Dwa miasta

Rodzinna plotka głosi, że zostałam spłodzona w pociągu. Mam nadzieję, że tak właśnie było, ponieważ stanowczo czuję się dzieckiem pociągu. Jestem stworzona do tego, żeby wsiadać w pociąg i odjeżdżać. Kiedy życie staje się nie do zniesienia, najbardziej lubię wziąć niezbyt dużą torbę, kupić bilet i wyjechać.

Odległość między Warszawą a Krakowem jest idealna, żeby odpocząć. Najpierw spędzam trzy godziny w pociągu: to mój czas na myślenie. Przyjmuję go z ulgą, bo wreszcie sytuacja zmusza mnie do tego, żebym przez kilka godzin nic nie robiła. Mogę oczywiście czytać, a nawet pracować, ale w pociągu robi się to kiepsko. Najlepiej jest słuchać muzyki, patrzeć w okno, rozmyślać i łapać oddech. Kiedy dojeżdżam do celu, jestem już zmęczona siedzeniem i czekaniem, więc z rozkoszą porzucam moje miejsce w przedziale i pozwalam się zaprowadzić w jakieś inne. W Krakowie zupełnie odrywam się od moich warszawskich spraw. Na pewno chodzi bardziej o ludzi, niż o miasto (to nie miasto mnie rozpieszcza, komplementuje i poi winem), ale gdyby nie motyw drogi, nie wypoczywałabym tak doskonale. Odległość od domu, wysiłek włożony w podróż, sam fakt ucieczki od codziennego życia – to wszystko sprawia, że mój umysł zaczyna pracować inaczej, a serce inaczej bić. To małe wakacje, rodzaj resetu, po którym system działa znacznie szybciej i sprawniej.

A potem wracam: biorę małą torbę, kupuję bilet i wsiadam do pociągu. Piję okropną kawę ze styropianowego kubka, rozmyślam, piszę. Zawieszona między miastami, jeszcze trochę w Krakowie i już trochę w Warszawie, mam czas na to, żeby przygotować się do powrotu. To ogromnie ważne. Nie umiałabym ot, tak przeskoczyć od jednego do drugiego. Ale w pociągu powrót staje się czymś prostym, co dzieje się naturalnie, płynnie i nieuchronnie, i kiedy docieram z powrotem, jestem gotowa wziąć kolejny oddech i z przyjemnością zająć się codziennymi sprawami.

Aż do kolejnej, upragnionej podróży…

13 myśli nt. „Dwa miasta

  1. Kota

    Cieszę się, że ktoś jeszcze docenia pociągi :) Kiedyś zdarzyło mi się jechać do Krk samochodem – to było jak zamknięcie w puszcze i znienackowe wypuszczanie kilka godzin później w kompletnie innym miejscu. Złe uczucie, nigdy więcej. Pociągi i cała procedura z nimi związana są absolutnie niezbędne :)
    PS. A mnie zrobili w Beltaine – właśnie się dowiedziałam i postanowiłam się pochwalić ;D

    1. Luca Autor wpisu

      Ale ładnie, że w Beltaine :)

      Jechałam do Krk samochodem kiedyś, ale z Izu, więc było super.

  2. Alquana

    Zwłaszcza podpisuję się pod tym czasem na przestawienie się – na poukładanie w sobie nastawienia, złapanie oddechu, przemyślenia, a w drodze powrotnej – na poukładanie wszystkich wrażeń, przetransferowanie wspomnień do pamięci długotrwałej. Bez tego rzeczywistość, parafrazując klasyka, pierdolnęłaby mnie na przejściu i ciągnęła przez następne dwie przecznice ;]

    1. Luca Autor wpisu

      Tak właśnie ona by zrobiła. Chwała pociągom Wawa-Krk.
      (ale dobrze też, że nie jadą dłużej!)

  3. ?!MiSzA!?

    Ahh, jak mnie pociągów brakuje. Nawet metrem bym się zadowolił. Ilość czytanych przeze mnie rocznie książek spadła bodaj czterokrotnie odkąd przesiadłem się na samochód.

    Ślubuję uroczyście jeździć tylko metrem jak już do Wawki wrócę…

  4. synafia

    Skoro lubisz pociągi, to może brykniesz na Towarową podpisać protest przeciwko zamknięciu Muzeum Kolejnictwa? PKP chce ich wypieprzyć na bruk. Ja dziś podpisałam. Myślę też o założeniu jakiejś strony na FB, tylko nie wiem jeszcze jak to się robi.

    1. Luca Autor wpisu

      w dolnym prawym rogu na FB powinnaś mieć link „utwórz stronę”. Mogę bryknąć, gdzie dokładnie?

      1. RobertB

        Bryknęłaś????

        Ja mam stanowczo za daleko.
        Likwidacja muzeum to świństwo. Tam są eksponaty naprawdę unikalne. I takie, co powinny być tylko w W-wie. (np. stary wagonik WKD-ki). A pewnie wszystko by pojechało do Chabówki…
        A cholerne PKP ma w stolicy ogromne tereny.
        Wkurzyło mnie od rana…

Możliwość komentowania jest wyłączona.