Tymczasem koniec lata

Burza wisiała w powietrzu od wielu dni. Mimo to wciąż świeciło słońce, było ciepło i pozornie spokojnie. Po jednym ze szczególnie pogodnych dni, spędzonych na dworze, opalonych, upalnych – wreszcie uderzyła i zmiotła, co popadło.

Ponieważ burze są naturalną i pożądaną koleją rzeczy, obecnie stopniowo powraca ładna pogoda. Pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że może jednak tornado nie nastąpi i nie rozwali mi dachu nad głową. Tylko patrzeć, a wyluzuję zupełnie i nikt w najbliższym otoczeniu nie osiwieje, a nawet może ja sama też nie.

Tymczasem koniec lata i właśnie skonstatowałam, że wrzesień już za trzy dni. Wczoraj robiłam duże sprzątanie i ponieważ miałam zajęte ręce, a wolną głowę, mimochodem obmyśliłam plan finansowo-zawodowy na wrzesień. Nie jest to plan przyjemny, ponieważ, nie ma co się oszukiwać, nie stać mnie na luksus rozwijania firmy. Zlecenia owszem, przyjmę coraz chętniej, walcie jak w dym, bo chcę pisać i pisać, i pisać. Ale że jest to dość niepewny chleb, a nadal gardzę etatem (zresztą, w którym mieście miałabym go szukać?), plan zakłada także realizowanie się jako zawodowa ciocia. Jeszcze tylko nie wiem czyja, bo wszędzie na raz nie zdążę.

Drugą częścią planu jest sporządzenie czarnej listy. Na czarnej liście będzie wszystko to, czego we wrześniu NIE kupujemy. Bo jak bym nie liczyła wychodzi mi, że zarabiamy na rachunki, ubezpieczenie i inne stałe koszty – tak na styk. Drugie tyle chętnie byśmy przejedli, przepili, przepodróżowali i wymienili na praktyczne przedmioty codziennego użytku, ale, no cóż.

Jedno, co jest w tym wszystkim dobre, to że mam skille oszczędnościowo-kulinarne. Ugotowanie obiadu za 4 złote, zwłaszcza o tej porze roku, nie stanowi dla mnie problemu i nawet w szczególnie chudych tygodniach z głodu nie umrzemy. Żeby jeszcze tylko koty chciały jeść fasolę! ;)

2 myśli nt. „Tymczasem koniec lata

  1. tsar

    Jest coś przykrego w tym przemijaniu pór roku, zwłaszcza tak gorąco wyczekiwanych jak lato. Ja sam z przerażeniem patrzę na zbliżająca się jesień i modlę się aby była wolna od jesiennego dołka. Ale zanim to ma w ogóle szansę nastąpić, przed nami jeszcze dwa cudowne miesiące. Tak wrzesień jak i październik potrafią być przecież jak marzenie. Więc cieszmy się póki jeszcze mamy czym, bo potem znów będziemy nieskutecznie zmuszać zimę żeby wypier… no sama wiesz :).

    Ja też mam plany zawodowe na koniec roku i też wielką nadzieję, że coś z nich wypali, bo w portfelu pustki, a o chęciach do pracowania w taki sposób jak obecnie już w ogóle nie ma co mówić.

    Acha, i jeszcze chętnie wpadnę na fasolkę :) koty się nie znają :D

    Trzymam kciuki!

    1. Luca Autor wpisu

      Październik? Na październik czekam jak na zbawienie – w planach Bieszczady :)

      Trzymam kciuki za Twoje plany!

Możliwość komentowania jest wyłączona.