Moje miasto

Mieszkam w brzydkim, połamanym mieście, którego nikt nie lubi. Na pierwszy rzut oka jest szarobure, śmierdzące i pełne niezrozumiałego pośpiechu. Na drugi rzut oka niewiele się zmienia, coraz bardziej natomiast dostrzega się panujący tu chaos, szczególnie architektoniczny. Warszawa nie jest elegancką damą w klasycystycznej sukni, jak europejskie miasta ulubione przez turystów (w tym przeze mnie). Bynajmniej. Warszawa jest kobietą po przejściach, w kombinacji modnych ciuszków, starych szmat i udawanych przedwojennych aksamitów.

Nic w tym dziwnego. Jedyne europejskie  miasto, które podczas wojny było planowo, systematycznie burzone, podpalane i wysadzane w powietrze, i które po wojnie zostało odbudowane w pośpiechu, przez przerzedzoną ludność, nie tyle bez planu, co na podstawie wielu planów na raz – takie miasto nie może być ani piękne, ani normalne. Musi być szalone, chaotyczne, dziwaczne. Pełne blizn i dziur, które nikogo za bardzo nie obchodzą. Kilkadziesiąt lat komunizmu też nie pomogło; od 1989 roku miasto, jak cały kraj, bogaci się, remontuje, pudruje i stroi. Od niedawna buduje się z głową i trochę szerszym planem, rekonstruuje już nie bezmyślnie, dopasowuje elementy układanki, ale moje miasto nigdy nie będzie wypieszczonym parkiem, jak Paryż – raczej kawałkiem zapuszczonego ogrodu, który często zmieniał właścicieli.

Ale ja kocham Warszawę. Znamy się jak zły szeląg, ona i ja. Tu są moje miejsca, moje dźwięki i zapachy. Wiem, gdzie zjeść, gdzie wypić, gdzie iść na spacer. Idę przez nocną Pragę i nie boję się. Zaczytam się w tramwaju, ląduję zupełnie nie tam, gdzie chciałam i wiem, co robić, z każdego miejsca mam wiele dróg do domu, to siedzi gdzieś w głowie, we krwi. Jestem u siebie. Kocham jej chaos i szaleństwo i nie wiem, czy mogłabym mieszkać gdzieś indziej. Bez tego morza świateł, które widać, kiedy się nadjeżdża pociągiem od wschodu? Bez smaczków językowych: starych warsiaskich słówek i nowych pojęć z warszawki? Bez charakterystycznego dźwięku starych, czerwonych tramwajów?

No nie wiem.

13 myśli nt. „Moje miasto

  1. rubeus

    Nie zgodzę się z tobą, że nikt tego miasta nie lubi. Wiele osób je lubi, a wręcz kocha, dostrzegając jego wady, ale również i zalety.
    A, że ci co Warszawy nie lubią, krzyczą głośniej ? No cóż bywa…

  2. Luca Autor wpisu

    @Krolowa: specjalnie nie zajrzałam do Twojego wpisu, żeby ani nie powtórzyć, ani nie gryźć się w język. Mówiłam, że piszesz to, co ja chcę, tylko wcześniej :)

  3. nofutureforme

    Warszawa to nie jedyne europejskie miasto burzone, podpalane, wysadzane.. Wrocław też to przeszedł. Wycofujący się Niemcy chcieli zostawić zbliżającym się Rosjanom pustynię, a wcześniej w centrum miasta, na terenie obecnego Placu Grunwaldzkiego, próbowali urządzić lotnisko wojskowe, burząc wszystkie zabudowania. W dodatku Wrocław to największe na świecie miasto, które w ciągu kilku lat praktycznie w całości zmieniło swoją ludność.
    Myślę, że takich zmasakrowanych miast znalazłoby się więcej, ale przykłady Warszawy i Wrocławia są chyba najbardziej drastyczne.

  4. Luca Autor wpisu

    Nie wiedziałam o Wrocławiu, dzięki :)
    Jednak jeśli chodzi o Warszawę, to ona była uważana za ośrodek polskiego oporu przeciwko Niemcom, dlatego wydano rozkaz wysiedlenia ludzi i zmiecenia miasta z powierzchni ziemi, nie na szybko, w odwrocie, ale z pełnym rozmysłem i dokładnym planem.

  5. Sykofanta

    Można na to spoglądać z wielu perspektyw. Mnie np. bardziej nie podoba się to, co teraz dzieje się w Warszawie (budowane bez przemyślenia biurowce i centra handlowe) niż to, jak budowano wcześniej. Osobiście wolę Dworzec Centralny od Złotych tarasów, Domy Centrum od Millenium Tower. Domy z lat 60. od współczesnych apartamentowców.

    Dodatkowo zdałem sobie sprawę, że nigdy nie będę obiektywny wobec Warszawy. Mieszkam tu całe moje życie i ciężko mi spojrzeć na to miasto tak, jak widzi je przyjezdny, tak, jak ja widzę Paryż czy inne miasta. Gdy jadę gdzieś, nie jestem włączony w życie codzienne, nie zauważam prostych problemów, które tak mnie irytują tutaj w Warszawie. Wydaje mi się, że problem nie leży w tym, jak Warszawa wygląda, ale w tym, że brak jej wyrazistości. W przeciwieństwie do innych miast, nie ma wyraźnej granicy między dzielnicami biur, dzielnicami mieszkań i dzielnicami centrum. Bo jak często wizytujesz blokowiska będąc w Paryżu. Przecież one tam są, a między blokami skrywają się też niegustowne hale hipermarketów. Tylko że w Paryżu trzeba jechać daleko, aby na ten widok trafić.

