Zła pani, bo zostawiła kotka

Jak wiecie, od lutego pracuję. Znaczy przedtem pracowałam w domu i niedużo, a teraz co rano wychodzę i wracam około 16.00. Jestem zajęta, trochę zmęczona i, przede wszystkim, nieobecna, więc na początku nie zauważyłam, że Plamka się inaczej zachowuje. W końcu jednak stało się jasne, że kota jest Smutna.

Wieczorami leżała sobie i patrzyła w dal. Głaskana – nie mruczała. Obejrzałam ją i obwąchałam, wydawała się zdrowa, tylko przygnębiona. Wreszcie dodałam dwa do dwóch i domyśliłam się, że mała przyzwyczaiła się do mojej całodniowej obecności w domu. Zwykle spałyśmy razem do południa, potem wylegiwała się na moich kolanach, kiedy siedziałam przy komputerze, a gdy wracałam z zakupów (sklep pod domem, zakupy to maksymalnie 20 minut), robiła sceny, jakby mnie nie było sto lat. Nic dziwnego, że nie mogła się odnaleźć.

Wczoraj wieczorem wygłaskałam ją porządnie, starając się nie zwracać uwagi na to, że wcale nie mruczy. Rano zadbałam o to, żeby przywitać ją pierwszą (Duch też się domagał, ale on jest bardziej kotkiem Kaina) i pożegnać przed samym wyjściem do pracy. Poprosiłam też męża, żeby ją trochę wytulał w ciągu dnia. I dziś, kiedy wróciłam, znowu przywitało mnie mruczenie i znowu kota chodziła za mną krok w krok, kiedy rozpakowywałam zakupy i robiłam obiad. Ulżyło mi :)

4 myśli nt. „Zła pani, bo zostawiła kotka

  1. ?!MiSzA!?

    Umrzeć – tego nie robi się kotu.
    Bo co ma począć kot
    w pustym mieszkaniu.
    Wdrapywać się na ściany.
    Ocierać między meblami.
    Nic niby tu nie zmienione,
    a jednak pozamieniane.
    Niby nie przesunięte,
    a jednak porozsuwane.
    I wieczorami lampa już nie świeci.

    Słychać kroki na schodach,
    ale to nie te.
    Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
    także nie ta, co kładła.

    Coś się tu nie zaczyna
    w swojej zwykłej porze.
    Coś się tu nie odbywa
    jak powinno.
    Ktoś tutaj był i był,
    a potem nagle zniknął
    i uporczywie go nie ma.

    Do wszystkich szaf się zajrzało.
    Przez półki przebiegło.
    Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
    Nawet złamało zakaz
    i rozrzuciło papiery.
    Co więcej jest do zrobienia.
    Spać i czekać.

    Niech no on tylko wróci,
    niech no się pokaże.
    Już on się dowie,
    ze tak z kotem nie można.
    Będzie się szło w jego stronę
    jakby się wcale nie chciało,
    pomalutku,
    na bardzo obrażonych łapach.
    I żadnych skoków pisków na początek.

    – Miss Szymborska

  2. Luca Autor wpisu

    Nie umieram! Ale jakby co, to zawiadomię.
    Natomiast uważam, że fraza: „na bardzo obrażonych łapach” jest doskonała.

Możliwość komentowania jest wyłączona.