Konstancin, kraina czarów

Piękna blondynka w białej sukience porwała mnie kabrioletem do wielkiej willi. Tam ułożyłam się na tarasie, a gospodarz wyprzedzał wszystkie moje życzenia, co do jednego. Amerykanin z małym białym pieskiem podawał sok marchwiowy, śpiewając arie operowe wspaniałym tenorem. Dziecko przyniosło gościom kota do stołu. Dziewczyna, która hoduje ślimaki, demonstrowała ich sposób kopulacji, a gospodarz dyrygował jej nieustannym śmiechem, gestami modyfikując dźwięk i tonację. Sos do makaronu okazał się zupą, wieczorem był gorący ogień i lodowata wódka, blondynka mnie całowała, a wszystko pachniało wanilią. Rano był koktajl truskawkowy i szampan, na stole siedziała świnia, przy stole – kobieta z głową Stormtroopera, a pies* tańczył salsę.

To wszystko zdarzyło się naprawdę, przysięgam. Brzuch mnie boli od śmiechu, głowa od wódki, a serce, bo chcę jeszcze!
Serdeczne pozdrowienia dla Seg i Mścisława :)


*nie ten biały pies, inny, duży i czarny

9 myśli nt. „Konstancin, kraina czarów

    1. R.B.

      No nie, precz z plagiatami!!!!

      Poza tym, w odróżnieniu od TAMTEJ krainy czarów,
      To zdarzyło się naprawdę!

      Co wy tam palicie, w tej stolicy (i okolicach)???????

        1. R.B.

          To mnie ostatecznie przekonało.
          Ech, przenieść by się do Konstancina….

          Przyjaciół z fantazją gratuluję.

  1. Luca Autor wpisu

    Ej, mam na to wszystko świadków. Którzy też nie zażywali narkotyków :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.