Skutki uboczne

Z pewną fascynacją odkrywam reminiscencje wejścia w związek małżeński, które nigdy by mi nie przyszły do głowy. Na przykład mówię w towarzystwie (albo piszę na blipie), że mój facet to czy tamto. I w ciągu pięciu sekund pięć osób mnie karci: „MĄŻ! Masz męża, a nie faceta!”. No doprawdy, to co, przestał być facetem? A ja kobietą, skoro już przy tym jesteśmy? I teraz mam każdą wzmiankę o Kainie rozpoczynać od słów „mój mąż”? Trochę jakby pretensjonalne.

Druga rzecz, dość zabawna, to fakt, że najwyraźniej jako kobieta zamężna stałam się znacznie mniej atrakcyjna ;) To powinno było, jak mi się zdaje, nastąpić w chwili, kiedy zaczęłam być w związku. Ale nie, jakoś teraz dopiero. Wynikałoby z tego, że związek nie potwierdzony podpisem i obrączką jest kompletnie nieistotny, natomiast z chwilą złożenia tego podpisu staje się wtem i nagle ważny i nierozerwalny. No nie wiem, dla mnie osoba zajęta to osoba zajęta, nieważne, czy jest zaręczona, poślubiona, czy też jest tzw. kociołapką. A nawet, wyobraźcie sobie, jeśli ma nieformalnego partnera na drugiej półkuli.

Trzecia ciekawostka dotyczy tego, że nagle słowa „masz męża” stały się odpowiedzią na wszystko. „To fajny facet” – mówię. „Ale ty masz męża!” Mam zły nastrój. „Ale masz męża!” Wyjechałabym gdzieś. „A mąż? Męża masz.” I tak dalej.

Tak, mam męża i – serio – zdaję sobie z tego sprawę. Zauważyłam, pamiętam, rozumiem, czaję, jarzę, kąsam fabułkę. Naprawdę. I jestem bardzo szczęśliwa, że jesteśmy z Kainem małżeństwem.

Tylko, wiecie, jakoś nie uważam, żeby to mnie już do końca życia definiowało. Ani też żeby miało mi wystarczyć na zawsze. To – przepraszam, jeśli komuś rozwieję złudzenia – nie jest tak, że kobieta, która ma męża, nie posiada już w życiu innych ambicji, problemów, planów i sympatii. A jeślibym tak miała, to coś mi się zdaje, że byście mnie nie kochali.

45 myśli nt. „Skutki uboczne

  1. Nailini

    Boże, święte słowa. U mnie jest „bo masz narzeczonego” i „ale przeciez wychodzisz za maz za chwile!”
    Jakaś paranoja. Fakt, że wychodzę za mąż zmieni w moim życiu wyłącznie nazwisko, nic innego.

  2. Królowa Nocy

    Jakby ci to powiedzieć. Nikt nie mówi, że mąż jest receptą na całe zło świata. Ale ci, co tego męża (niezależnie czy na papierze, czy nie), może by chcieli. A fajnych facetów jest trochę mało na tym świecie, więc nie dziw się, że jak chcesz mieć ich wielu, to nie wszystkim się to podoba.

      1. Luca Autor wpisu

        A tak serio, to ludzie nie są przedmiotami, nie można ich mieć, zabrać komuś lub oddać. Sami za siebie decydują. Można, oczywiście, być dla nich bardziej lub mniej miłą. Można też z czystego altruizmu chodzić w worku na głowie albo się do kogoś nie odzywać. Ale jakoś mnie to nie pociąga…

        1. Królowa Nocy

          Zdanie nr 1. „Druga rzecz, dość zabawna, to fakt, że najwyraźniej jako kobieta zamężna stałam się znacznie mniej atrakcyjna ;)”
          i
          Zdanie nr 2 „No nie wiem, dla mnie osoba zajęta to osoba zajęta, nieważne, czy jest zaręczona, poślubiona, czy też jest tzw. kociołapką”

          czy z drugiego zdania nie wynika pierwsze? nawet jak deklarujesz „otwarty związek”, to dla niektórych -> patrz zdanie nr 2
          a między „chodzeniem w worku na głowie” a „flirtowaniem” jest spora przestrzeń

          1. Luca Autor wpisu

            Nie wiem, czy wynika. Nie chciałam tu wchodzić w temat wolnego związku, ale zjawisko, o którym piszę, działa niezależnie od tego, czy ktoś wie o tym wolnym związku, czy nie wie. To trochę dziwne imo.

