Siła złego

Muszę sobie napisać na blogasku, bo jak mi Bóg miły, ulewa mi się. Czarna seria zaczęła się wczoraj od imprezy z domowym sushi. Impreza z sushi to zajebista sprawa i było bardzo fajnie, przy okazji jednak nabrudziliśmy strasznie dużo naczyń i podczas ich zmywania zachlapaliśmy wszystko wokół. Bywa. Trzeba Wam jednak wiedzieć, że w wynajmowanym przez nas mieszkaniu między zlewozmywakiem a ścianą zieje dziura miast uszczelnienia, pod spodem zaś znajduje się gniazdko. Takie z prądem. Gniazdko, jak się okazało, odstawało nieco, nad nim zaś sterczała rurka od górnego odpływu w zlewie (nie umiem rysować, więc musicie sobie wizualizować sami). Rurka nie była do niczego podłączona. Tak więc gniazdko było zalewane wodą spływającą po ścianie i dodatkowo wodą z tej rurki, jeśli zlew się przepełnił.

Wszystko to odkryliśmy dopiero dziś rano. Wczoraj po prostu w środku imprezy błysnęło, huknęło, wyłączyły się wszystkie urządzenia i pogasły światła. Bez większych stresów poszłam włączyć bezpiecznik i fajerwerki się powtórzyły. Wtedy trochę się wszyscy zmartwiliśmy, Kain zajrzał z latarką pod zlew, odkrył mokre gniazdko, wytarł je dokładnie z wierzchu i po godzinie czy dwóch spróbowaliśmy ponownie, otrzymując powtórkę efektów specjalnych. Tak więc zabawę dokończyliśmy przy świecach, bez internetów i z coraz bardziej ciepłymi alkoholami (lodówka lepiej działa podłączona do prądu).

Przy okazji okazało się, że co prawda w szafce są dwa bezpieczniki, ale absolutnie wszystko, co mamy w mieszkaniu, podłączone jest do jednego. Ot, sekrety powojennych kamienic.

Rano uznałam, że co było mokre, na pewno już wyschło i faktycznie prąd działał. Przez jakieś pół godziny. Kiedy korek strzelił ponownie, stwierdziliśmy, że nie ma żartów i wezwaliśmy na pomoc Josha, który Potrafi i Się Zna. Josh, złoty człowiek, przyjechał w godzinę, zjadł sushi, naprawił gniazdko, podłączył rurkę, przy okazji odkrył, że mamy w kuchni zimną wodę (właścicielka mówiła, że tylko ciepłą) oraz znalazł przyczynę kopiącej pralki (do uziemienia podłączona jest faza, ha ha). Włączyliśmy bezpiecznik i, o cudzie, prąd działa bez zarzutu.

ALE.

Naszą radość wkrótce zmącił fakt, że naszemu gościowi przestał działać zasilacz od laptopa. Zaraz potem okazało się, że komputer Kaina się nie uruchamia. Wszystko wskazuje na to, że awaria prądu pociągnęła za sobą dość kosztowne konsekwencje. Ponieważ spalony zasilacz w stacjonarnym kompie mego męża już raz wymienialiśmy i już nie chcemy pakować w niego pieniędzy, uznaliśmy, że nie ma rady, trzeba kupić nowy. Kain ma w tej chwili kilkuletniego składaka typu skarbonka, więc rozumiecie. Jednakże komputer do pracy i grania dla Kaina to najmarniej 4 tysiące złotych, więc już się nacieszyłam naszą świeżo zyskaną wolnością od długów. Nowym laptopem, którego mieliśmy kupić dla mnie w najbliższym czasie, też już się nacieszyłam.

Sorry, że ja znowu o pieniądzach, ale zaczynam myśleć, że ciąży na mnie jakieś fatum. Jak już wychodzę na zero, to musi coś od razu pierdolnąć. Zdaję sobie sprawę, że ludzie zaradni mają na takie okazje oszczędności, ale my nie zdążyliśmy jeszcze żadnych zgromadzić.

I tak to. Myślę, że można to podsumować adekwatnym utworem muzycznym z kategorii:  klasyka.

11 myśli nt. „Siła złego

  1. RobertB

    Współczuję. Takie „niespodzianki” ? Przelew w przestrzeń (i w druty) i błędnie wpięte uziemienie????
    Nie wiem, jakie macie układy z właścicielami mieszkania, ale to ewidentnie ich wina . Wadliwe instalacje, narażenie na niebezpieczeństwo itd…
    Wynegocjujcie jakąś rekompensatę w postaci jednorazowej zniżki w czynszu.
    A wszystkie istotne urządzenia łączcie przez listwy z zabezpieczeniami!

    Jeśli masz DWA bezpieczniki, a jak piszesz „podłączone wszystko pod jeden” to może tak jest BEZPIECZNIK NA PRZEWODZIE ZEROWYM???????

    Popros kolegę, żeby ci to zblokował. Właśnie to powoduje większe zagrożenie.

    1. Luca Autor wpisu

      No nie wiem, może wezwiemy elektryka… Ale wtedy on nam pewnie będzie chciał zrobić remont, a mieszkanie nie nasze… W każdym razie chyba pomówię o tym wszystkim z właścicielką.

  2. synafia

    Luca, czy pocieszy się fakt, że nie tylko Ty się nieustannie pałujesz z kasą? Ja też! :D No więc no więc. Taki lajf.

  3. lavinka

    Ału. Chyba powinniście zainwestować w coś pomiędzy gniazdkiem a komputerami. Jakiś UPS, nie wiem, nie znam się aż tak(czytaj:od dawna nie jestem na bieżąco, bo nie potrzebuję), ale na pewno są jakieś zewnętrzne stabilizatory napięcia. Pomyśl, że nowy komputer może się spalić w ten sam sposób tydzień później (mam wrażenie, że jeśli jedno gniazdko było źle podłączone to przypadek, ale jeśli dwa… to wszystkie pewnie są do obejrzenia przez kogoś z uprawnieniami). Pamiętam, że w pracy mojej madre, gdzie instalacja elektryczna potrafiła wywalać się sama z siebie kilka razy w tygodniu (kable z lat 50, budynek przedwojenny), po prostu wszystkie urządzenia były tak podłączone. Od momentu, gdy po jednej awarii spaliły się wszystkie komputery w dziekanacie…

    1. Luca Autor wpisu

      Masz absolutną rację z tym upsem, ale spokojnie, przestawiamy się na same laptopy ;)

      1. RobertB

        A spalony zasilacz do laptopa nie jest droższy od zasilacza w stacjonarnym??? I trudniejszy do dokupienie?
        Nie da się pracować tylko na bateriach.

        1. Królowa Nocy

          Zależy do jakiego, do maka jest dość drogi. Niezależnie od tego, UPS wydaje się rozsądną inwestycją, przy takich problemach z obwodem.

          1. Luca Autor wpisu

            Zasilacz do maca jest dwukrotnie tańszy od zasilacza, jakiego potrzebuje stary komputer Kaina ;)

            Zastanowię się nad upsem, ale przecież i tak nie podłączymy do niego wszystkich zasilaczy na raz :/

  4. Sandrita

    Nie… Wychodzenie na zero, i już po chwili znów długi, to nie jest fatum. To życie. Ja mam tak już od 4 lat i nie zapowiada się, żeby to się zmieniło ;)

Możliwość komentowania jest wyłączona.