Wciągałeś – nie całuj

Odnoszę wrażenie, że jestem jedyną osobą na świecie, która uważa, że tabaka jest obrzydliwa. Nie chodzi mi o smak, zapach czy odczucie podczas zażywania – nigdy nie próbowałam. Zdarza mi się natomiast występować w roli obserwatora i zapewniam Was, że nigdy z własnej woli.

Prawdopodobnie nigdy nie pojmę, co sprawia, że grupa dorosłych, dbających o siebie ludzi obojga płci postanawia publicznie wciągać do nosa proszek, brudzący wszystko naokoło, a następnie publicznie siąkać, smarkać, kichać, lać łzy z oczu i ogólnie siedzieć między ludźmi, przy stole, z glutami do pasa. Najseksowniejsza laska, najbardziej pociągający mężczyzna w sekundę tracą dla mnie urok, choć staram się nie patrzeć.

Natomiast większość moich znajomych chętnie sięga po tabakę, jeśli ktoś w towarzystwie proponuje.  Rozumiem, że to jest tytoń, a więc nałóg i są osoby, które zażywają ją regularnie tak samo, jak inni palą papierosy. Moja dezaprobata dotyczy głównie ludzi, które nie są uzależnieni, ale w sytuacjach towarzyskich lubią się poczęstować szczyptą lub dwiema. Co prawda ponoć Mickiewicz lubił robić w towarzystwie znacznie bardziej intymne rzeczy (ktoś o tym słyszał, czy to tylko ja w młodości uwierzyłam w puszczoną plotkę?), ale ostatecznie nie jesteśmy wieszczami.

Ciekawa jestem, czy ktoś podziela moją opinię, bo do tej pory nie spotkałam takiej osoby. Czuję się nieco osamotniona w moim obrzydzeniu i o krok od wykluczenia towarzyskiego: ostatnio zaczynam unikać imprez, na których spodziewam się spektaklu ze smarkami w roli głównej…

21 myśli nt. „Wciągałeś – nie całuj

  1. meal

    Tabaka jest fu. Też nie rozumiem jak można to cholerstwo wciągać. Próbowałem raz czy dwa, nic ciekawego. I nie widzę w ogóle sensu zażywania tabaki. Jak będę chciał pociągać nosem to się przeziębię ;)

    1. Luca Autor wpisu

      To nawet nie chodzi o to, że nie widzę sensu albo mnie nie ciekawi. Ludzie mają różne zainteresowania i ok. Ale to jest obrzydliwe dla innych! To jakby publicznie, bo ja wiem, jeść robaki.

      1. LANcaster

        Cały myk polega na tym, by tak sobie dobrać ilość, by nie było nieprzyjemnych dla otoczenia efektów ubocznych. Jak ktoś nie umie spożywać, to niech się za to nie bierze – to jest dokładnie tak samo jak z alkoholem, jak wypije się dużo za dużo, to efekty wizualne, oraz organoleptyczne są naprawdę zniechęcające, prawda?

        1. Luca Autor wpisu

          Nawet, kiedy zazywa się odrobinę, efektem jest smarkanie, wszak o to chodzi w tabace, jeśli się nie mylę? A to, powtarzam, jest ohydne.

          1. Alquana

            Właśnie nie o to chodzi, w tym sęk. Chodzi o tytoń i jego efekty, plus przeczyszczenie dróg oddechowych. Smarkanie to właśnie efekt przedobrzenia, jak ktoś zażywa za mocny gatunek albo za dużo.

            1. Luca Autor wpisu

              trochę nie czaję, jak może przeczyszczać zatoki bez powodowania kataru. W powietrze się to coś zalegające w zatokach chyba jednak nie zamienia?

              1. LANcaster

                Nie, nie zamienia się w powietrze, ale przy pośredniej ilości tabaki, czyli nie za dużej by smarkać, i nie za małej, by do zatok nie dotarła, to część zawartości zatok raczej leci do gardła… (Nie, nie chciałaś tego wiedzieć ;-))

          2. LANcaster

            Kulturalnie powstrzymam się na dzisiejszym blipiwie, od spożywania tabaki przy stole, robiąc ewentualnie z chętnymi wypad na zewnątrz, natomiast stawiam piwo za każdym razem, jak mnie przyłapiesz smarczącego po spożyciu tabaki. I nie, nie o to w tym chodzi ;-)