            Tak, jest spora przestrzeń. Przyznaję. Coś z tego wynika?

  3. Alquana

    Primo. Dla Ciebie pretensjonalne jest „mój mąż” – a „mój facet” to mniej pretensjonalne? Jak dla mnie na tym samym poziomie :) a wzmiankę możesz rozpoczynać po prostu od imienia, najprościej.
    Secundo. Jesteś zajęta dość konkretnie, bo o ile związek kociołapkowy można – w powszechnej opinii – odkręcić jednym kiwnięciem palcem i zacząć od nowa z kim innym, a do odkręcenia małżeństwa to jednak trzeba więcej zachodu i czasu, facetom aż tak się nie chce starać ;p
    A z trzecim się zgadzam :)

    1. Luca Autor wpisu

      Kochana, to Ty nie wiesz, że jak laska pisze wciąż „mój mąż”, to się tym mężem non-stop CHWALI? ;P
      A od imienia tez można. Wszystko można, a ja staram się, żeby moje wypowiedzi były choć troszkę różnorodne. Dlatego piszę czasem „Kain”, czasem „mój chłopak”, „facet”, a czasem „mąż”. I ten właśnie wybór chcę mieć.

      Ad. secundo: jestem zajęta tak samo, jak przed ślubem. Ani bardziej, ani mniej.

      1. Alquana

        Kochana, w MOIM wieku się chwali facetem, w TWOIM się chwali mężem ;p *przytyk, przytyk*

        Ad. Ad. secundo – ale ja wiem, że Ty się czujesz dokładnie tak samo zajęta, ja piszę, jak to w _przeciętnym_ męskim ptasim móżdżku wygląda. Ma faceta? E, nie ma takiego wagonika, prawda. Ma męża? O, to cięższa sprawa, trzeba przemyśleć, czy warto.

        1. Luca Autor wpisu

          a że nie warto, to wiadomo, pierwsze miejsce zajęte, puchar nieprzechodni.

  4. Lichurec

    „Na przykład mówię w towarzystwie (albo piszę na blipie), że mój facet to czy tamto.”

    Poprawka: mówisz / piszesz „twój chłopak”.. Nie masz chłopaka – masz mężczyznę / męża / faceta… Mąż jest „związkowym”, sformalizowanym odpowiednikiem chłopaka.. Taki chłopak na wyższym levelu.. O „faceta” nikt się nie czepia (a przynajmniej nie zauważyłem)..

    1. Luca Autor wpisu

      Napisałam już wyżej, że piszę różnie. I – owszem – nie zauważyłeś ;)

      1. Lichurec

        Ok – inaczej – nie widziałem, aby ktoś się czepiam „faceta”..

        Sam – raz jeden zwróciłem uwagę, gdy uzyłaś sformułowania „chłopak” (w kontekście ang. Boyfriend)..
        Dla mnie taki chłopak to (potencjalny) przed-mąż.. Skoro więc masz męża, to już nie chłopaka..

        L.

        1. Luca Autor wpisu

          I to jest właśnie bzdura. To, o czym mówisz, nazywa się narzeczeństwem i owszem, narzeczonego nie mam.

          1. Lichurec

            Nie zgodzę się..
            Narzeczony, to zdeklarowany przedmąż; chłopak – jedynie potencjalny… Jest zasadnicza różnica…

          2. Alquana

            Nie próbuj zgłębiać Lisowych poglądów nt. nazewnictwa poziomów związku. Ja do dziś nie rozumiem, grunt, że udostępnia mi łóżko ;)

      2. Lichurec

        Wszystko kwestia semantyki.

        No ale – ja, to ja… Dla mnie semantyka ma znaczenie…

      1. Pobe

        W sensie, że jakoś nie zauważyłem opadania poziomu Twojej atrakcyjności ;-)
        Jak dla mnie nawet ostatnio się podnosi.

