Miesięczne archiwum: Wrzesień 2010

Naprawa gwarancyjna w HP

Jak pewnie pamiętacie, pod choinkę dostałam od Kaina netbook. Śliczne, czerwono-różowe HP Mini dostało żeńskie imię Lulu. Lulu od początku była wyjątkowa – sprowadzona z Anglii przez polską firmę, z klawiaturą, która wygląda na turecką. Dość szybko przyzwyczaiłam się do innego układu znaków i wszystko było OK – do czasu. Pewnego dnia, praktycznie bez powodu, twardy dysk poszedł się… kochać. Zadzwoniłam do serwisu, a właściwie punktu przyjęć (który, jak się okazało, mam niedaleko), po czym zawiozłam moją niepełnosprawną Lulu i oddałam w ręce miłego pana. Miły pan przyjął zgłoszenie, powiedział, że gwarancja na pewno to obejmuje, że wyśle gdzie trzeba, dał mi jakiś papier i obiecał zadzwonić, jak będzie po operacji.

Faktycznie, po dwóch tygodniach odebrałam telefon, „Pani laptop jest gotowy do odebrania”, pojechałam, sprawdziłam, czy się uruchamia… i zobaczyłam powitanie po włosku. Ale że miły pan akurat rozmawiał przez telefon, a ja się nie znam i pomyślałam, że to pewnie łatwo można zmienić – wyłączyłam netbook, zabrałam, pomachałam panu łapką i poszłam.

Następnie Kain spędził parę dni na próbach zmiany języka w systemie. Po wielu próbach udało się połowicznie. Rozważałam przez chwilę powrót do serwisu, ale myśl o kolejnych dwóch tygodniach trochę mnie zniechęciła. Postanowiliśmy więc po prostu zainstalować nowy system, po polsku, korzystając z faktu, że przecież mamy klucz – naklejony na spodzie komputera. Zabrałam Lulu do Tomka, który jest jedynym w rodzinie informatykiem od różnych takich spraw technicznych, a tam… wyszło na jaw, iż zapisany na laptopie klucz wcale nie pasuje do zainstalowanego systemu.

Podsumowując, serwis gwarancyjny HP w miłej atmosferze i rozsądnym terminie wymienił twardy dysk, po czym zainstalował system w złym języku i nie dając klucza.

Jestem niepocieszona i nadal nie mam komputera.

Błąd: brak mózgu

Obudziłam się o jedenastej z minutami, spojrzałam na zegarek i spanikowałam, że zaraz przyjdzie gość, a ja dopiero wstaję.
Error: gość jest zapowiedziany na jutro.

Podczas zabiegów toaletowych przypomniałam sobie, że mój brat miał w poniedziałek odebrać swoje rzeczy, a jest czwartek, do licha, i co on sobie wyobraża.
Error: odebrał przedwczoraj.

Włączywszy komputer, napisałam wiadomość do Kaina.
Error: kliknęłam „anuluj” zamiast „wyślij”.

Wszystko na trzeźwo i po kawie. Boję się tego dnia.