Uwaga, bo schudnę…

Na dietę przeszłam na początku stycznia. W drugim tygodniu zaczęłam ćwiczyć na orbitreku, ale nie zdążyłam dojść do 30 minut i rozbiłam sobie głowę. Dwa tygodnie nie ćwiczyłam, potem zaczął się luty, poszłam do pracy, nie mogłam się zebrać, ale w końcu wzięłam się w garść i przedwczoraj wróciłam do ćwiczeń. Zaczęłam od 20 minut i zamierzałam następnego dnia ćwiczyć 25-30, a potem dojść do 45. Jednakże piękny ten plan zniweczyła grypa żołądkowa, więc jutro, po kolejnych dwóch dniach przerwy, być może znów pomaszeruję trochę i być może nic nie stanie na przeszkodzie dalszym treningom.

W rezultacie zaczęłam się odchudzać prawie 6 tygodni temu, a ćwiczyłam niewiele ponad tydzień. Trochę to wszystko frustrujące, poważnie. A waga stoi i trudno jej się dziwić.