Varia

Od pewnego czasu zauważam, że rzadziej piszę na blogu. Zły człowiek ze mnie, bo pewnie wszyscy się przyzwyczaili, że co drugi-trzeci dzień jest notka, a tu wtem jedna, dwie tygodniowo. Bardzo przepraszam.

To trochę tak, że moje życie nabrało pozornego ładu i dni mijają bez niespodzianek.  Ot, wstaję rano, idę do Paninki, spędzam z nią parę godzin, coś w międzyczasie blipnę, pospaceruję, nasłoneczniam się. Wracam przed 16 i zajmuję ulubione miejsce na kanapie (albo na balkonie, albo w wannie), coś sprzątnę, upiorę, ugotuję. Potem spędzam wieczór z Kainem albo wychodzę na jakieś piwo. Nuda, nie?

Tak naprawdę nie. Na poziomie intelektualnym i emocjonalnym dzieje się, dzieje. Na poziomie tych wieczornych piw i weekendowych spacerów też się dzieje, no ale co tu pisać – że nad Wisłą byłam, pół miasta boso schodziłam, kupiłam sobie japonki w H&M. Byłam na pokazie filmu „Casablanca”, widziałam go pierwszy raz w życiu i czuję się dokształcona.

Tęsknię za wakacjami, za górami, za Paryżem, za dzieciństwem, kiedy nie trzeba było się martwić o rachunki i zawartość lodówki. Jednocześnie czerpię pełnymi garściami z przywilejów dorosłości.

Mało piszę, mam dużo zaczętych i nie skończonych rzeczy, ale chętnie zrobiłabym coś za pieniądze. Mimo to muszę wyznać, że pisanie piosenek pod presją jest fajne. Janek cały czas robi muzykę i naciska mnie, chce więcej i więcej tekstów, z którymi jestem koszmarnie spóźniona. Jego entuzjazm jest zaraźliwy i inspirujący.

2 myśli nt. „Varia

  1. ?!MiSzA!?

    Jeśli o mnie chodzi, to nie ma za co. Zabiegany jestem i rzadko siadam do kompa, więc nie mam w ten sposób zaległości. Spiesz się powoli…

Możliwość komentowania jest wyłączona.