Jak wymienily dysk, to już z systemem można robić, co się chce… Tomka Pozdrawiam!.

    To jaki masz teraz system wgrany?
    (pytam z zawodowej ciekawości, bo staram się obserwować sytuację w tym temacie)

Możliwość komentowania jest wyłączona.