            1. Luca Autor wpisu

              Dziękuję, to miłe i cieszę się, że moja notka ma taki efekt. Przyjdę, o ile nie będę padać z nóg :)

  2. Alquana

    Faktem jest, że reakcja zależy od człowieka, ja potrafię zażyć, pociągnąć nosem raz i fertig, natomiast ludzie, którzy reagują, khem, spektakularnie budzą moje obrzydzenie na równi z Tobą, znaj proporcjum, mocium panie.
    Z tabaką jak z każdą używka, masz prawo wyrazić swoje niezadowolenie z faktu korzystania, a ktoś może się dostosować lub nie. A Ty masz prawo zrezygnować z jego towarzystwa. Lub nie ;)

    1. Luca Autor wpisu

      Pewnie, że mam prawo. Ale to się robi jak z palaczami, kiedy nie było zakazu palenia w knajpach i mogłam albo spotykać się z ludźmi, albo nie śmierdzieć dymem. Trudny wybór dość.

    1. Alquana

      jak byłam w liceum, to było strasznie popularne wśród młodzieży, i to nie tylko praktykowanie, całe kolekcjonerstwo, wiedza historyczna. Czad ;]

  3. orlinos

    Luca: masz moje pełne poparcie i zrozumienie. :-) I faktycznie – łatwo rozumieć i tolerować cudze hobby/nałogi/manie; natomiast bycie *jedyną* w danym gronie osobą, która czegoś nie lubi, jest mało przyjemne.

    Synafia: Tabaka jest teraz całkiem popularna, z tym, że chyba wypada pisać „snuff”, tak jest bardziej nowocześnie. Coś chyba jak z „coachem”.

  4. R.B.

    A to się porobiło!
    Serio, nic nie wiedziałem. Z tabaka miałem do czynienia kiedyś, jak mnie kaszub poczęstował. Nie wiedziałem, że to teraz taki szał.
    Jakoś dziwnie mi to wyglada, Jakby nałogiem wypadało się chwalić… I to bez sensu, bo od kiedy tabaka jest znana, kulturalne jej zażywanie polegało na unikaniu, lub opanowaniu skutków ubocznych. No, dysdyngowane, ciche A-psik w koronkową chusteczkę było dopuszczalne. Ale nie przy stole!!
    Moda na używkę nie może likwidować norm cywilizowanego zachowania. A smarkania nawet chińczycy nie tolerują, choć obyczaje przy stole rzluźnione mają do obrzydliwości. Całkowicie Cię popieram.

  5. lavinka

    Moi najbliżsi znajomi nie wciągają, a w każdym razie nie w moim towarzystwie, to nie wiem. Ale w miejsce słowa tabaka wpisz alkohol/papierosy – wypisz wymaluj moją reakcję. Na krótką metę nie. Ale na dłuższą ludzie pijani i otumanieni papierosami budzą z czasem moje obrzydzenie. Nie aż takie, by ich unikać i przestać lubić, ale wystarczająco, by chętniej umawiać się z ludźmi niepalącymi i pijącymi rozsądne ilości(dla smaku a nie 6 piw albo 3 drinki jeden po drugim).

  6. ?!MiSzA!?

    Ja to bym nawet chętnie Twoją opinię podzielił, ale w życiu nie próbowałem tabaki, ani też nie byłem świadkiem wciągania, wcierania, czy jak tam się tabaki nie przyjmuje.

    Kiedyś natomiast byłem wielkim wrogiem marihuany. Pod wpływem kobiety tak po prawdzie i to kobiety, którą dobrze znasz. Było to o tyle niezręczne, że nigdy zioła nie próbowałem. Ani ona jeśli o to się już rozchodzi.

    Jak już mi wolno było ;), to spróbowałem i wrogiem być przestałem, choć eksperymenty przerwałem po kilku próbach. Przymula mnie palenie i tylko raz czy dwa dobrze się bawiłem po przyjęciu.

    1. Luca Autor wpisu

      Ja też jestem wrogiem wszystkich narkotyków, ale też kiedyś próbowałam. Niestety nikt mi nie powiedział, że jak się pali zioło, to się nie pije na umór jednocześnie. W efekcie podziałało na mnie głównie wino i do dziś o marihuanie wiem bardzo mało, za to moja wiedza jest dość specyficzna (jak się kiedyś spotkamy na tym piwie, to Ci powiem, bo tu się wstydzę).

Możliwość komentowania jest wyłączona.