Pociąg wiezie mnie w nowy niepokój

Czy już mówiłam, że kocham wyjeżdżać? Mówiłam, ale nie rozumiecie. Gdyby mi powiedziano, że już nigdy nigdzie nie pojadę, zaczęłabym się rozglądać za sznurem i hakiem. Jeśli ktoś koniecznie chciałby mnie poderwać, niech po prostu wsadzi mnie w jakiś środek lokomocji i gdzieś zawiezie. 8 punktów na 10 gwarantowane od razu.

Jeśli dacie mi do wyboru całe życie w jednym miejscu u boku mężczyzny, o którym marzę i samotne życie pełne wycieczek, wybiorę to drugie. („Gonią cię Niemcy z wilkami, co robisz?” Wyjeżdżam.) Jeśli zamkniecie granice miasta, umrę. Wierzę w to.

Wyjazdy są konieczne, żeby oddychać. To nie muszą zawsze być góry, choć je kocham najbardziej. Ważny jest ruch, zmiana miejsca, ważna jest ucieczka, samotność, a także to, że w podróży skupiam się na zupełnie innych, bardziej elementarnych sprawach. Ważne są nowe widoki, inne powietrze, twarze, budynki, panoramy.

Wyjazdy są konieczne także dlatego, że w końcu się wraca.

Ale to już zupełnie inna historia.

3 myśli nt. „Pociąg wiezie mnie w nowy niepokój

  1. RobertB

    Mówili o takich „Nie umrze we własnym łóżku”.
    Ja wolę urocze określenie napotkane u Londona.
    W starym tłumaczeniu opowiadań o trampach. Takich prawdziwych włóczęgach, jeżdżących głównie towarowymi pociągami.
    Tam bohater dzieli ludzi na tych co to „przepracują życie w jednej zmiane” – … na takich jak on.
    Za zdrowie tych, co na szlaku!

  2. RobertB

    miało być:

    tych co to „przepracują życie w jednej zmiane” –
    … I NA TAKICH JAK ON.
    Jak piszę z emocjami, to robię literówki…

Możliwość komentowania jest wyłączona.