  5. teracotta

    Rozwaliło mnie nieznane wcześniej określenie „kąsać fabułkę”.. włączam je natentychmiast do mojego słownika ;)))))
    Jak niewiele trzeba, żeby się popłakać ze śmiechu :)
    Miłego dnia!

  6. ylka

    Chyba w społeczeństwie tkwią jakieś głęboko zakorzenione stereotypy o tym, że mężatka (lub inaczej: kobieta zajęta) powinna chodzić w worku pokutnym i wzrokiem utkwionym w swoje (!) stopy. Ty masz męża i się dziwisz takim reakcjom ludzi – a co ja mam powiedzieć, gdy przy koleżance stwierdzam prosty fakt, że dany Przedstawiciel Płci Męskiej jest przystojny, a ona mi na to: „Ula!!! A co z Jakubem…?!” :-)

  7. R.B.

    Małżeństwo, związek, kunkubinat….
    Mój chłopak, narzeczony, mój meżczyzna, Tż (od: „towarzysz życia)… itd.
    Jakie pojęcia kryja się pod tymi określeniami?

    Jak używająca tych określeń kobieta widzi relację z … Tym Kimś? Jak widzi siebie? Jak by chciała być widziana przez innych?

    Od ślubu moich dziadków, do ślubu Luki minęło jakieś 70 lat, 4 pokolenia, i jedna wielka rewolucja w obyczajach.
    Od niezrywalnej sakramentalnej przysięgi na całe życie, poprzez łatwy do rozwiązania akt prawny, do całkowitej dowolności. Można na wszystkie sposoby, zależnie od chęci.
    Wybieramy taką formę, jaką chcemy. I sami się w tym musimy określić. Niby to proste.
    Nie jest już proste, jak postrzegają to inni. Bo nie muszą tak samo. A przecież nie będziemy ani pytać („Wiem, że jesteście razem, ale powiedzcie na jakich zasadach?????”), ani łumaczyć („To jest mój mąż, ale uznajemy wolność w związku????”). A tak już mamy, że praktycznie dążymy do jednoznacznych definicji. Wtedy łatwiej. I chyba stąd te oczekiwania, poprawki („To twój Mąż, a nie facet…”), czasem niezrozumienie.
    Jak z tego wybrnąć?? Tej odpowiedzi chyba nie zna nikt. Podchodzić z rezerwą, delikatnością i cierpliwością :-)

  8. R.B.

    Napisałem ogólnie, teraz dokładnie i szczegółowo :-)

    1. Otoczenie się chyba nie przyzwyczaiło, i wymaga ciągłego przypominania, że Cain jest Twoim Legalnie Poślubionym Mężem. Tutaj własnie cierpliwość potrzebna. Kidyś się przyzwyczają. A że nadal mówisz „mój face, mój chłopak”? Niby za kogo miałaśc wyjść, jak za swojego faceta??

    2. Kobieta ATRAKCYJNA, to dla mnie cecha osoby. Wrażenie estetyczne. Uroda. Piękno. Seksowność. I od stanu cywilnego i innych związków nie zależy. Inna sprawa, że atrakcyjna, ale dla oceniającego „niedostępna”. Np. dlatego, że mężatka. Albo że oceniający żonaty. Albo, że przykładu skrajnego użyję: MAM ATRAKCYJNĄ CÓRKĘ!
    Jak ktos tego nie rozumie, to trudno. Bedzie jak ten lis z bajki, co to mu winogrona kwaśne, bo nie dla niego.

    3. Mąż – jako wytłumaczenie na wszystko????
    Matko jedyna, to lepiej jak Lenin i filozofia marksistowska. Sorry, ale patrzenie na cały świat pod kątem „bo mam męża” to albo obsesja, albo brak innych komórek w mózgu. Dobrze, łagodniej: potworny anachronizm. Owszem, było tak, że mężatkę się poznawało już po ubiorze (bo w czepku). Że od ślubu traciła na rzecz męża prawo do roporządzania majątkiem (nawet po matce). Są miejsca na świecie, gdzie nadal tak jest, albo i gorzej!. Ale, do licha, żyjemy w Europie, w XXI wieku!
    Poza tym, Twój zakres swobody i Twoje (ewentualne) zmiany w stosunku do otoczenia po ślubie – to sprawa Twoja i męża. I nikt nie ma prawa w to ingerować. A pouczać, no chyba nawet trochę niegrzecznie…

    1. Luca Autor wpisu

      „Albo, że przykładu skrajnego użyję: MAM ATRAKCYJNĄ CÓRKĘ!” rozłożyło mnie całkiem :D Dzięki.

