Księżniczką być

Dużo wpisów na blipie taguję „księżniczka”. Na pół ironicznie, bo są to albo kaprysy blondyneczki, albo blipnięcia o tym, jak to mi się paznokieć złamał lub coś zaszkodziło mojej, faktycznie wrażliwej, skórze. Tendencja się jakoś przyjęła i teraz czasem różni ludzie mi księżniczkują, co jest przeurocze, choć na pewno niezdrowe dla mojego rozbuchanego ego. Czymże by jednak była księżniczka bez swojego dworu?

I tu dochodzimy do sedna, a mianowicie do tego, że aby księżniczką być, trzeba mieć po temu możliwości. Słabo się człowiek wczuwa w tę rolę podczas, dajmy na to, malowania ścian, wymiany żarówki, dźwigania zakupów i tak dalej. Nie żeby mój domowy książę był tak od razu pierwszy do wymiany żarówki, ale faktem jest, że odkąd jesteśmy razem, delikatnieję sobie z dnia na dzień. Podział ról jest u nas taki, że to ja jestem od planowania i główkowania, on zaś odciąża mnie w mniejszych, codziennych rzeczach. Fajnie jest mieć kogoś, kto zrobi i poda herbatę, przygotuje kąpiel, przyniesie zakupy, wymasuje plecy… No więc tak siedzę sobie i kapryszę, a dla równowagi mam na głowie całą logistykę. Myślę, że to dość uczciwy podział :)

Niepokojące jest tylko to, że ogromnie się przyzwyczaiłam do tej korony na głowie i jeśli kiedyś będę musiała ją szybko zrzucić – jak nic będzie bolało.

5 myśli nt. „Księżniczką być

  1. R.B.

    Taki podział ról, przy którym każdy robi to, co bardziej lubi (i potrafi) to ideał. Gratuluję.

    Zawsze lubiłem tę piosenkę. Że z musztardówk nie pijesz, to wiem. Ale spałaś kiedy na stokrotkach???????
    I raczej – nie mdlej z wrażliwości, to teraz niepraktyczne :-)

  2. Luca Autor wpisu

    Ba, ja nawet nie mam musztardówki. Na stokrotkach nie spałam, ale, z drugiej strony, na sianie też nie ;)

    1. R.B.

      „Romantyczny” wiejski nocleg na sianie jest przereklamowany. Różne badyle drapią i gliglają, żywina wszelka po człowieku łazi, a miewa łapek od 4 do stu! Obudzić się można w towarzystwie kota (zapchlonego) – albo z krowim pyskiem na brzuchu. (Wersje o przebudzeniu w towarzystwie rumianych Marysiek wkładam między bajki napalonych czternastolatków). W sumie: stanowczo księżniczkom nie polecam, i wogóle współczesnemu człowiekowi wychowanemu w miejskiej cywilizacji. Zawsze wolałem własny namiocik – choćby kilometr za wsią.

  3. Królowa Nocy

    Heh, a ja właśnie marzę o związku z odwrotnym podziałem ról. Że ja nie będę mieć na głowie całej logistyki (a przynajmniej choć część mniej). W zamian mogę robić dyniowe muffinki, zmywać, odkurzać, takie różne. Oczywiście też nie ciągle i nie bez przerwy, ale mnie dużo, dużo bardziej męczy to ciągłe poczucie „wszystko jest na mojej głowie” i podziwiam Lucę że tak planuje, głó∑kuje, ustala, załatwia i jej dobrze z tym.

  4. Luca Autor wpisu

    @Królowa:
    to nie jest do końca tak, że ja to lubię, ale mam tak zaawansowane poczucie odpowiedzialności,że prawdopodobnie nawet, gdyby ktoś to robił za mnie, i tak bym po nim sprawdzała… A skoro już ja to robię, to fajnie, że w małych rzeczach jestem odciążana :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.