Besźel

„Chodziłem do pracy na piechotę, mijając ceglane łuki: ich szczyty, którędy prowadziły tory, znajdowały się gdzie indziej, ale nie wszystkie ich podstawy leżały za granicą. Przy tych, które mogłem zobaczyć, ulokowano małe sklepiki, znajdowały się tam też zajęte przez dzikich lokatorów pustostany, ozdobione barwnymi graffiti. W Besźel była to spokojna dzielnica, ale na ulicach roiło się od tych, którzy przebywali gdzie indziej. Przeoczałem ich, ale omijanie wszystkich zajmowało sporo czasu.”

„Wziąłem taksówkę i ruszyłem powoli przez korki. Ruch na Pont Mahest był intensywny, miejscowo i gdzie indziej. Gdy posuwaliśmy się ospale ku zachodniemu brzegowi, przez kilka minut nie miałem nic do roboty poza wpatrywaniem się w zanieczyszczoną rzekę, dym i brudne statki lśniące w odbitym blasku wieżowców o lustrzanych ścianach, stojących na cudzoziemskim brzegu, gdzie znajdowała się budząca zazdrość dzielnica finansowa. Besźańskie holowniki kołysały się na falach za ignorowanymi przez nie taksówkami wodnymi.”

„Rankiem po nasypie odległym o kilkanaście metrów od mojego domu okna przejeżdżały pociągi. Nie znajdowały się w moim mieście. Wagony były tak blisko, że mógłbym zajrzeć do środka i spojrzeć w oczy cudzoziemskim pasażerom, ale rzecz jasna nie robiłem tego.”

China Miéville „Miasto i miasto”

4 myśli nt. „Besźel

  1. orlinos

    Przyznam, że to dość dziwne uczucie, gdy i w Polsce popularnym staje się mój od dawna ulubiony autor. To godzi w moje (jakże złudne!) poczucie własnej niezależności intelektualnej. ;-)

    (Wieki temu przypadkiem wygrzebałem „Bliznę” w Bibliotece Brytyjskiej w Łodzi, nie mając pojęcia, co to jest. Miesiąc później wróciłem, przedłużyłem „Bliznę” i dorzuciłem do nich „Dworzec” i „Króla Szczura”. Wsiąkłem…).

    W „Mieście i mieście” niesamowite jest dla mnie to, że Mieville, członek brytyjskiej partii socjalistycznej i zdeklarowany marksista, fenomenalnie opisuje praktyki „dwójmyślenia”, rozwijające się u ludzi żyjących w państwach cenzurujących rzeczywistość.

    Miłej lektury!

    1. Luca Autor wpisu

      Czytam to już drugi raz. Dostałam na urodziny. Prócz Miast znam tylko opowiadania i nie wiem, czy inne książki tego autora przypadną mi do gustu, ale cieszy mnie, że jest ich jeszcze dużo, których nie znam :-)

  2. orlinos

    Pozostałe książki są nieco inne. „Dworzec Perdido”, „Blizna” i „Żelazna Rada” to teoretycznie fantasy, aczkolwiek bardzo dziwaczne i steampunkowe. „LonNiedyn” jest teoretycznie dla dzieci i stanowi pewną odpowiedź na „Nigdziebądź” Gaimana.

    Jego wczesne powieści są bardzo obszerne i rozgadane, na granicy słowotoku. Mnie to akurat odpowiada (i trochę mi brakuje tych długachnych opisów w nowszych powieściach), ale może być zapewne męczące.

    Miéville bardzo mi imponuje tym, że potrafi ciągle zaskakiwać. Po sukcesie swojej serii fantasy mógłby ja trzepać w nieskończoność, a on wręcz przeciwnie, uparcie publikuje ostatnio powieści nie wchodzące do żadnego cyklu.

    Takie podejście jest coraz rzadsze – współcześni czytelnicy bardzo nie lubią się otwierać na nowe doznania; Dukaj pisał o tym kiedyś – publiczność bardzo słabo toleruje takie odskoki, wolą wiedzieć dokładnie, czego się spodziewać po lekturze.

    Ponieważ w Miéville’u jestem już solidnie zakochany i kupuję go w ciemno (chociaż najnowszy „Kraken” mi nie podszedł, jak na razie) ma to tę zaletę, że nie muszę przed zakupem czytać spoilujących recenzji. W wypadku „Miasta i miasta” to było zbawienne, bo przecież cała powieść opiera się na Pomyśle; początkowo byłem kompletnie zagubiony i nie wiedziałem o co chodzi. Wspaniałe uczucie.

    Z „dziwnych” rzeczy (aczkolwiek to zupełnie inna literatura) polecam „Dom z obserwatorium” Edwarda Careya. Ale ja mam manię na punkcie tej powieści, dwóm różnym osobom podarowałem ją w prezencie. ;-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.