    2. Królowa Nocy

      R.B., co ty ostatnio tak w kółko albo Stalin albo Lenin?
      A odnieść się chciałam poza tym do:
      „Poza tym, Twój zakres swobody i Twoje (ewentualne) zmiany w stosunku do otoczenia po ślubie – to sprawa Twoja i męża. I nikt nie ma prawa w to ingerować. A pouczać, no chyba nawet trochę niegrzecznie…”

      Czy sytuację, kiedy znajoma powie do Luki: „weź proszę go nie podrywaj, mi zostaw, fajny facet, ale ty już masz męża, a ja nie”, też określisz jako „pouczanie”, które nie ma prawa się odbywać? Może i nie ma, #jestemstarompannom i mam za złe

  9. bobiko

    Małżeństwo to poważna sprawa (ekhem:P) ale to nie jest zakład karny, który wypuszcza więźnia za przepustką ;)

    To, że macie GPSa na dłoni, nie znaczy, ze jesteście nudni i brzydcy,zwłaszcza Ty Luca. TO głupota ale niestety niektórym małżeństwo negatywie odbija na relacjach z przyjaciółmi/znajomymi/paczką.

  10. lavinka

    A ja się głupia zastanawiam, co Ty tak z tym mężem i mężem na blipie. Mój mąż to, mój mąż tamto, jakby Ci odbiło, bo wcześniej pisałaś Cain i wszyscy wiedzieli o kogo chodzi. Serio, serio, miałam dokładnie odwrotne wrażenie do tego o czym piszesz.

    A Ty masz po prostu durne otoczenie, które Cię nęka. Moja ciekawość została zaspokojona, a przy okazji zastąpiona współczuciem i opadem szczęki… jak to możliwe.

    „„To fajny facet” – mówię. „Ale ty masz męża!” Mam zły nastrój. „Ale masz męża!” Wyjechałabym gdzieś. „A mąż? Męża masz.” I tak dalej.”
    – zaorałabym za takie gadanie. Zerwała kontakty towarzyskie albo ochrzaniłabym konkretnie. A zapewne jedno i drugie. I nie wyobrażam sobie, że nagle zaczęłabym pisać o moim partnerze per mąż (zakładając, że by nim został) tylko dlatego że ktoś tam ma pretensje, że tak nie mówię. No i co jeszcze, pfff. To tak mi ktoś kiedyś powiedział, że w moim wieku(wtedy 26)nie jeździ się już na rowerze, bo to dziecinne. Kontakt został rychło zerwany i nie tęsknię za nim zupełnie. Że mam mniej znajomych. Trudno. Lepiej nie mieć znajomych w ogóle, niż takich, którzy wpieprzają się w moje życie. Ale oczywiście najlepiej mieć takich, którzy się nie wpieprzają. Znalezienie ich kosztowało mnie wiele trudu i znoju, ale po latach wiem, że było warto. :)

    1. Luca Autor wpisu

      „A ja się głupia zastanawiam, co Ty tak z tym mężem i mężem na blipie. Mój mąż to, mój mąż tamto, jakby Ci odbiło, bo wcześniej pisałaś Cain i wszyscy wiedzieli o kogo chodzi. Serio, serio, miałam dokładnie odwrotne wrażenie do tego o czym piszesz.”
      – no widzisz, a ja piszę raz tak, jak inaczej. Każdy to widzi, co go w oczy kłuje ;)

      1. lavinka

        Nu. Nigdy nie mogłam pojąć czemu (niektóre) mężatki lubią podkreślać to „mam męża” na każdym kroku to i nie dziwota, że mnie to razi u Ciebie (BTW jesteś jedyną mężatką na blipie która tego sformułowania nadużywa, u innych też widuję ale nie tak często, ale to może kwestia ilości blipów nie % użycia słowa, jak zapewne wiesz-dużo piszesz).

