Góry, które miały być Beskidami

…okazały się Tatrami. Ja nie narzekam, mnie można za rączkę zaprowadzić w każde piękne, wysoko położone miejsce i będę szczęśliwa.

Jeszcze jak.

W Tatrach zima, na całej połaci śnieg. I lód. Gdyby nie kijki, byłoby kiepsko, a tak było dość spokojnie. I bardzo, bardzo, bardzo pięknie. Słońce i wiatr, mnóstwo światła, ciepło. Wspięłam się na małą skałę i okazało się, że trudniejsze jest zejście. Pierwszy raz byłam w nocy tak wysoko w górach i patrzyłam na gwiazdy. Bardzo mi ciężko wrócić, w głowie wciąż jestem tam. Nad stawem, w schronisku, przy ścieżce pod kosodrzewiną, w autobusie, w powrotnym pociągu.

Najlepszy dźwięk weekendu: grzechot lodu w stawie, taki sam, jaki wydają kostki w szklance, tylko dużo głośniejszy.
Najlepsze miejsce: ostatni punkt widokowy w lesie.
Najlepsze zdanie: „Lubię chodzić z panią po górach”.


I jeszcze piosenka weekendu.

9 myśli nt. „Góry, które miały być Beskidami

  1. Pingback: whenever we strike back, we anly do this for fun | My own equilibrium v. 2

  2. R.B.

    „W hałas miast, w ulic nurt, w pisk klaksonów i kół –
    powracamy, choć tam próżno szukać nam miejsca.
    Opuszczamy już szczyt, opuszczamy się w dół,
    zostawiając wśród gór swoje serca.”

    A tak w oryginale:

    „И спускаемся вниз с покоренных вершин,
    Оставляя в горах, оставляя в горах свое сердце.”

    Wysocki, oczywiście

Możliwość komentowania jest wyłączona.