Truskawki

Czekam na nie co roku. Nie kupuję zagranicznych, nawet nie patrzę na dziesięciodekowe pudełeczka bez zapachu, kuszące naiwniaków w hipermarketach przez całą zimę. Nie, ja zaczekam, mogę się wstrzymać aż do maja albo czerwca, ale kiedy na ulicach pojawiają się pierwsze pachnące, czerwone łubianki – nie ma przebacz. Kupuję najpierw ostrożnie, pół kilo, ale potem już obżeram się nimi codziennie.

Pierwsze truskawki zawsze jem z kimś ważnym. Powinny mieć odpowiednią oprawę; najlepsza jest ławka lub trawa w pełnym słońcu. Należy je wtedy jeść prosto z reklamówki, nie umyte, ciepłe, plamiące palce sokiem.

Ale w tym roku dostaliśmy pudełko truskawek z okazji parapetówki. Nie wiem, z jakiego kraju pochodziły, na czym wyrosły i jak bardzo oburzyłoby to truskawkowych ekstremistów ;) Wiem natomiast, że pachniały jak należy, były słodkie i pyszne, a zjadłam je z Kainem w leniwe sobotnie popołudnie. Na dobry początek wiosny :)

 

Jedna myśl nt. „Truskawki

  1. Cedrik

    Ach, aleś mi smaka zrobiła. Ja jeszcze nie jadłem, ale marzą mi się… ze śmietaną i cukrem, choć pierwsze parę na pewno bez niczego. Delektując się smakiem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.