    W zeszłym roku byłem w Lizbonie. Przeżyłem tam szok – pierwsze kilka dni musiałem się aklimatyzować: wąskie ulice, smród, zero zieleni, wszędzie śmieci, wszędzie samochody, walące się kamienice, czasem po prostu rudery, czasem nawet puste działki zasiedlone jedynie przez gruz. Hałas i ścisk. Ale pod koniec było już lepiej, patrzyłem na wszystko już inaczej. Teraz pragnę tam wrócić. A Warszawę jak mam ocenić, jak opisać, skoro żyję tu od 28 lat?

  6. ?!MiSzA!?

    Też bym tak z niechęcią do Warszawy nie przesadzał. Obracam się w tej chwili wśród ludzi z wielu polskich miast i choć prawdą jest, że jakoś nikt nie zawiera unii przeciwko mieszkańcom Kielc, Krakowa czy Glinianki Dolnej, podczas gdy nic tak ludzi nie jednoczy jak wspólne naigrywanie się z krawaciarzy, bądź porażka Legii, to jednak ma to raczej charakter karykaturalny. Jako stolica Warszawa zawsze będzie budzić emocje i zawsze będzie charakterystyczna.

  7. Luca Autor wpisu

    Na szczęście rzeczywiście są ludzie, którzy ją kochają, niektórzy dają temu również wyraz tworząc sztukę o niej (vide Miastomania czy Projekt Warszawiak). Ja trochę przesadziłam na początku mojego wpisu, ale to po to, by podkreślić kontrast, jaki odczuwam rozmawiając z ludźmi nie lubiącymi Warszawy. Najczęściej są to przyjezdni, którzy dzielą się na dwie kategorie: albo już nigdy nie chcą wracać do swoich miejscowości, albo nienawidzą stolicy i najchętniej bym uciekli czym prędzej (droga wolna ;p).

    @Sykofanta: tak, Paryż też ma swoje blokowiska, jasne. Ale mimo to miasta, których ciągłości architektonicznej nie przerwano w tak brutalny sposób (a kulturalny, uległy, zajęty przez telefon Paryż jest idealnym przykładem) są zupełnie inne.

    Co do obiektywizmu – ja też na pewno nie jestem obiektywna, zresztą wcale nie chcę być :) Ale rozmawiałam o Warszawie z tyloma osobami, że nabyłam paru przemyśleń, którymi niniejszym się dzielę.

  8. Sykofanta

    @ Luca

    No widzisz, to trochę jak dyskusja o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad Bożym Narodzeniem :P

    Bo o ile ubolewam nad zniszczeniami wojennymi (świetny cykl artykułów w Wyborczej „Warszawa nieodbudowana”), o tyle bardziej mi przykro, że dziś, mówiąc Twoimi słowami, ciągłość architektoniczna miasta jest przerywana. Np. Dworzec Centralny, który zaczęto odnawiać, wygląda coraz lepiej. Odnowiona część prezentuje piękną, godną XXI wieku architekturę. Niestety obok stoi ta nowotworowa konstrukcja Złotych Tarasów, która niczym potworniak, składa się z wielu niepasujących do siebie i do otoczenia części.

    Piękną pracę architektoniczną zrobiono na pl. Trzech Krzyży, gdzie nowoczesność idealnie wpisała się w styl zastany. Jednak w pozostałych częściach miasta wszystko jest dziełem przypadku – kamienice stoją w cieniu wieżowców albo popadają w ruinę, bo właściciele czekaj na zawalenie, aby na ich miejscu wieżowce postawić. W stare osiedla wmontowywane są bez żadnego pomyślunku nowe bloki. Zupełnie bezmyślnie stawia się bardziej lub mniej przypadkowe hale targowe, a potem jest problem z ich likwidacją (mam na myśli nie tylko KDT). Ja, jako zwykły człowiek, co nie zna się na architekturze i urbanistyce, nie jestem w stanie pojąć tego, dlaczego nieustanna zabudowa miasta odbywa się w sposób chaotyczny, bezmyślny i po prostu brzydki. A naprawdę są miejsca w naszym mieście, i wszyscy o tym wiemy, które mają ogromny potencjał!

    1. Luca Autor wpisu

      Tak, pl. Trzech Krzyży to faktycznie świetny przykład. W czasie, kiedy stawiano tam nowe budynki, jeździłam tamtędy do i ze szkoły i byłam pod wrażeniem, nadal jestem. I wydaje mi się, że coraz więcej jest takich miejsc, a coraz mniej budowli wkomponowywanych bez sensu. Nauczyliśmy się, że na świecie istnieje coś takiego, jak plany zabudowy osiedla, miasta, okolicy – a nie tylko plan jednego budynku.

      Z tego miejsca pozdrawiam Pala, który jakiś czas temu powiedział mi, że chce zostać naczelnym architektem Warszawy. Zawsze z przyjemnością słucham jego pełnych pasji opowieści o architekturze w różnych miastach i wierzę, że jeśli mu się uda, zrobi wiele dobrego :)

  9. R.B.

    O Warszawie (także) można nieskończenie…

    „Kobieta po przejściach” – to mi się podoba. Choć zawsze uważałem, że to miasto ma charakter wiecznie młodej dziewczyny. Kapryśnej, zmiennej, roztrzepanej i z fatalną pamięcią.
    Ale zawsze bywa bardzo kochana.

  10. Meduza

    Ja też kocham i lubię Warszawę, to moje miasto! I zawsze z dumą podkreślam, że jestem od warszawianką od kilku pokoleń
    :-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.