        BTW ciekawe jak jest naprawdę, nie mam czasu, bo bym się pobawiła w statystyki ;)

        1. Luca Autor wpisu

          Nie, nie nadużywam. Możesz sobie policzyć, jeśli chcesz, ale używam w mniej więcej równych ilościach określeń „mój mąż”, „facet”, „chłopak”, „mężczyzna” albo po prostu ^cain. Bynajmniej nie z dbałości o czyjekolwiek wrażliwe nerwy, ale po prostu dlatego, żeby się zanadto nie powtarzać.

          A że inne babeczki piszą np. „teżet” albo „małż” to już, za przeproszeniem, nie moja wina…

  11. afekt

    „- no widzisz, a ja piszę raz tak, jak inaczej. Każdy to widzi, co go w oczy kłuje ;)”
    O, widzisz? To zupełnie jak moje słowne zabawy. Ja rozporządzam słowami i określeniami, bawię się dwuznacznościami. Na Twoim miejscu też bym pisał: mąż, chłopak, facet, zabawka, misio, podmiot, zamiennie. Bo dla mnie to to samo, to mój prywatny słownik (synonimów), wolno mi. Sam nadaję im znaczenie, i to w dodatku osobiste, a nie zgodne z ogólną definicją. Nie każdy mąż, czy żona określana kotkiem, żabką, nazywana jest z tych samych powodów i określa te same cechy osobowości. Tak samo z chłopakiem, facetem i mężem.
    I tak na to patrzę, nie od strony stanu cywilnego, relacji międzyludzkich.
    No, ale oprócz tego spojrzałbym na to jednak od jeszcze jednej strony, na temat wspomnianej przez Ciebie trzeciej ciekawostki.
    Dlaczego ludzie zwracają uwagę „przecież masz męża!”? Ponieważ małżeństwo to poważna sprawa, jesteś już „zajęta”, zobowiązana, tak to się postrzega. A w najniższym znaczeniu relacji damsko-męskich chodzi o zdobycie partnerki, partnera. Instynkt. Trochę wyjdę tu podstaw biologicznych, psychologicznych, ale to nadal ważny czynnik. Często, gdy analizuje, dlaczego z jakąś dziewczyną gadam, nawiązuję nową znajomość, to dochodzę do tego właśnie. Nie da się tego wyłączyć. Tak więc, jeśli zamężna Kobieta wchodzi w relacje z innymi facetami (czy to kawa, spotkanie, rozmowa), to postronna osoba, mimo wszystko postrzega to na tym właśnie domyślnym, niskim poziomie. Małżeństwo to rozwiązanie totalne, największe, totalnie dominujące życie osobiste. W jego cieniu wszystko inne jest trochę bardziej jaskrawsze. Relacje z innymi odbierane będą domyślnie, instynktownie na tym poziomie, rozum włącza się dopiero po tym.
    Nikt nie wie o jakie spotkania, rozmowy z innym facetami chodzi, najszybszy domysł, bezpieczne instynktowne założenie jest takie „Jesteś zamężna! Nie możesz się spotykać!”

    R.B. napisał
    „I nikt nie ma prawa w to ingerować. A pouczać, no chyba nawet trochę niegrzecznie…”
    Niestety wiadomo, ludzie będą gadać, ludzie sobie pomyślą. Fajnie by było, gdyby nie patrzyli, nie oceniali, nie czepiali się. A my mimo wszystko ugniemy się prędzej, czy później dla świętego spokoju. Chyba, że warunki otoczeniowe będą korzystne.

    Pamiętam jak moi rodzice kiedyś mieli problem. Mówiłem, że mam przyjaciółkę. A oni wciąż i wciąż, pytali, czy to moja przyjaciółka, czy dziewczyna. Dlaczego? Bo przyjaciółka to był dla nich ktoś kto tylko daje za przeproszeniem dupy. Tak więc, nie ja nie mogłem mieć przyjaciółki, przyjaciółek, ja powinienem był mówić, że mam dziewczynę. Ledwo się spotykam, sam nie wiem kto to, co to, ani mi, spotykam się raz na miesiąc, ale w domu to ma być „dziewczyna”, nie jakaś gorsząca „przyjaciółka”.

