Zła żona

Na zachodzie bez zmian, czyli głównie mnie nie ma. To znaczy jestem, ale przedpołudniami, kiedy mój luby siedzi w pracy. Potem wychodzę do swojej pracy albo do mamy (kot chory, trzeba podawać kroplówkę), albo jeszcze gdzieś. Zeszły weekend spędziłam na Mazurach, przyszły zamierzam spędzić w Krakowie i Beskidach. Czyli cała ja, w rozjazdach kiedy tylko można, w doborowym towarzystwie, walizki moje pełne snów i tak dalej.

Natomiast coraz milej jest wracać. Do domu, do mojego męża, który moją nieobecność wykorzystuje zazwyczaj, żeby sobie wreszcie w spokoju pograć. Sama nie wiem, czy to jest dobry sposób na życie – odpoczywać osobno. Ale ja naprawdę relaksuję się w ruchu, w podróży, w poznawaniu ludzi, on zaś raczej na siedząco i w samotności. Mamy oczywiście wspólne płaszczyzny, godziny spędzone razem na tym, co lubimy oboje. Mamy też wspólne wyjścia do ludzi, których wyraźnie bawi nasz sposób bycia. Nas też bawi, czyli chyba jest dobrze :)

Jutro znów wsiądę do pociągu, włożę słuchawki w uszy, Eddie Vedder mi zaśpiewa: „on bended knee is no way to be free”. Lubię to.

3 myśli nt. „Zła żona

  1. Alquana

    Ja myślę, że to jeden z lepszych sposobów relaksu, kiedy dwoje ludzi może sobie spędzać czas osobno, jak chcę, bez wyrzutów sumienia (chciałabym!). A jak nie chce, to mają pomysły na spędzanie go razem.

    I zupełnie nie widzę powodu dla takiego tytułu :)

  2. ylka

    Jeśli oboje jesteście zadowoleni, to myślę, że to jest dobry sposób na życie. U mnie i Argasa jest odwrotnie; to jego roznosi energia, a ja chętnie spędzam czas w samotności. I – co może dziwne – to ja się czasem czuję jak ta „zła żona”…

  3. Bluszczyk

    Zazdroszczę :) Ja miałam nadzieję na takie podróżowanie z moim Małym, ale życie zmieniło moje plany :/
    Tak czy inaczej nie wiem, czemu miałabyś robić sobie jakiekolwiek wyrzuty… Skoro obojgu wam to pasuje, to czemu nie? :D

Możliwość komentowania jest wyłączona.