Marudzę, bo wiosna

No wiosna. Pachnie. Kwitnie. Wieje. Pada.

Marznę. We dnie kaloryfery są zimne jak lód z powodu durnego przepisu, że jak na dworze jest powyżej 8 stopni, to nie grzeją. Kiedy na dworze jest 8, w domu mam coś koło 17 (na oko, nie sprawdzałam), a preferuję tak z pięć więcej. Na dworze też marznę, bo wiatr i w ogóle. Przenikliwie tak.

I ciemno jest. A mogłoby świecić  słońce i być gorąco! Podobno będzie w przyszłym tygodniu. Tak mówio.

W weekend jadę marznąć w Krakowie. Obiecałam tę wycieczkę Najmłodszej, której zmarznąć nie wolno z powodu zęba. Trochę nie wiem, jak my to zrobimy, no ale spoko. Poza obietnicą daną dziecku czuję głęboki bezsens jechania właśnie tam właśnie teraz.

A kasy, tradycyjnie, nie ma.

6 myśli nt. „Marudzę, bo wiosna

  1. R.B.

    Fakt, MARUDZISZ :-)

    12 lat – dziecko-nastolatka, jak by nie liczyć wiek to kłopotliwy. A dobra starsza siostra to skarb!
    Pozdrawiam przy okazji.

Możliwość komentowania jest wyłączona.