    No jak Bobiko, ciężko trawię pary, które świata poza sobą nie widzą. Nagle przyjaciele, przyjaciółki, relacje, znajomości idą w kąt. Znamy się od przedszkola? Co z tego, teraz mam ją i najzwyczajniej sobie o tobie zapomnę, bo nie masz waginy, nie jesteś taki super, a sprawy które do mnie masz mogą poczekać miesiącami.

    Taak, tu się będę rozpisywał, ale na własnym blogu to nie :|

    1. Luca Autor wpisu

      Przeklej sobie na swojego bloga i tyle ;)

      Z tą przyjaciółką to bardzo dobry przykład. Dla Twoich rodziców to był synonim kochanki, bo tak mówiono kiedyś. Dla nas to określenie oznacza przyjaźń, po prostu. Masz rację, słowa są subiektywne, a mój prywatny słownik synonimów pewnie nie dla każdego oczywisty.

    2. lavinka

      „No jak Bobiko, ciężko trawię pary, które świata poza sobą nie widzą. Nagle przyjaciele, przyjaciółki, relacje, znajomości idą w kąt. Znamy się od przedszkola? Co z tego, teraz mam ją i najzwyczajniej sobie o tobie zapomnę, bo nie masz waginy, nie jesteś taki super, a sprawy które do mnie masz mogą poczekać miesiącami.”

      To samo dzieje się w świecie kobiet. W pewnym wieku traci się przyjaciółki, bo nie jest się ich mężem. A może dlatego,że traktują inne kobiety jak rywalki (być może u facetów też to tak wygląda). Może podkreślanie (na siłę) statusu związku ma taki sam powód? „To jest mój_mąż” czyli wara od niego? Moim zdaniem takie pilnowanie swojego „skarbu” to głupota, jak będzie chciał/chciała skoczyć w bok to i tak to zrobi. Z drugiej strony też bywam zazdrosna, także trochę to rozumiem. Potrzebę zamknięcia ukochanej istoty w klatce. Na szczęście gdy dorastałam, modny był Hey. Piosenka o złotej klatce i kuli u nogi wyleczyła mnie z takich zapędów na zawsze. Kto by pomyślał, bo właściwie Heya nie lubiłam, ale teksty Nosowska miała bardzo trafne ;)

      A co do odp Luci, to owszem. Kiedyś było inaczej. Dziś kobiety i mężczyźni potrafią się przyjaźnić bezpodtekstowo, a nawet jeśli podtekstowo, to w naszej grupie rówieśniczej nie powoduje to świętego oburzenia. Co najwyżej pomruk zazdrości ;)

  12. mama bliźniaków

    A co się będzie działo jak będziesz miała DZIECKO? Wtedy jak powiesz np.,że byś gdzieś pojechała, coś zrobiła to już w ogóle… („Nie masz co w domu robić? A co z dzieckiem zrobisz? A męża samego zostawisz?”).
    Ciekawe jest też odbieranie społeczne samotnych matek. Nie zawsze na szczęście, ale często: „Przecież ona ma dziecko, jest matką” (w domyśle – jest wykluczona ze sporej części kontaktów społecznych, spotkań, rozmów, nie warto z nią gadać bo ona tylko o jednym) albo: „No tak, ona jest SAMOTNĄ matką” (i na pewno o niczym innym nie marzy tylko o znalezieniu jakiegokolwiek męża i strach ją do towarzystwa wpuścić).
    „Starą panną” też kiepsko być ze społecznego punktu widzenia – czyli i tak źle, i tak niedobrze.

    Co do pisania na blipie czy gdziekolwiek – nie zauważyłam,żebyś nadużywała jakiegokolwiek określenia w stosunku do Caina ;)

  13. Luca Autor wpisu

    Słuszna uwaga, społeczne postrzeganie matek, a szczególnie samotnych matek, też jest straszne. A ja, cóż, pewnie wezmę to dziecko pod pachę i pójdę tam, gdzie pójść zamierzałam ;)

    1. R.B.

      Jak Cię znam (mam nadzieję) to tak zrobisz. Ale nie ma lekko. I tak opinia społeczna zgani Cię, za wzięcie dziecka pod pachę, za to że idziesz, za to że tam gdzie chcesz. I jeszcze za to, że wogóle coś chcesz. I za ocieplenie (lub oziębienie) klimatu!

Możliwość komentowania jest wyłączona.